Wolne Głosy: JOANNA CIECHANOWSKA-BARNUŚ

N° 01/2018
 
JOANNA CIECHANOWSKA – BARNUŚ
– absolwentka filologii polskiej na UAM. Od początku drogi zawodowej związana z edukacją i doskonaleniem nauczycieli. Jako nauczycielka języka polskiego pracowała między innymi w Liceum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, w pierwszym okresie po reaktywacji szkoły współtworząc nowe oblicze szkoły. Następnie przez wiele lat kierowała Pracownią Informacji i Wydawnictw w Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Poznaniu.  Jako doświadczony edukator i certyfikowany trener prowadzi kursy i szkolenia dla różnych grup wiekowych.
Od 2007 roku aktywnie działa w sektorze pozarządowym. Jest absolwentką Szkoły Liderów PAFW. W latach 2013-2014 była radną Sejmiku Województwa Wielkopolskiego, członkinią Komisji Edukacji, Komisji Kultury, Komisji Ochrony Środowiska.
Współpracuje z zespołami wprowadzającymi zmiany systemowe w skali kraju, oraz przy projektach na szczeblu regionalnym, podnoszące jakość oświaty (m.in. współautorka koncepcji i koordynatorka merytoryczna  projektu Kuratorium Oświaty w Poznaniu „Nikogo nie zgubić, każdego rozwinąć”).  Jest członkinią think-tanku miejskiego – niezależnego komitetu doradczego powołanego przez Prezydenta Miasta Poznania, funkcjonującego przy Wydziale Rozwoju Miasta (2017) oraz Zespołu do spraw wypracowania założeń polityki oświatowej Miasta Poznania (2018).
W czasie wolnym angażuje się w sprawy przeciwdziałania wykluczaniu kobiet z życia publicznego oraz wspierania kobiet-liderek. Od dwóch lat walczy również o prawo osób w wieku dojrzałym do aktywności i rozwoju, przekonując do tworzenia nowoczesnych miejsc spotkań i rozwoju seniorów.
Dla zachowania równowagi pisze bloga www.senioralki.blogspot.com

One, czyli kto?

JOANNA CIECHANOWSKA-BARNUŚ

Są tu od zawsze, jako matki, żony i kochanki. Stosunkowo od niedawna w życiu publicznym, jako skuteczne, odpowiedzialne i konsekwentne w działaniu osoby.

Z prawem głosu od stu lat.

Polki, Wielkopolanki, poznanianki.

Spotykam je codziennie na mojej drodze. Są bardzo różne. Niektóre ciekawe świata, dobrze wykształcone i przebojowe. Potrafią walczyć o sprawy ważne i świetnie sobie radzą w służbie publicznej, w polityce lub biznesie. Śmiało zabierają głos i ludzie liczą się z ich opinią. Inne są bardziej wycofane, ale także świadome swoich praw. Tak samo rodzą dzieci, żywią i opierają.

Nie znam żadnej kobiety, o której mogłabym dziś powiedzieć, że jest „ozdobą swojego męża” – czyli ideałem kobiety sprzed stu lat – cichej pokornej i przygotowanej jedynie do wypełniania posłusznie poleceń, rodzenia i wychowania dzieci oraz do prowadzenia domu.

Doświadczenia naszych babek i mam pokazały, że to bardzo niebezpieczny model na życie. Często źle wyedukowane, musiały stawiać czoła poważnym wyzwaniom.

Doświadczenia współczesnych kobiet pokazują, że ten patriarchalny model jest bardzo mocno zakorzeniony w świadomości ludzi. I mimo upływu stu lat od uzyskania praw wyborczych, głos kobiet w Polsce jest ciągle słabszy, niż męski punkt widzenia, na ich prawa.

Trudno w roku 2018 – pełnym okrągłych rocznic najważniejszych dla Polek i Polaków wydarzeń, nie spojrzeć wstecz. Wbrew pozorom to wcale nie jest odległa historia, to przecież czasy, w których dorastały moje Babcie i Dziadkowie. Z przyzwyczajenia szukam tego, co w międzypokoleniowym przekazie sprawiło, że dziś kobiety wiedzą czego chcą. A na pewno nie chcą, by ktoś za nie decydował.

