Radna | KATARZYNA KRETKOWSKA


KATARZYNA KRETKOWSKA
KOMITET WYBORCZY WYBORCÓW LEWICA,
okręg nr 1, miejsce nr 1
 
 Samorządowiec, radna miasta Poznania od 1994 roku, Przewodnicząca klubu radnych Zjednoczonej Lewicy i Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Poznania; polityczka, w czasach PRL działaczka opozycji demokratycznej, obecnie współprzewodnicząca lewicowego stowarzyszenia Inicjatywa Polska Poznań; społeczniczka, wieloletnia działaczka na polu oświaty, kultury, spraw społecznych, praw kobiet; autorka i współprowadząca szeregu nowatorskich inicjatyw społecznych, m.in. szkoły społecznej, centrum praw kobiet, centrum doradztwa zawodowego dla młodzieży; zawodowo od 1980 r. filolożka angielska, historyczka kultury, nauczycielka akademicka i szkolna, tłumaczka.
  1. Jakie są najpilniejsze potrzeby poznanianek i jak planuje Pani im sprostać jako radna miejska? 

Kobiety stanowią większość mieszkańców Poznania, zatem jest to bardzo szerokie pytanie.

Praca na rzecz kobiet, problemów ich zajmujących stanowi istotną część mojej działalności publicznej od kilkudziesięciu lat. W mijającej kadencji samorządu także podejmowałam różnorodne inicjatywy służące kobietom, wraz z koleżankami i kolegami z klubu Zjednoczonej Lewicy i ze stowarzyszenia Inicjatywa Polska Poznań, czy też samodzielnie. Niektóre z tych naszych inicjatyw to – zlikwidowanie problemu braku przystępnych cenowo miejsc w żłobkach w Poznaniu, dzięki wprowadzonej przez nas wysokiej dotacji do 2100 miejsc w żłobkach prywatnych, wprowadzenie dofinansowania miasta do zabiegów in-vitro, dzięki której z zabiegu tego mogły skorzystać wszystkie potrzebujące tej formy pomocy pary poznańskie, istotne podniesienie płacy minimalnej dla kilku miejskich grup zawodowych, mocno sfeminizowanych, poszerzenie możliwości uzyskania pomocy mieszkaniowej miasta, która często dotyczy kobiet w kryzysie, przegłosowanie programu polityki senioralnej miasta, modelowego w skali Polski, dotyczącego w dużym stopniu poszerzającej się populacji kobiet seniorek w naszym mieście.

 

Apelowałyśmy o stworzenie całodobowego dyżuru ginekologicznego, o zwiększenie oferty miejsc w schroniskach dla kobiet i ofiar przemocy w rodzinie, o udoskonalenie całodobowego punktu informacyjnego dla kobiet w kryzysie. Wnosiłyśmy o to, by Miasto Poznań podpisało Kartę Równości Kobiet i Mężczyzn Stowarzyszenia Gmin i Regionów Europy. Tego ostatniego postulatu nie udało nam się przeprowadzić przez w większości zachowawczą i konserwatywną obecną radę miasta. Z tych samych powodów pozostałe inicjatywy wymagały od nas niezwykłego uporu i konsekwencji, by czasem po wielu miesiącach przekonywania udało się je w końcu przegłosować.

Brałam w tej kadencji czynny udział w masowych protestach kobiet przeciwko zaostrzaniu ustawy anty-aborcyjnej, jako współprzewodnicząca Inicjatywy Polska w Poznaniu współorganizowałam Czarny Protest, strajki kobiet, Manify, kobiece demonstracje. Byłam koordynatorką na Wielkopolskę zbiórki podpisów pod obywatelskim projektem „Ratujmy Kobiety” w 2016 roku i całego łańcuszka działań, debat i prac na rzecz kobiet w reakcji na wprowadzane czy planowane zakusy konserwatywno-autorytarnej władzy zmierzające do ograniczenia praw i wolności kobiet w Polsce.

Pilotowałam indywidualnie pomoc dla kobiet w potrzebie, kobiet, które zgłaszały się do mnie na dyżurach radnej.

