Stulecie praw Kobiet – Emancypantki na imieninach ulicy

“Odważmy się być wolnymi, poznajmy naszą siłę!” –  11 listopada ulicami Poznania przeszedł herstoryczny marsz poznańskich emancypantek.

Sto lat temu kraj odzyskał niepodległość a kobiety w Polsce wywalczyły prawa wyborcze. ONEPoznan świętował 100-lecie praw wyborczych kobiet w najlepszym możliwym towarzystwie! Do herstorycznego pochodu obywatelek podczas Imienin Ulicy św. Marcin w Poznaniu dołączyły (przebrane w stroje z epoki) aktywistki miejskie, naukowczynie, miejskie radne oraz kobiety, które postanowiły oddać hołd swoim przodkiniom, które wywalczyły dla nas prawa wyborcze.

Zainspirowane strojami emancypantek, stworzyły własne kostiumy nawiązujące do mody sprzed 100 lat. Po marszu wzięłyśmy udział w herstorycznej sesji zdjęciowej.

Przypominamy, że to właśnie poznanianki, jako pierwsze w Polsce mogły cieszyć się biernymi i czynnymi prawami wyborczymi w praktyce. To tutaj po raz pierwszy w historii Polski w sejmie zasiadały kobiety!
Polski Sejm Dzielnicowy obradował w Poznaniu w dniach 3-5 grudnia 1918 r. Według oficjalnego spisu z 1918 r. na Sejm wybrano 1398 posłów, w tym aż 129 kobiet (9 proc. mandatów).
W czasie obrad sejmu postulowano między innymi o utworzenie zjednoczonej, wolnej Polski – włączenie ziem pruskich do odradzającej się Polski na mocy konferencji pokojowej (nie powstania). Przyjęto nowy skład Naczelnej Rady Ludowej i jej Komisariat, które uzyskały pełną legalizację i uznanie Polaków ziem zaboru pruskiego. Przyjęto też uchwały dotyczące m.in. spraw socjalnych i oświatowych, a także utworzenia uniwersytetu w Poznaniu. Sejm Dzielnicowy był ważną manifestacją patriotyzmu w podzielonej Polsce, pokazał również jedność Polaków zaboru pruskiego, nowoczesne i demokratyczne sposoby obejmowania i sprawowania władzy oraz był istotnym krokiem ku Powstaniu Wielkopolskiemu.

Zobaczcie naszą fotorelację!

Nie.zapomniane / nie.zwykłe… czyli twórzmy herstorie – tu i teraz!

Mówi się, że historię piszą zwycięzcy. Czas abyśmy zaczęły pisać herstorie! Kobiety nadal nie są wystarczająco reprezentowane w podręcznikach, encyklopediach, ba – nawet w Wikipedii. Co możemy robić? Na przykład:
– Piszmy książki / artykuły / blogi o kobietach!
– Spisujmy wspomnienia naszych babć i naszych mam!
– Wpisy do Wikipedii – tak wiele biografii kobiet brakuje!
– Konkursy o bohaterach – czas zgłaszać bohaterki!
– Okolicznościowe wystawy – często celebrują tylko panów!
– Redagowane kalendaria – z reguły zawierają daty związane z sukcesami (czy urodzinami) mężczyzn… wiecie co robić!

Nie dajmy zapomnieć o kobietach, które dokonały nie.zwykłych rzeczy. Budując ich herstorie, budujemy też swoje. Tu i teraz. Wspierajmy się wzajemnie, głosujmy na siebie, edukujmy, kształćmy kolejne pokolenia, szkólmy następczynie, bądźmy mentorkami. Kupujmy książki pisarek, płyty i obrazy artystek, powidła i kwiaty u lokalnych handlarek, płaćmy uczciwe pensje naszym pracownicom.

Od niedawna możemy studiować, głosować i kandydować czy pracować zawodowo. Mężczyźni mieli setki lat na zbudowanie swojej pozycji, na wzajemne wspieranie się w sferze zawodowej. Czas na nas! Wspierajmy się i mówmy o tym głośno!

Jeśli każdej z nas udałoby się zapisać herstorię choćby jednej kobiety (w jakimkolwiek medium – na przykład w Wikipedii) to już jest ogromny sukces! Jeśli każdej z nas, udałoby się pomóc młodej dziewczynie (na jakimkolwiek etapie edukacji), to już jest ogromny sukces! Jeśli każdej z nas udałoby się pomóc nieznanej przypadkowej kobiecie (w jakiejkolwiek dziedzinie życia), to już jest ogromny sukces!