W opracowaniach na temat Powstania Wielkopolskiego powszechny jest pogląd, że było ono jako zryw zbrojny skuteczne, dobrze przygotowane i zdarzyło się w odpowiednim czasie. Historycy podkreślają jego znaczenie dla odbudowania Polski oraz fakt, że sukces Powstania, a co za tym idzie całego kraju, wynikał z wieloletniego zaangażowania Wielkopolan w sprawy wspólne – pracę organicznikowską, solidarną pomoc biedniejszym, angażowanie się. Czyli to, co dzisiaj określamy społeczeństwem obywatelskim.

W zgromadzonych przeze mnie materiałach same męskie historie. Trochę z przekory szukam informacji o kobietach, które byłyby współtwórczyniami tego sukcesu. Mimo usilnych poszukiwań znajduję niewiele. Tyle, co kot napłakał.  Wśród powstańczych biogramów zgromadzonych w kilkunastu tomach pojawia się raptem kilka nazwisk kobiecych – pań, które najczęściej zajmowały się opatrywaniem rannych i aprowizacją powstańców. Nie walczyłam w żadnym powstaniu, ale jakoś nie mogę uwierzyć, że sukces rewolucyjnego zrywu jest możliwy bez pomocy świadomych obywateli. Sami bohaterowie z bronią w ręku nie wystarczą, by wywalczoną pozycję utrzymać.

Skąd się wzięli w Poznaniu w 1918 roku zaangażowani, świadomi Polacy, skoro system pruskiej edukacji konsekwentnie i skutecznie germanizował ludność?

Wreszcie trafiam na materiał o czterech Poznaniankach, nazwanych Matkami Chrzestnymi Powstania Wielkopolskiego – Janinie Omańkowskiej, Helenie Rzepeckiej, Zofii Sokolnickiej, Anieli Tułodzieckiej. W narracji o powstańczym zrywie zbrojnym, prowadzonej przez 99 lat przez mężczyzn, pełno strzelaniny, przelanej krwi i walki. Dla tych kobiet, które stworzyły podwaliny społeczne późniejszego sukcesu – czyli uczyły patriotyzmu i odpowiedzialności za wspólną sprawę – nie było miejsca.

A one zaczynały od tego, że wiedziały czego chcą, wiedziały, że nikt inny tego nie zrobi, miały silę i odwagę, by sprzeciwić się konwenansom i prawu, konsekwentnie z narażeniem życia realizowały swój pomysł edukacji (ponad tysiąca dzieci rocznie) wbrew pruskiemu aparatowi władzy. To one przez lata budowały podwaliny poznańskości – czyli tego, co potem zaowocowało sukcesem powstania i powrotem ziem Wielkopolski do Polski.

Te cztery kobiety robiły wszystko, by szerzyć edukację i walczyć o prawa kobiet. W 1894 założyły „Towarzystwo Przyjaciół Wzajemnego Pouczania się i Opieki nad Dziećmi „Warta” i stworzyły w ten sposób podziemny system edukacji. Rzecz niby błaha, ale o nieodwracalnych skutkach.

W tamtych niewiastach odnajduję początki, tego co dziś dostrzegam u siebie
i innych kobiet. To ich zaangażowanie przenosimy przez pokolenia
i korzystamy z praw, które dla nas wywalczyły.

O Janinie Omańkowskiej (wsadzonej do więzienia za rozdawanie dzieciom polskiego elementarza) tak pisał prezydent pruskiej policji: „bezczelna, politykująca polska kobieta, niezwykle zręczna w działaniu i w mowie, która wtyka nos swój wszędzie, zakładając stowarzyszenia, pisząc broszury, agitując, która przysporzy państwu pruskiemu sporo kłopotów”.

Brzmi znajomo. Nasłuchałam się takich wypowiedzi ostatnio po kolejnych kobiecych protestach.

Mam wrażenie, że dokładnie tymi samymi słowami można by dzisiaj opisać działalność wielu znajomych mi kobiet. Bo sto lat po odzyskaniu niepodległości ciągle pokutuje to samo przekonanie, że gdy angażuje się mężczyzna, to jest to służba publiczna i należy go słuchać. Kiedy głos zabiera kobieta, to niepotrzebnie wtyka nos.

Ale to z naszego wtykania nosa, z naszej determinacji i pracy rodzą się rzeczy dobre i pożyteczne w każdej dziedzinie społecznego życia.

Sto lat później zmieniłyśmy kapelusze i suknie, ale wrażliwość, bezczelność, zaangażowanie i determinacja nam zostały.

No i umiłowanie do parasolek rzecz jasna.

Mało to, czy dużo?