 

To, co chciałabym zrobić dla kobiet w nadchodzącej kadencji trudno jest precyzyjnie oddzielić od pomocy dla ludzi w ogóle. Jednakże, z uwagi na to, iż w naszym w większości nadal tradycyjnym społeczeństwie funkcje opiekuńcze nad osobami zależnymi, chorymi członkami rodziny, niepełnosprawnymi, osobami starszymi, dziećmi ciągle spoczywają w największym stopniu na barkach kobiet, to rozwiązania te w większym stopniu dotyczą właśnie kobiet.

Zatem, jednym z moich priorytetów jest ulżenie osobom zależnym i ich opiekunom poprzez zagwarantowanie wystarczającej ilości miejsc w dziennych domach pobytu dla osób starszych bądź niepełnosprawnych, wymagających stałej opieki, oraz wybudowanie 500 potrzebnych miejsc opieki geriatrycznej i 500 dodatkowych miejsc w domach opieki całodobowej. Będę także zabiegać o zwiększenie nakładów na opiekunów domowych tak, by ta opieka była 8-godzinna, zgodnie ze standardami, których u nas, z braku środków, nie przestrzega się. Kobiety opiekujące się osobami zależnymi muszą mieć gwarancję odpoczynku, możliwości podjęcia pracy, wsparcia systemowego. Oczywiście większość potrzebnych tutaj regulacji spoczywa na państwie, nie samorządzie, ale mówię o tym, co pozostaje w gestii samorządu.

Jestem za wprowadzeniem miejskiego bonu 500 plus dla samotnych rodziców, których nie obejmuje program rządowy.

 

Będę domagać się i wyegzekwuję wprowadzenie bezpłatnych żłobków i przedszkoli. Do szkół powinny wrócić stołówki i każdy uczeń powinien otrzymać w nim ciepły, bezpłatny posiłek. Rynek pracy jest w Polsce bezwzględny, powinniśmy wspierać systemowo matki i ojców skazanych na długie godziny pracy, zapewniając opiekę i bezpieczeństwo zdrowotne uczniom i uczennicom. Do szkół z tych samych powodów powinny powrócić gabinety pielęgniarskie i etaty psychologów.

Kontynuowany powinien być program in-vitro, dyżury ginekologiczne i dotychczasowe programy profilaktyczne zdrowotne dla kobiet, finansowane przez miasto.

Wiele grup zawodowych miejskich jest bardzo nisko opłacanych. W mijającej kadencji udało się podnieść płace w nich w niewystarczającym stopniu i zakresie. Dotyczy to w większości sfeminizowanych grup zawodowych – pomocy społecznej, kultury, administracji i obsługi oświaty. Płace te należy po prostu podnieść do przyzwoitego poziomu. Mniej drogich inwestycji w budynki, więcej w ludzi i ich potrzeby!

 

Kartę Równości miasto Poznań powinno bezwzględnie podpisać i przestrzegać jej zapisów i zaleceń. Oby nowa Rada Miasta była bardziej prospołeczna, lewicowa i wolnościowa niż dotychczasowe… Chociaż dużo pod tym względem zmienia się, kobiety nadal stukają głowami o szklany sufit w przypadku najwyższych i najlepiej płatnych stanowisk i funkcji.

Wielu zmian nie da się przeprowadzić bez zasadniczych zmian mentalności i przyzwyczajeń kulturowych. Dlatego też będę zabiegać o to, by w szkołach pojawiły się, finansowane przez miasto, obok zajęć z edukacji seksualnej prowadzonej przez fachowców, a nie katechetów, zajęcia z zakresu nauk społecznych, filozofii i historii kultury współczesnej.

 

2. Czy Polka to wciąż “Matka Polka”? Jakie jesteśmy?

 

Osobiście nigdy świadomie nie byłam „Matką Polką” ani do niej nie aspirowałam. Pojęcie to kojarzy mi się głównie z bombastyczną nazwą centrum medycznego z czasów PRL, nazwanym Pomnikiem Matki Polki. Jeszcze w czasach studenckich mówiłam, że jestem feministką i angażowałam się w dyskusje czy inicjatywy mające przeciwdziałać  wpisywaniu matek i ojców w kulturowe stereotypy takie jak owa Matka Polka właśnie.