#StuleciePrawKobiet #ONEPoznan #Niezwykle #Niezapomniane #PiszemyHerstorie #Herstorie

“Kobiety. Solidarność i polityka” – fotorelacja z konferencji

18 września uczestniczyłam, z ramienia ONEPOznan, w konferencji, która okazała się projekcją filmu połączoną z dyskusją panelową, w poznańskiej Estradzie. Wydarzenie zorganizowało biuro poselskie dr. Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, która jako posłanka do Parlamentu Europejskiego bardzo aktywnie promuje tematykę równościową w swoich działaniach. Zresztą zasiada w dwóch komisjach: Prawa Kobiet Równouprawnienia (FEMM) oraz Zatrudnienia i Spraw Socjalnych (EMPL).

Otwierając konferencję pt. “Kobiety. Solidarność i polityka” pani posłanka odniosła się do dwóch rocznic – stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości oraz stulecia uzyskania przez Polki praw wyborczych. Zaznaczyła przy tym, że warto przypominać nie tylko historię ruchów emancypacyjnych, ale zadawać pytania o to dlaczego kobiety, które zmieniają historię świata, tak często znikają z jej kart (jednocześnie zaprosiła zgromadzonych na kolejne spotkanie,  tym razem z kobietami sportu – 29 października).

To samo pytanie postawili sobie Marta Dzido oraz Piotr Śliwowski, autorzy filmu dokumentalnego z 2014 r. pt. “Solidarność według kobiet”, który miałam przyjemność obejrzeć wraz z pozostałymi gośćmi na widowni (salę w 95% wypełniały kobiety), zanim zaczęła się druga część wydarzenia.

W przerwie, po prezentacji filmu toczyły się ożywione dyskusje, wiele osób widziało produkcję Marty Dzido po raz pierwszy (w tym pisząca te słowa) i zaiste – robi ona wrażenie. Wystarczy wymienić nazwiska wybranych kobiet, które pojawiają się w tym obrazie, a które miały znaczący wpływ na to jak kształtowała się historia w tamtym czasie, aby zobaczyć, że nie są to dwie czy trzy osamotnione wojowniczki:  Barbara Labuda, Anna Dodziuk, Jadwiga Staniszkis, Anna Walentynowicz, Maryla Płońska, Ewa Zydorek, Ludwika Wujec, Zofia Romaszewska, Ewa Milewicz, Anka Kowalska, Joanna Duda-Gwiazda, Alina Pieńkowska, Henryka Krzywonos, Ewa Ossowska, Bożena Rybicka, Joanna Wojciechowicz, Elżbieta Potryku, Joanna Szczęsna, Helena Łuczywo, Iwona Plata, Ewa Kubasiewicz, Krystyna Sprusińska, Ewa Tomaszewska, Jadwiga Chmielowska i wiele innych….

 

Tym bardziej ucieszyłam się znalazłszy, już po przyjściu do domu, egzemplarz pierwszego wydania książki amerykańskiej dziennikarki, Shany Penn z 2003 r. (z autografem!) pt. “Podziemie kobiet”,  która była jedną z rozmówczyń autorów filmu i która sama przeprowadziła dziesiątki rozmów z działaczkami opozycji i “Solidarności” na etapie zbierania materiałów do swojej pracy.

W przedmowie do wyżej wspomnianej książki, prof. Maria Janion pisze: “Okazało się, że punkt widzenia, uwzględniający kulturowo rozumianą płeć i zakorzeniony w mentalności podział ról na męskie i żeńskie, pozwala na zrozumienie rozmaitych zachowań społecznych, również w konspiracji. Od podejrzenia, że macho jest nie tylko państwo lecz i społeczeństwo, prowadzi droga do gorzkiego stwierdzenia Barbary Labudy: Polska bardzo wiele zawdzięcza kobietom. Masę zrobiły, ale jakoś nie znalazło się dla nich miejsce w tej pięknej historii, opowieści o walce o niepodległość”.

