Jowita Wycisk | 7 pytań o…

JOWITA WYCISK
psycholożka i kulturoznawczyni, pracuje jako adiunkt w Instytucie Psychologii UAM. Jej zainteresowania naukowe są ściśle związane z działalnością społeczną i aktualnie dotyczą rodzin, w których osoby tej samej płci wychowują wspólnie dzieci. Przed laty związana ze Stowarzyszeniem Kobiet KONSOLA, obecnie – ze Stowarzyszeniem Grupa Stonewall. Domatorka i matka, stara się nie tracić okazji do bycia tu i teraz. W wolnych chwilach pielęgnuje rośliny, lubi też śpiewać.

1. Czy Polka to wciąż „Matka-Polka”? Jakie jesteśmy?

Jesteśmy różne. Rodzicielstwo to jeden z wielu obszarów, który wybieramy – lub nie – aby realizować swoje marzenia i możliwości. Myślę, że Polka to często matka, choć znacznie rzadziej – „Polka”.

Rozumiem to tak, że wiele kobiet chce mieć dzieci i traktuje rodzicielstwo jako jedno z ważnych życiowych wyzwań, angażując się w nie naprawdę mocno. Nie ma to jednak nic wspólnego z polskością, patriotyzmem czy poświęceniem dla ojczyzny. Polki coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że macierzyństwo jest kwestią wyboru i osobistego pragnienia, a nie powinności czy konieczności życiowej. Dlatego wierzę, że Polka to coraz częściej kobieta, która podąża za swoim pragnieniem – skoro chce być matką, będzie nią nawet jeśli jej rodzicielstwo nie wpisze się w lansowany schemat nuklearnej rodziny z dwójką dzieci. Jeśli nie chce być matką – nikt jej do tego nie zmusi. A jeśli trzeba, porzuci Polskę, by być matką na swoich warunkach tam, gdzie jest to prostsze i realnie wspierane.

2. Jaka jest pozycja kobiet w dziedzinie, którą się Pani zawodowo zajmuje.

Z wykształcenia jestem psycholożką i kulturoznawczynią, na co dzień pracuję naukowo i dydaktycznie w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Jak każdy uniwersytet, jest to miejsce mocno zhierarchizowane, w którym kobiety rzadziej niż mężczyźni zajmują stanowiska kierownicze, co wynika z wielu złożonych uwarunkowań związanych z płcią. Jednocześnie nie brakuje w psychologii kobiet o uznanym autorytecie, które wyznaczają kierunki rozwoju poszczególnych subdyscyplin. Jakkolwiek refleksja nad związkami płci i władzy jest wciąż zbyt słabo obecna w psychologii, to gotowość środowiska do pochylenia się nad tym tematem stopniowo wzrasta, za co cenię moje koleżanki i kolegów.

3. Co znaczy dla Pani pojęcie „feminizm”?

Feminizm nie jest ruchem jednolitym. Nie jest też jednym spójnym prądem myślenia, a liczba książek, które wypadałoby przeczytać, by móc się na ten temat wypowiadać zwykle przekracza wyobrażenia przeciętnego zjadacza chleba. To, co łączy wiele jego odmian, to w moim odczuciu zdolność dostrzegania w codziennym życiu niesprawiedliwości związanej z płcią, niezgoda na taki stan rzeczy i gotowość do podejmowania wysiłku na rzecz zmiany.

Dla mnie osobiście feminizm ściśle wiąże się ze zdolnością uważnego obserwowania relacji międzyludzkich pod kątem władzy i zależności, dominacji i podporządkowania, z uwzględnieniem czynnika płci. I wyciągania wniosków. Feminizm zachęca do myślenia. Szerzej – jest też dla mnie synonimem uwrażliwienia na nie tylko na kwestie genderu, ale i innych kategorii (takich jak przynależność etniczna, klasa społeczna, orientacja seksualna), które uwikłane są w system nierówności społecznych.

4. Gdzie, jako kobiety, jesteśmy 100 lat po uzyskaniu praw wyborczych?

Obawiam się, że – politycznie – trwamy w uśpieniu. Zgodnie z naszą historyczną spuścizną – dźwigamy ciężar codzienności, dzielnie radzimy sobie z przeciwnościami losu, pracujemy na kilku etatach, pielęgnujemy bliskie relacje, ale politykę odpuszczamy. Wychodzimy na ulice w ostateczności – jednak w gruncie rzeczy jesteśmy słabo zorganizowane. Kobiety w wielu państwach Europy Zachodniej uzyskały prawa wyborcze znacznie później, jednak są nieporównywalnie dalej jeśli chodzi o szereg innych kwestii, jak choćby prawa reprodukcyjne czy przeciwdziałanie przemocy na tle seksualnym.

5. Poznanianka, którą Pani podziwia to …?

Nie sposób wymienić wszystkich osób, a nikogo nie chciałabym pominąć. Powiem więc tak:

Podziwiam poznanianki zdolne zabierać głos w sprawach ważnych, które bezpośrednio ich dotyczą i wymagają przeciwstawienia się narzucanemu z góry systemowi, w tym kobiety organizujące czarne (i nie tylko) protesty.

Podziwiam poznanianki wytrwałe, zdolne do mrówczej pracy, zaangażowane w działalność społeczną, samorządową i pozarządową.

I te, które nie boją się realizować swoich pasji i podążać za własnym wewnętrznym głosem – za odwagę bycia sobą.

Nieustannie podziwiam moją mamę – za jej pogodę ducha, mądrość i trudną do przecenienia zdolność traktowania życia i siebie nie tak całkiem serio.

6. Ważne dla Pani miejsca w Poznaniu?

Te, z którymi wiąże się moja osobista historia.

Miejsca, w których mieszkałam: Rataje, Dębina, a dziś – peryferie Poznania – Smochowice.

Kampus na Ogrodach, gdzie studiowałam i od lat pracuję, wraz z przylegającymi doń Jeżycami, ich wrzawą, oddolnymi inicjatywami, miejskim życiem i stowarzyszeniem Grupa Stonewall, z którym także współpracuję.

Zamek, którego zakamarki poznawałam przy okazji warsztatów z malarstwa i poezji śpiewanej, w którym wraz z koleżankami ze Stowarzyszenia Kobiet KONSOLA organizowałyśmy feministyczne konferencje i który zawsze przyciągał ofertą koncertów, warsztatów oraz innych wartościowych inicjatyw.

7. Jaką radę dałaby Pani o połowę młodszej sobie?

Ufaj sobie.