Jednocześnie gdy rodziłam i wychowywałam moje córki, byłam matką bardzo troskliwą i zaangażowaną. Już na etapie rodzenia, była to końcówka PRL-u, współtworzyłam stowarzyszenia na rzecz zmiany warunków okołoporodowych w Polsce, na rzecz porodów naturalnych, w których kobieta jest podmiotem, by córki urodziły się bezpiecznie. Na etapie szkolnym po prostu założyłam wraz z grupą rodziców szkołę społeczną dla córek, bo szkoły państwowe były wówczas bardzo przepełnione, samorząd ich jeszcze nie przejął. Wychowywaliśmy córki z mężem dzieląc się obowiązkami jak nam akurat czas pozwalał, ale z założenia po równo, godząc to z naszą pracą zawodową. Gotował ten, kto akurat mógł, oboje to lubimy. Było to tak oczywiste dla mnie, że tak jest naturalnie, że nigdy jakaś „Matka Polka” nie stała mi za plecami z niemym wyrzutem, iż jej wymogów nie spełniam. Jednak od początku godziłam różne role – macierzyńskie, społeczne, domowe, zawodowe, bo z natury taka jestem, zawsze w coś zaangażowana, zawsze czymś zajęta.

Jakie jesteśmy dzisiaj, Polki…? Różne. Wynosimy pewne wzorce z domu, z tradycji rodzinnej, bądź czasem staramy się żyć w opozycji do tych tradycji. Żyjemy w czasach dużych przemian – kulturowych, społecznych, Polki im podlegają. Są różne Polki, i różne są wybory kobiet. Ważne, by były to ich własne wybory.

Moja dzieciństwo przypadło na lata sześćdziesiąte, wówczas nie mówiło się o feminizmie, ale moja matka mówiła mi, że chciałaby, bym była odważna i niezależna, tym bardziej, że mężczyźni mają w życiu łatwiej, kobieta musi sobie to wywalczyć. Sama taką była, prowadziła dom, pracowała zawodowo, działała społecznie. Mój ojciec nie oczekiwał, że będzie w domu obsługiwany, także lubił gotować, domowe obowiązki nie stanowiły dla nich obojga specjalnego problemu, jak pamiętam. Matka mojej matki, moja babcia, także była kobietą niezależną i dzielną, przed wojną wychowywała dwie córki, ale jednocześnie zarządzała dużą rodzinną fabryką, co w tamtych czasach nie było zbyt typowe. Moje córki są obie feministkami, zaangażowanymi społecznie. Zarazem obie są bardzo pracowite, sprawne organizacyjnie i przejmują się tym, co robią. Zapewne gdy urodzą dzieci, będą w swoje macierzyństwo równie zaangażowane, jak teraz są w pracę zawodową i społeczną. Czy zatem będzie to odtwarzanie kulturowego stereotypu Matki Polki? Nie, po prostu są takimi ludźmi, zaangażowanymi. Taka jest też moja rodzinna tradycja.  

A jakie jesteśmy w ogóle? Różne. Różnorodne. Jesteśmy jako społeczeństwo wyjątkowo tradycyjni, konserwatywni na tle reszty Europy, ale to dzisiaj zmienia się. Żyjemy w okresie przemian kulturowych i sztywny gorset staroświeckich stereotypów społecznych przestaje odpowiadać także wielu młodym mężczyznom, nie tylko młodym kobietom.

