Czy Solidarność miała Matki? | RECENZJA

Kobiety w “Solidarności” – ważny temat z okazji ważnej rocznicy. Został już wystarczająco omówiony, czy jest jednak studnią bez dna? Gdzie były kobiety w czasach walki z komunizmem, skoro o prawie żadnej nie ma wzmianki w szkolnych podręcznikach do historii? Odpowiedzi na te, jak i wiele innych pytań znaleźć możemy w filmie Marty Dzido – Solidarność według kobiet, którego pokaz zorganizowano z okazji 100. rocznicy nadania praw kobiet w CK Zamek.

Każdy pamięta najważniejsze nazwiska związane z niezależną opozycją do władzy rządzącej w PRL – “Solidarnością”. Wałęsa, Gwiazda, Michnik, Frasyniuk – to tylko kilka nazwisk, które łączymy z ruchem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego. Do listy możemy przyłączyć jedno kobiece nazwisko, Walentynowicz. Gdzie reszta kobiet? Czy na zdjęciach z protestów nie widać równej liczby przedstawicieli obu płci?

Na powyższe pytania odpowiada film dokumentalny Solidarność według kobiet w reżyserii Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego, którego pokaz odbył się w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Dokument opiera się na wywiadach z przedstawicielkami walczącej Solidarności do czasów obrad Okrągłego Stołu w 1989 r. Na nigdy niezadane pytania można usłyszeć odpowiedzi Joanny Dudy-Gwiazdy, Janiny Jankowskiej, Jadwigi Staniszkis, Heleny Łuczywo czy Anny Dodziuk. Dzisiaj niewidzialne, kiedyś odegrały bardzo ważną rolę w odbudowie Polski suwerennej, silnej, demokratycznej.

Film już na płaszczyźnie tematycznej przyciąga uwagę, co jest ogromną jego zaletą. Nigdy wcześniej nie spotkałyśmy się z relacjami kobiet z “Solidarności”, nawet szczerze możemy wyznać, że o nich zapomniałyśmy (lub nauczyciele o nich nie wspomnieli). Przyszłyśmy na seans z nadzieją, że wyniesiemy z niego informacje, których wcześniej nigdzie nie przedstawiano. Nie zawiodłyśmy się, wiadomości zawarte w dokumencie dopełniły naszą historyczno-polityczną wiedzę o walce “Solidarności” i zachęciły do dalszego jej pogłębiania. Jedynym negatywnym aspektem filmu, na który chcemy zwrócić uwagę, jest trzymanie tempa i uwagi widza. Trudno o skupienie przy dwóch godzinach relacji i wywiadów, reżyserka ani na moment nie daje widzowi odpocząć od natłoku informacji.

Dlaczego ruchowi robotniczemu nie przewodziła osoba, w której obronie protestowano – Anna Walentynowicz? Tym pytaniem rozpoczęła się dyskusja z reżyserką, Martą Dzido. Ona sama przyczyny szukała w potencjalnym braku charyzmy albo kompleksach wynikających z braku wykształcenia. W końcu zrozumiała, że to nie miało znaczenia, liczyło się tylko jedno – Anna Walentynowicz była kobietą, a dla nich nie przewidziano ról liderek.

To stwierdzenie zaangażowało w dyskusję dużą część publiczności i pozwoliło zobrazować pewną różnicę międzypokoleniową. Podczas gdy kobiety w średnim wieku odważnie stwierdzały, że „Solidarnościówy” zostały zniewolone przez Kościół i mężczyzn, młodsza część widowni patrzyła po sobie z niezrozumieniem. My same, dziś dwudziestolatki, zastanawiałyśmy się na ile wycofanie się kobiet Solidarności ze świata polityki wynikało ze społecznego nacisku, a na ile było ich świadomą decyzją. W filmie padło przecież stwierdzenie „zrobiłyśmy to, co należało”, tylko niewielka część bohaterek wydarzeń w gdańskiej stoczni czuła potrzebę zaangażowania się w życie publiczne.

Być może to naiwne rozważania, ale czy kobiety Solidarności nie były poniekąd ofiarami ograniczeń, które albo nałożyły na siebie same, albo pozwoliły na to innym? Ewa Ossowska potrzebowała aż 30 lat, aby publicznie oświadczyć, że to ona zamknęła drugą bramę i jej też należy się uznanie. Z kolei inna działaczka, Barbara Labuda dziś wyznaje, że chciała obradować przy Okrągłym Stole, ale koledzy z Solidarności zbywali ją, gdy mówiła, że ma pomysły i plany. Choć nie udało jej się wywalczyć miejsca przy stole, nie poddała się i już kilka miesięcy później zasiadała w Sejmie jako posłanka na X kadencję.

Z perspektywy młodych kobiet może wydawać się, że dzisiaj równość w świecie polityki i mediów jest czymś naturalnym i oczywistym. Jednak Marta Dzido wciąż dostrzega problem umniejszania wartości kobiet, zwraca uwagę, że nawet pozornie otwarta branża artystyczna często bywa seksistowska. Dlatego też filmom przez nią tworzonym, Podziemne państwo kobiet (2009), Solidarność według kobiet (2014), Emancypantki (2018), przyświeca pewien cel. Reżyserka chce aby kobiety z pokolenia jej córki były świadome własnej wartości, miały tę siłę i odwagę do walki o same siebie, której stanowczo zabrakło Matkom Solidarności.

Marta Prawdzik, Gabriela Szabat