Oczywiście mogłam się spodziewać, że podczas całego wieczoru nie zabraknie Wielkopolanek, które w swojej pracy naukowej zajmują się tematami równości płci (jak prof. Grażyna Gajewska czy dr Iwona Chmura-Rutkowska z UAM) lub których pasją stało się organizowanie, promowanie i wdrażanie w czyn feministycznych idei, o które walczyły nasze babki (jak pełnomocniczki Kongresu Kobiet w Poznaniu – Violetta Ratajczak i Elżbieta Grodzka, czy Joanna Jaśkowiak, która w jesiennych wyborach samorządowych powalczy o mandat radnej do sejmiku województwa wielkopolskiego).

Na zdjęciu (od lewej): Elżbieta Grodzka, Iwona Chmura-Rutkowska, Grażyna Gajewska, Joanna Jaśkowiak, Violetta Ratajczak.

Druga część spotkania poświęcona była dyskusjom z zaproszonymi gośćmi oraz pytaniom od publiczności. Niestety, w ostatnim momencie odwołała swój przyjazd (ze względów rodzinnych) Marta Dzido, dlatego prowadząca spotkanie Nina Nowakowska, słynna poznańska dziennikarka, swego czasu opozycyjna aktywistka, poprosiła swoich rozmówców o szczerą ocenę obejrzanego właśnie obrazu.

Na zdjęciu (od lewej): Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Bożena Szydłowska, Nina Nowakowska, Henryka Krzywonos-Strycharska, Rafał Grupiński.

Pierwsza z gościń, legendarna tramwajarka “Solidarności”, Henryka Krzywonos-Strycharska wydawała się mieć raczej krytyczny stosunek do filmu, jeśli chodzi o prawdę historyczną konkretnych wydarzeń lat 80. i roli poszczególnych kobiet w tych wydarzeniach, pominięcie niektórych wypowiedzi (w tym wycięcie scen z jej udziałem) oraz długości obrazu. Z tego ostatniego względu zaleciła spore skrócenie go, jeśli miałby zostać prezentowany w szkołach.

Z kolei posłanka Bożena Szydłowska przypomniała własną działalność w Poznaniu na początku lat 80. i to jak rozwoziła z mężem ulotki swoją Skodą 105, nie zdając sobie wtedy sprawy jak niebezpieczna była to działalność.

Również sama prowadząca spotkanie wspomniała, że gdy zaczął się strajk w Stoczni, najpierw dotarły do niej nazwiska kobiet, Lech Wałęsa zaś pojawił się w relacjach dopiero później. A jednak to sylwetki tych kobiet wyblakły na kartach historii.

Poseł Rafał Grupiński wskazał kilka czynników odpowiedzialnych za ówczesny stan rzeczy – większą chęć przywództwa i władzy u mężczyzn, “gumkowanie” kobiet w narracjach historycznych oraz tradycyjny podział ról w gospodarstwach domowych tamtego czasu. Jednocześnie zapowiedział, zainspirowany obrazem, który zobaczył, że planuje przywrócić pamięć także o poznańskich bohaterkach “Solidarności” – w filmie Marty Dzido znalazła się bowiem tylko Ewa Zydorek jako przedstawicielka naszego regionu. Rafał Grupiński wspomniał, że taki film mógłby nakręcić Jacek Kubiak – znany poznański dziennikarz, dokumentalista, opozycjonista w PRL.

Podczas rozmowy z gośćmi nie zabrakło także elementów humorystycznych. Henryka Krzywonos-Strycharska opowiadała jak to u niej w domu swego czasu spało na podłodze  kilkunastu opozycjonistów, którzy na komendę Jacka Kuronia mieli się w nocy obracać na drugi bok, czy też wspominała jak walcząc z systemem inspirowała się z kolegami i koleżankami “Stawką większą niż życie” – podmiana torby z którą się przyszło na taką samą z konspiracyjną zawartością czy też inne zabiegi kamuflujące prawdziwe zamiary działających.

Wśród dyskutantów dość szybko pojawił się temat całkowitego rozpadu środowisk opozycyjnych na zwalczające się dzisiaj obozy polityczne. Dr Agnieszka Kozłowska-Rajewicz podzieliła się refleksją, że z dzisiejszej perspektywy wydaje się oczywiste jak należało postąpić, które działania były słuszne wtedy. Jednak w latach 80. nie było to takie proste i tym większy jest jej podziw dla tych kobiet, które zatrzymały stoczniowców i zmusiły do kontynuowania strajku solidarnościowego, popierającego postulaty innych zakładów pracy Wybrzeża. I mimo, że w filmie padło zdanie dokumentalistki o tym, że dzisiaj młode kobiety nie dałyby się tak łatwo “wygumkować” z historii, gdyby dokonały podobnych czynów, dr. Kozłowska-Rajewicz niestety nie wierzy w to, gdyż mechanizmy powodujące nieobecność i wykluczenie kobiet z debaty publicznej, kart historii czy wpisywanie ich w stereotypowe role, są nadal równie silne co w 30 lat temu. Dzisiaj trudno szukać kobiet w zarządach, radach nadzorczych, w funkcjach CEO spółek itp.