3. Jaka jest pozycja kobiet w dziedzinie, którą się Pani zawodowo zajmuje?

Zawodowo czy społecznie? Zawodowo pracowałam na uczelniach, trochę w szkole, teraz znowu w szkole. Uczelnie polskie są instytucjami mocno feudalnymi i autorytarnymi, niewiele jest kobiet rektorów czy profesorek, sprawujących realną władzę. Oczywiście rzecz jest indywidualna, jest wiele silnych osobowości kobiecych wśród naukowców, ale mówię o pozycji w tej feudalnej hierarchii. Kobiety profesorki wykonują najczęściej konkretną pracę, czasem są kanclerzami, ale śmietankę i honory odbierają panowie. W szkołach jest inaczej.  Tu jest równość. Pozycja nauczycieli wynika z ich osobowości i chęci, a nie płci. Czasy, gdy cała kadra nauczycielek chciała, by ten jeden jedyny nauczyciel był dyrektorem też już minęły. Co do samorządu, w którym pracuję równolegle, to zarówno w Radzie Miasta, jak i w Zarządzie Miasta kobiety są niewystarczająco reprezentowane. Tylko niecała jedna trzecia Rady Miasta to kobiety, a wśród zastępców Prezydenta nie ma żadnej, co jest skandalem. Byłam jak dotąd jedyną zastępczynią Prezydenta Poznania w okresie 29 lat samorządu, nie licząc trzy miesięcznego epizodu z panią Pachciarz w tej kadencji. Szklany sufit w tym przypadku stanowi ponadpartyjny niepisany klub kolegów. Panowie samorządowcy widać jakoś nadal uważają, że im te najwyższe stanowiska „naturalnie” się należą.

4. Co znaczy dla Pani pojęcie “feminizm”?

Feministką jestem „od zawsze”, mówiłam o tym jeszcze na studiach, w latach siedemdziesiątych. Feminizm to dla mnie przekonanie, że kobiety i mężczyźni mają równe prawa i są równowartościowymi ludźmi, chociaż się różnią. Niektóre różnice są ukształtowane kulturowo, inne wynikają z faktycznych różnic płci. Feminizm to przekonanie, że ojciec jest równie dobrym opiekunem dla dzieci i rodzicem, co matka, chociaż w praktyce może mają różne podejścia czy stawiają różnie akcenty. To także przekonanie, że kobieta jest równie dobrym naukowcem, inżynierem, managerem co jej kolega po fachu, chociaż zarządzając będzie miała może inne priorytety, akurat w dzisiejszym świecie często bardziej przydatne.

5. Gdzie, jako kobiety, jesteśmy 100 lat po uzyskaniu praw wyborczych?

Mamy prawa wyborcze, dostęp do wykształcenia, pracy, stanowisk. To niebywały krok do przodu w stosunku do wszystkich wcześniejszych wieków. Jest nam jednak ciągle trudniej w praktyce realizować te prawa niż mężczyznom. Oczywiście silna jednostka poradzi sobie, ma nieograniczone możliwości. Ale chodzi o to, by cały system był sprawiedliwy i gwarantował równe szanse. Obecny nie daje, kobiety nadal są w Polsce zagrożoną grupą społeczną.  Działa silnie stereotyp kulturowy, który plasuje kobietę w sferze domowej, mężczyznę w przestrzeni publicznej. W wielu rodzinach nadal córka ma być grzeczna i miła, a syn odważny i przedsiębiorczy. Kobieta ma rodzić dzieci i zajmować się nimi i domem i starszymi członkami rodziny, mężczyzna ma „swoje prawa”.  W efekcie mamy prawo i praktykę sądowniczą, które dyskryminują kobiety, ofiary przemocy domowej i gwałtów, oraz dyskryminują ojców w sytuacjach rozwodowych. Mamy przyzwolenie społeczne na seksistowskie, mizoginiczne zachowania w pracy, przestrzeni publicznej, w domu, na pogardę wobec kobiet. Mamy ciągle zbyt mało procedur przeciwdziałających efektowi szklanego sufitu, ciągle kobietom trudniej jest awansować, mają niższe płace na tych samych stanowiskach w wielu zawodach i towarzyszy temu przyzwolenie społeczne na te różnice w zarobkach i na dramatycznie niskie płace w tzw. sfeminizowanych zawodach, (aczkolwiek nie tylko tam są one dramatycznie niskie). Do tego mamy kolejne rządy, które chylą kark przed anachronicznym polskim kościołem katolickim, instytucją wyłącznie męską, instytucją władzy, której narzędziem jest spychanie kobiet do roli podporządkowanej i służebnej, instytucji głoszącej anachroniczną wizję ról kobiet i mężczyzn, mającą na celu pozbawienie kobiet podmiotowości i decyzyjności, której politycy boją się przeciwstawić.

