Dzikhi Bit / Wywiad z Lucyną Marzec

Dzikhi Bit / 2018

BEZ KOMPROMISÓW! JULIA WOYKOWSKA W XIX-WIECZNYM POZNANIU

MICHAŁ KĘPSKI: Dziewiętnastowieczny Poznań kojarzony jest najczęściej z doświadczeniem pracy organicznej, choć był to okres bardzo dynamiczny, w którym znajdujemy wiele intrygujących postaw, dokonań i pomysłów. Jak na tym wielobarwnym tle ówczesnej Wielkopolski sytuuje się postać Julii Woykowskiej?

LUCYNA MARZEC: Julia Woykowska była aktywna w jednym z najgorętszych okresów Poznania, w czasie Wiosny Ludów, bardzo dynamicznym politycznie i społecznie. Jego dynamikę można by rozpisać na tygodnie, a nawet dni. To dotyczy zarówno przygotowań do spisku, zdrady, aresztowań, procesów moabickich w 1847 roku, jak i rewolucji wiosną 1848 i jej konsekwencji. Wówczas rodziły się idee organicznikowskie, które kojarzymy z nazwiskami patronów poznańskich ulic i instytucji miejskich. Obraz „organicznikowskiego” Poznania jest jednak skrótowy i niepełny. Organicznicy nie mówili jednym głosem i mieli swoich krytyków, a sami krytycy także nie byli jednogłośni… Jedni i drudzy mylili się, zmieniali zdanie, wycofywali z wcześniejszych deklaracji. Jak to zwykle bywa w okresach gorących – kotłowało się. Woykowska, jej mąż, Antonii i najwierniejsze środowisko „Tygodnika Literackiego”, pisma, które oboje wydawali, miało zdecydowanie radykalne poglądy. Woykowska nie ufała Raczyńskiemu, Działyńskiemu, Cieszkowskiemu. Jej zdaniem byli oni oderwani od rzeczywistości najbiedniejszych i najbardziej uciskanych. Czynili charytatywne gesty, ale wzmacniali podziały społeczne. Uznawała liberalnych Moraczewskich, Libelta, ale ich relacje były skomplikowane. Najbliżej jej było do demokratów i radykałów, którzy stawiali na rewolucję ludową: Dembowskiego, Krotowskiego-Krauthofera, Stefańskiego, czyli ludzi w tej chwili mniej znanych – wówczas jednak równie istotnych. Ich profile przypomina wystawa.

K.: Wspomniane kontakty towarzyskie i życie salonowe zaprezentowane zostały w pierwszej sali wystawy. Druga pokazuje warsztat, którego centralnym miejscem jest stół – miejsce pracy. Tę cześć można rozumieć metaforycznie jako warsztat pracy pisarskiej, naukowej i badawczej Julii Woykowskiej. Publicystyka była dla niej najważniejszym narzędziem pracy na rzecz społeczeństwa.

M.: Obok znaczenia metaforycznego, które celne interpretujesz, jest też całkiem konkretne odniesienie dla sali warsztatowej. Kamienica przy Starym Rynku, którą odziedziczył Antonii Woykowski, była nie tylko mieszkaniem i miejscem salonowych spotkań, ale siedzibą redakcji „Tygodnika Literackiego”. Kolejne lokalizacje zamieszkania pary były też ich miejscami pracy: prowadzili własne wydawnictwo, a nawet byli właścicielami drukarni. Można powiedzieć, że mieszkali w warsztacie, który przylegał do salonu. Przecież gazeta – tygodniowa, codzienna – była ówczesnym „medium społecznościowym”. My w jednym pokoju wypoczywamy i dyskutujemy na Facebooku, a oni nie mieli ani Fejsa! Życie społeczne realizowało się w salonach i na zebraniach różnego typu towarzystw. Dlatego Bazar jest wielkim osiągnięciem tamtych czasów: miejsce nie tylko na polski handel, ale i na debaty polityczne. Inna rzecz, że Woykowska była wobec Bazaru dosyć sceptyczna.

K.: Warsztat rozumieć można także jako symbol pracy nad biografią Julii Woykowskiej – pracy, która możne być współczesną formą interpretacji dziedzictwa, samodzielnego odkrywania sensów historii przed 170 lat. Tak zaproponowana wystawa nie jest klasyczną wystawą biograficzną. Nie pokazujesz bowiem gotowej, skończonej opowieści, ale jedynie pewne tropy interpretacyjne, którymi warto podążać i które mają wiele aktualnych odniesień. To podejście można nazwać wystawą procesualną, w której biografia ujęta jest jako „dzieło w procesie”.