I gdy Henryka Krzywonos-Strycharska zauważyła, że przecież kobiety “Solidarności” były szyjami, które kręciły męskimi głowami (może z wyjątkiem Lecha Wałęsy, którego “szyją” był Bogdan Borusewicz), Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zaprotestowała, argumentując, że upajanie się samą satysfakcją posiadania władzy nieformalnej zupełnie nie wzmacnia kobiet, że potrzebują one dokładnie takiego samego uznania jak mężczyźni. Bycie “szyją” odziera je z podmiotowości, odbiera możliwość posiadania poglądów politycznych. Historia oparta jest bowiem na legitymowanych przywódcach, na widocznych liderach, a nie na cichych siłaczkach.

Na pytanie Niny Nowakowskiej o to czy kobiety ponoszą większe koszty swoich obywatelskich działań, Rafał Grupiński wspomniał swoją ówczesną żonę, Ankę Grupińską, która nie obmyślała planów i nie skupiała się na działaniach organizacyjnych, tylko miała poczucie działania JUŻ, TERAZ, NATYCHMIAST. I na demonstracjach po prostu rzucała się z pięściami na atakujących zomowców, mając potrzebę całkowitego poświęcenia się sprawie. To różniło kobiety od nastawionych na większe kalkulacje mężczyzn. I dlatego tak ważne jest przywrócenie pamięci o polskich aktywistkach i bohaterkach.

W części przeznaczonej na pytania i komentarze publiczności, pierwsza zabrała głos prof. Grażyna Gajewska, literaturoznawczyni z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.


(fot. Elżbieta Grodzka)

Według prof. Gajewskiej celem filmu Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego nie było przekazanie prawdy historycznej w najmniejszym możliwym szczególe, a uwypuklenie mechanizmu wykluczania kobiet z procesów decyzyjnych oraz pokazanie jaką cenę współczesne kobiety muszą za niego płacić. Rolą państwa powinno być więc kompensowanie tych wielowiekowych zaniedbań – poprzez działania prawne, edukacyjne i skierowane na wzmocnienie kobiet, aby nauczyły się one nie czekać na zaproszenie do polityki, do podejmowania decyzji itp.

Z kolei dr. Iwona Chmura- Rutkowska, pedagożka i socjolożka, także związana z UAM, zwróciła uwagę na brak programów, które by przywracały bohaterki w podręcznikach szkolnych, na lekcjach historii czy wiedzy o społeczeństwie. A bez głębokich zmian w szkolnictwie młode dziewczyny, uczennice, nie będą nadal miały kobiecych wzorców w nauce czy w polityce, do których mogłyby odwoływać się w swoich działaniach, marzeniach czy planowaniu kariery.

Dr Kozłowska – Rajewicz podkreśliła w związku z tym wagę odpolitycznienia programów szkolnych, tak aby podejmowały temat wykluczenia i przywracały równowagę płci na kartach podręczników oraz w oficjalnej narracji (serdecznie polecamy wywiad z dr Agnieszką Janiak-Jasińską).

Po tym fascynującym spotkaniu mam tylko jedną, nieco smutną konstatację.

Dlaczego ciągle widuję na podobnych wydarzeniach te same twarze aktywistek 40 i 50 +, dlaczego tak niewiele na nich studentek, licealistek, dziewczyn, które będą zmieniać świat za 20 i 30 lat. Dlaczego o roli kobiet w historii dyskutują i przekonują prawie same kobiety?

Stulecie uzyskania praw wyborczych przez Polki pokazuje, że będąc od wieku już niezależnymi jednostkami, z pełnią praw, mogąc decydować i głosować, ciągle tak trudno nam pozwolić sobie samym na wydobycie swojego własnego głosu, a reguły społeczne wcale nie mają zamiaru nam w tym pomóc.