W efekcie w Polsce dzisiaj ścierają się dwa procesy – równościowy, przychodzący z liberalnych demokracji naszego obszaru kulturowego oraz ten rodzimy, fanatycznie konserwatywny i autokratyczny wobec kobiet, silniej zakorzeniony niż się zdawało do niedawna.  Mamy coraz większe żądania kościoła, by odebrano kobietom ich swobody i prawa, a z drugiej strony tysiące kobiet na Czarnych Protestach, które umacniają się w swoim buncie, w poczuciu swojej siły i niezależności. Jesteśmy teraz zawieszone pomiędzy tymi dwoma światami.

6. Poznanianka, którą Pani podziwia, to…?  

Doris Łodziak, która samotnie opiekuje się dwiema dorosłymi, niepełnosprawnymi siostrami, całkowicie od niej zależnymi, której przykład unaocznia brak w Polsce realnego, adekwatnego do potrzeb systemu wsparcia dla opiekunek i opiekunów osób niepełnosprawnych.  To jedna z wielu takich kobiet, super-opiekunek i super-Polek.
Z osób znanych, nieco zapomnianych – Teresa Zarzeczańska, która przepłynęła jako pierwsza Kanał La Manche.

7. Ważne dla Pani miejsca w Poznaniu?

Ulica Kościuszki 80, gdzie spędziłam pierwsze dni w Poznaniu w czasie egzaminów wstępnych na studia, w przedwojennym pełnym bibelotów i wspomnień mieszkaniu wdowy po Rogerze Sławskim, znanym przedwojennym poznańskim architekcie. Ulica Ostroroga, przy której mieszkałam w czasie studiów, w willi pani Luzińskiej, z jej latarniami, ogrodami i ładnymi przedwojennymi willami zaprojektowanymi przez Władysława Czarneckiego. Ulica Mielżyńskiego, gdzie mieszkam od połowy lat ’80-tych, w mieszkaniu przerobionym z dawnego secesyjnego mieszkania i strychu nad nim, z widokiem na Teatr Polski i ulicę 27 grudnia z okna w kuchni, a na dachy Fredry, Mielżyńskiego i Placu Cyryla Ratajskiego z sypialni. Plac Kolegiacki i uliczki staromiejskie, wokół których spędziłam większą część społecznego i zawodowego życia. Park Moniuszki, wydreptany na spacerach z psem, z magiczną ławeczką, przy której spełniały się życzenia. Termy Maltańskie, z basenem otwartym na panoramę jeziora, gdzie lubię pływać czy leżeć w wodzie i patrzeć na przelatujące po niebie ptaki. Dodałabym hotel asystencki przy ulicy Palacza, w którym mieszkałam na 9 metrach kwadratowych przez okres stanu wojennego i po nim. Dodałabym z sentymentu do wspomnień, ale nie ma już go, uczelnia sprzedała go. I postawili Biedronkę czy Lidla, pozbawiając pracujących studentów i innych niezamożnych ludzi kilkuset tanich pokoi do wynajęcia.

8. Jaką radę dałaby Pani o połowę młodszej sobie?

Mogę powtórzyć za Edith Piaf, że nie żałuję w życiu niczego. Zatem powiedziałabym jej, by była zawsze sobą, wierzyła w siebie i nie bała się realizować swoich marzeń. Tych typowo kobiecych tym bardziej, jednocześnie dając siebie innym – ludziom, przyrodzie, zwierzętom.  Bo szczęście jest w dawaniu i przeżywaniu życia w zgodzie z naturalnym rytmem przyrody i świata, jakkolwiek górnolotnie by to brzmiało.