M.: Dokładnie. Dla mnie procesualność jest związana także z wielością ujęć biograficznych, dlatego nie chciałam, by mój głos zdominował całkowicie wystawę. Zaprosiłam do próby opowiedzenia „swojej wersji” biografii Woykowskiej dwie grupy: studentki filologii polskiej oraz grupę licealistek i licealistów. W trakcie warsztatów i innych zajęć zmierzymy się z biografią Wojkowskiej i wieloma współczesnymi problemami, jak rewolucja czy definiowanie siebie. Powstaną nowe prace, które uzupełnią wystawę. Integralną częścią wystawy jest otwarta dla publiczności tablica, na której będzie można zawiesić swoje zakończenie słów Julii Woykowskiej: „Świat bez krytyki…”. Wyobrażenie sobie świata, w którym nie istnieje krytyka, jest ciekawym eksperymentem intelektualnym. Czy jest to świat, w którym chcielibyśmy żyć? Woykowska uważała, że bez krytyki świat by zgnił i sczezł w miernocie i gnuśności. Była w takim myśleniu niezwykle nowoczesna – podobnie dziś sądzi m.in. Elfriede Jelinek… Ale przecież istnieje tendencja odmienna, która w krytyce – społeczeństwa, rządów, literatury – widzi więcej szkód niż pożytku. Być może ujawni się na wystawie.

K.: Wystawa ma charakter narracyjny, choć otwiera ją dzieło malarskie autorstwa Bianki Rolando. To portret nieznanej kobiety, której twarz jest zamazana. Z portretem koresponduje specyficzne lustro. Dlaczego zdecydowałaś się na takie rozpoczęcie?

M.: W ten sposób sugeruję istnienie szeregu problemów, jakie wywołuje biografia Julii Woykowskiej. Przede wszystkim to brak portretu pisarki – wielka strata dla historii Polski. Innym problemem jest konstruowanie samej biografii. Wystawa nie jest pracą naukową, ma być doświadczeniem przestrzennym, zmysłowym i emocjonalnym. Łatwo wzruszyć ramiona nad brakiem portretu postaci historycznej: nie czujemy z nią żadnego związku. Praca Bianki Rolando nie pozwala na obojętną reakcję, bo wywołuje pytania: jak to nie ma? Dlaczego? A może był? Przekierowują nas one z problemów archiwizacji wiedzy i technologii na ogólny problem narracji historycznej. Problem wzmacnia lustro, które – podobnie jak portret Bianki – jest zdeformowane. Trudno spojrzeć w lustro, które zamazuje naszą własną twarz. Wtedy trzeba się zmierzyć z przeczuciem, że i moja twarz będzie zamazana, nawet jeśli zostanie po niej tysiąc selfie. Jak opowiedzieć sobie siebie, gdy nie można się zobaczyć? Czym jest bariera między „mną” a „mną”? Zamazane lustro wymyśliły aranżerki i graficzki, Iga Kucharska i Martyna Wilner ze Stwory Studia. Sama bym nie znalazła wizualnej metafory, która tak dobrze obrazuje problemy z pisaniem biografii.

K.: Biografistyka często posługuje się kliszami narracyjnymi. Czy w przypadku opowieści o życiu Woykowskiej także możemy spotkać się z takimi „uproszczeniami”.

M.: Ależ oczywiście! Niech odkrycie ich będzie jednym z wyzwań, które czekają na wystawie.

Rozmawiał Michał Kępski, CTK TRAKT

Lucyna Marzec (fot. Ł. Gdak)

 

Bez kompromisów! Julia Woykowska w XIX-wiecznym Poznaniu

8.04-24.06.2018

Kuratorka: Lucyna Marzec

Identyfikacja i aranżacja: Stwory Studio

Produkcja: CTK TRAKT, dyrektor Robert Mirzyński

 

 

 

Dzikhi Bit / 2018

Artykuł pochodzi z publikacji
 “Dzikhi Bit. Dziedzictwo, interpretacja, kultura, historia.
Nieregularnik Bramy Poznania i Traktu Królewsko-Cesarskiego“.
 

Publikacja dostępna jest w formie papierowej w Bramie Poznania.

 

Dr Lucyna Marzec – pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UAM na stanowisku adiunkta. Autorka monografii Po kądzieli. Gatunki pisarstwa feministycznego Jadwigi Żylińskiej (2014) i edycji Listów Kazimiery Iłłakowiczówny do siostry Barbrary Czerwijowskiej (2014), współredaktorka kilku tomów zbiorowych (m.in. Poznań pisarek i pisarzy, 2016; Twórczość niepozorna. Szkice o literaturze, 2015) oraz Wielkopolskiego alfabetu pisarek (2012). Prowadzi zajęcia na polonistyce, filmoznawstwie i podyplomowych gender studies. Współpracuje z Interdyscyplinarnym Centrum Badań Płci i Tożsamości Kulturowej UAM. Redaktorka „Czasu Kultury” ( w tym numerów tematycznych: Widma (2013), Cyfrowa humanistyka/ Game Studies (2015), Na rowery! (2016), Archiwum prywatne (2017)