Relacja: Agata Grenda

Ulice Kobiet – Maria Rataj – wtorek 11.09.2018 – foro relacja Barbary Sinicy

Sto lat temu Polkom przyznano prawa wyborcze i możliwość zasiadania w Sejmie. Wydawałoby się, że od tamtej pory kobiety powinny cieszyć się równością z mężczyznami we wszystkich sferach życia publicznego. Niestety tak nie jest. Dowodem choćby fakt, że nadal trudno natrafić na ulicę, której patronką jest kobieta. Ulice kobiet” to projekt, w którym w różnych miejscach miasta uczestnicy włóczką i igłą sprawią, że na czas akcji patronkami tych miejsc staną się wybitne kobiety związane z Poznaniem. Ich nazwiska wyszyte zostaną na specjalnych bilbordach.

Pierwsze spotkanie odbyło się na Wildzie, gdzie mieszkała Maria Rataj, autorka „Grzesznego miasta”, barwnych wspomnień z międzywojennego i okupowanego Poznania.

Kim była Maria Rataj?

Maria Rataj (ur. 6 lipca 1918 w Kaliszu, zm. 8 czerwca 1995 r. w Poznaniu), właściwie Marianna Rudowicz – polska pisarka, autorka wspomnień z przedwojennego Poznania pt. Zaułki grzecznego miasta.

Pochodziła z biednej polsko-niemieckiej rodziny. Miała młodszego brata Romana i starszą siostrę Stanisławę. Ojciec, Janusz, porzucił rodzinę we wczesnym okresie życia Marii. Matka prowadziła swobodny styl życia, więc córka musiała dość szybko zająć się utrzymaniem rodziny. Maria korzystała z pomocy różnych parafialnych organizacji charytatywnych. Po II wojnie światowej utrzymywała się z renty. Urodziła dwóch synów.

Na początku lat 50. Rataj rozpoczęła spisywanie wspomnień z okresu dwudziestolecia międzywojennego i okupacji niemieckiej w Poznaniu. Poprzez dziecięce anegdoty ukazała barwny obraz marginesu społecznego stolicy Wielkopolski. Dzięki pomocy eseisty i publicysty Aleksandra Rogalskiego dostała stypendium Związku Literatów Polskich (chociaż do samego związku nigdy nie została przyjęta, co uzasadniano zbyt niewielkim dorobkiem literackim). Tekst wspomnień autorka ukończyła w 1956 roku. Prozaik Zdzisław Romanowski zredagował go: dokonał skrótów i zmian stylistycznych, a niektóre fragmenty usunął, prawdopodobnie ze względów politycznych. Wspomnienia ukazały się drukiem w 1962 roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Książka okazała się bestsellerem – w ciągu czterech miesięcy sprzedano 10 tys. egzemplarzy. Prasa recenzowała Zaułki grzecznego miasta bardzo pozytywnie.

Maria Rataj jest także autorką nieopublikowanego zbioru opowiadań “Bez parawanu”. Została pochowana na cmentarzu Miłostowo w Poznaniu.

W 2007 ukazało się nakładem wydawnictwa Kwartet wznowienie wspomnień Rataj, pod tytułem “Grzeszne miasto”. Tekst został zredagowany ponownie na podstawie rękopisów autorki, bez ingerencji Romanowskiego, ze znacznie zwiększoną ilością stron. (wikipedia)


„Ulice kobiet” to projekt realizowany przez Fundację Barak Kultury na zlecenie Urzędu Miasta Poznania, we współpracy z Martą Mazurek, Pełnomocniczką Prezydenta Miasta Poznania ds. Przeciwdziałania Wykluczeniom.

PROGRAM

wtorek, 11 września 2018
13.00 – 18.00 Maria Rataj
ul. Spychalskiego/Dolina

środa, 12 września 2018
13.00 – 18.00 Maria Paradowska
ul. Św. Wawrzyńca w okolicy Zagrody Bamberskiej

czwartek, 13 września 2018
13.00 – 18.00 Maria Komornicka
al. Marcinkowskiego w pobliżu Hotelu Bazar

wtorek, 18 września 2018
13.00 – 18.00 Krystyna Laskowicz
ul. Piekary 17 (parking strzeżony)

środa, 19 września 2018
13.00 – 18.00 Zofia Trojanowiczowa
ul. Św. Marcin przed CK Zamek

