Katarzyna Dworaczyk – 7 pytań o…

 


KATARZYNA DWORACZYK
Terapeutka, mediatorka i artystka wizualna, autorka wystaw, filmów dokumentalnych oraz ilustrowanej książki pamiętania siebie “Wszystko, co jest teraz, zaczęło się tam”.Interesuje ją temat tożsamości, przekonań, pamięci oraz uwewnętrznione społeczeństwo. Ma słabość do horyzontu, kawy i mądrości ludowych przyśpiewek.
www.GRL.zone
  1. Czy Polka to wciąż “Matka Polka”? Jakie jesteśmy?

To zależy, jakie historie za sobą ciągniemy. Jeśli napatrzyłyśmy się na nieszczęśliwe, styrane matki i babcie to możemy stwarzać sobie odmienne życie, albo powielać schemat. I to jest dobre, jeżeli jest wybrane świadomie i nam służy. Jeżeli to bunt lub nieświadomie powielane postawy, które nie służą ani nam, ani bliskim to jest problem. Wydaje mi się, że jesteśmy coraz bardziej świadome, poszukujące i redefiniujące schematy. To kosztuje dużo energii, dbania o swoje granice – nasze mózgi żrą dużo glukozy, więc jesteśmy też zmęczone. Chciałabym dostrzegać więcej lekkości i beztroski.

  1. Jaka jest pozycja kobiet w dziedzinie, którą się Pani zawodowo zajmuje?

Pozycja? Hmm, działam dwutorowo – jako terapeutka, trenerka komunikacji i mediacji (w duchu Porozumienia bez Przemocy) i tej branży więcej jest kobiet, zarówno wśród trenerek, jak i uczestników. Jednocześnie też przychodzi coraz więcej mężczyzn, którzy bardzo dobrze uświadamiają sobie rolę komunikacji, wzajemnej i tej wewnętrznej. Trudno mi powiedzieć, że to jest silna pozycja, to jest raczej przykre, bo chciałabym, żebyśmy wszyscy mieli większą świadomość tego, co i dlaczego robimy. Artystycznie jest dobrze. Artystki poszukują czym jest kobiecość, artyści redefiniują męskość.

  1. Co znaczy dla Pani pojęcie “feminizm”?

Ojej. Generalnie równe prawa, ale tak często słyszałam je wobec siebie jako obelgę, albo argument, że już nie ma sensu ze mną prowadzić dyskusji, że przeraża mnie, ile negatywnych konotacji łączy w ludzkich umysłach to słowo. Chciałabym, żeby był wyższy poziom świadomości, co feminizm zrobił dla kobiet i mężczyzn (myślę o ruchach, aktywistkach) i mamy takie prawa teraz, dlatego, że ktoś kiedyś pierwszy powiedział „nie”. 
Zbieram historie kobiet urodzonych przed wojną, świadomość tego co przeżyły sprawia, że decyduję się i wybieram swoimi działaniami i tym, co mówię, kreować społeczeństwo oparte na równości. Chciałabym też, żeby „wajcha” nie była teraz po stronie kobiet, żeby nam wynagradzać i wynagradzać, tylko, żeby ustawiła się pośrodku. Żebyśmy my ją codziennie ustawiali po środku. Chyba tym jest dla mnie feminizm –  „wajchą po środku”.

  1. Gdzie, jako kobiety, jesteśmy 100 lat po uzyskaniu praw wyborczych?

Wydaje mi się, że naprawdę możemy już „wszystko”, jednocześnie mam wrażenie, że czasem nas „trzyma” lojalność wobec trudnych losów mam i babć i trudno jest bez „nie powinnam, może jednak nie, ale czy inni to zaakceptują, to chyba zbyt już “odjechane” / egoistyczne / ekstrawaganckie, przecież nikt tak nie robi…” z tego korzystać. Wychodzimy z „walki o przetrwanie”, ale dopiero pół stopy jest na „świat jest po to, żeby się nim cieszyć”.

  1. Poznanianka, którą Pani podziwia, to…?

Agnieszka Pietlicka, Marta Mazurek, Jagna Domżalska – wszystkie dają i łączą, zamiast trzymać dla siebie doświadczenie i wiedzę. Odpowiednio w kompetencjach: społecznych, polityce i sztuce.

  1. Ważne dla Pani miejsca w Poznaniu?

Las prowadzący do jeziora Strzeszyńskiego lub z powrotem, a latem rowery wodne na tymże. Wydaje mi się, że gdyby każdy spędzał tygodniowo przynajmniej 4 godziny w lesie, uśmiechalibyśmy się nie tylko do małych dzieci i psów.

  1. Jaką radę dałaby Pani o połowę młodszej sobie?

Żeby nie słuchała rad, tylko swojego wewnętrznego głosu. I miała odwagę robić to, co jej mówi.