Więcej informacji i kolejne terminy (Facebook) >>>

Fotorelacja: Barbara Sinica https://barbara.sinica.pl

Yanka Rudzka w Starym Browarze – relacja foto

Jednym z kluczowych przedsięwzięć międzynarodowego projektu kulturalnego, który od 2017 do 20121 r. koordynuje Instytut im. Adama Mickiewicza jest projekt TERYTORIUM CHOREOGRAFII – NOWE SZLAKI AWANGARDY, czyli wieloletni projekt prezentacji polskiego tańca współczesnego z udziałem najlepszych artystów, pedagogów i teoretyków tańca, skupionych wokół Polskiej Platformy Tańca. Projekt wypełniony będzie spektaklami, wartsztatami, debatami  w najbardziej aktywnych centrach tańca współczesnego w Europie Środkowej i Wschodniej. Projekt jest kontynuacją programu Terytoria choreografii z 2016 r., którego idea została poszerzona o propozycje związane z wybitnymi postaciami artystek awangardy tanecznej XX wieku polskiego pochodzenia: Poli Nireńskiej, Bronisławy Niżyńskiej czy Yanki Rudzkiej właśnie.

Wczoraj w Starym Browarze odbył się pierwszy pokaz premierowy “Projektu Yanka Rudzka: Wielogłos” według pomysły Joanny Leśnierowskiej, także w jej (wraz z Januszem Orlikiem i we współpracy z tancerzami) pomysłu.

 
Jak można przeczytać w programie wydarzenia:
“Spektakl WIELOGŁOS jest twórczą kontynuacją projektu, jaki wiosną 2016 roku odbył się w brazylijskim Salwadorze de Bahia we współpracy z festiwalem Vivadança. Inspiracją dla działań było nieoczekiwane odkrycie postaci YANKI RUDZKIEJ (1916-2008) – polskiej tancerki, która w 1956 roku przybyła do Salwadoru by poprowadzić pionierską w tamtym okresie Szkołę Tańca Uniwersytetu Federalnego – jeden z najważniejszych ośrodków sztuk scenicznych w Brazylii. Nieznana dotąd w ogóle w Polsce Yanka Rudzka uznawana jest za jedną z najważniejszych postaci brazylijskiego tańca nowoczesnego – pierwszą, która połączyła tradycję tańca modern z kulturą lokalną o korzeniach afro-brazylijskich. Jej wiara, że bez pogłębionego rozpoznania tradycyjnych źródeł współczesna kultura nie może się rozwijać stała się punktem wyjścia dla spektaklu ZACZYN (Semente) łączącego polskich i salwadorskich tancerzy we wspólnej podróży do źródeł i z powrotem. Tym razem, pod patronatem Yanki Rudzkiej udajemy się na Wschód, na kaukaz, proponując ekscytujące spotkanie na przecięciu czterech kultur – polskiej, brazylijskiej, ormiańskiej i gruzińskiej. Inspirującym punktem wyjścia dla spektaklu stanie się tym razem muzyczna koncepcja polifonii – WIELOGŁOSU właśnie. Polifonia, jako ciekawa metafora naszej tożsamości – tej kulturowej, jak i narodowej, osobistej i artystycznej, na swój sposób polifonicznej właśnie, bo złożonej z wielu warstw i wielu (często sobie odległych, a nawet sprzecznych wewnętrznie) elementów – prowadzi nas do idei polifonicznego ciała – ciała współistniejących w nim wielu głosów (tych indywidulanych, jak i tych zapożyczanych ze współczesnej i tradycyjnej kultury); ciała zmagającego się z głosów tych nadmiarem, hałasem, kakofonią. A także do „wielogłosowej” kompozycji ruchu – „melodii” tańca komponowanego przez wiele różnych ciał (głosów) zjednoczonych w tanecznym wirze.”

W spektaklu zobaczyć mogliśmy międzynarodowych tancerzy: Andersona Danttasa,  Helenę Ganjalyan, Karen Khachatryan, Agnieszkę Kryst, Kote Liparteliani, Janusza Orlik, Neemiasa Santanę, Katarzynę Sitarz, Hasmika Tangyan, Megi Zarkua.

 

 

Spektakl zobaczyć można jeszcze 9 września, o godzinie 19.00 w Studio Słodownia +3 w Starym Browarze.  \Bilety w cenie 20,00zł (ulgowy 15,00zł) do nabycia w punktach informacyjnych Starego Browaru, księgarniach Empik oraz na portalu ebilet.pl