KMP / Maria Swinarska

Artykuł opublikowany w Kronice Miasta Poznania / 2009 / nr. 3 / Okupacja

 

 

Moje wspomnienia z nauczania w czasie okupacji

Maria Swinarska

Opracowała i wstępem opatrzyła Katarzyna Męczyńska

1września w żadnej z poznańskich szkół nie zabrzmiał dzwonek. Wojna, jak gigantyczna gilotyna, odcięła dzieciom dzieciństwo, ich starszym siostrom i braciom – młodość, wszystkim – wywróciła świat do góry nogami. „[…] zastał nas wmarsz wojsk niemieckich, sztywny, wrogi, bijący jakimś żelaznym chło- dem miarowy stuk maszerujących krokiem Mussoliniego żołnierzy. – Jaki to był dziwny strach, przerażenie, żal, ból i szamocząca się niepewność w sercu! […] I potem to wszystko minęło – Niemcy wywiesili swastykę na ratuszu, ogłosili tryumfalnie zdobycie Poznania i zaczęli systematyczne germanizowanie miasta”1, wspominała ówczesna gimnazjalistka Wanda Krużelówna.

Władze okupacyjne zlikwidowały całe szkolnictwo średnie, zawodowe i ogólnokształcące, zamknięto uniwersytet i szkoły wyższe. Jedynie przez kilka miesięcy funkcjonowało w Poznaniu 16 z 69 szkół powszechnych, które działały w roku szkolnym 1938/392. 176 nauczycieli uczyło w nich 9314 dzieci3 według przedwojennego programu nauczania. W marcu 1940 roku zlikwidowano wszystkie polskie szkoły powszechne, prywatne i publiczne. Jednakże ten niedługi okres był ważny – dzieci uczyły się ojczystego języka, a szkoły stały się „ostoją polskości i stanowiły punkt wyjścia do nauczania w konspiracji”4.

Po zamknięciu polskich szkół ich budynki były zajmowane na cele wojskowe, a część przeznaczono dla przesiedlanych Niemców bałtyckich. Polscy nauczyciele zostali zwolnieni z pracy 20 września 1939 r. Nie wolno im było zatrudniać się w szkołach niemieckich, w których obowiązywał wyłącznie język okupanta. Gestapo i policja sporządzały listy przedwojennych nauczycieli z ich danymi personalnymi i miejscami pracy. Przy nazwiskach pojawiały się uwagi: „poszukiwany przez policję”, „był czynny w organizacjach polskich”, „obciążony politycznie”. Nauczycielom groziły aresztowania, wysiedlenia do Generalnej Guberni, zsyłki na roboty przymusowe i do obozów koncentracyjnych. We wrześniu i październiku 1939 roku wielu nauczycieli zginęło w publicznych egzekucjach. 20 paździer- nika na rynku w Kostrzynie rozstrzelano siedmiu z nich za „duchowe   podniecanie Polaków przeciw Niemcom”5.

Od kwietnia 1940 roku władze niemieckie rozpoczęły or- ganizowanie nauki dla polskich dzieci. W Poznaniu powstały tylko cztery Polenschulen, w których uczyło się ok. 2 tys. uczniów (przed wojną do 69 szkół powszechnych chodziło 32 tys. uczniów). Specyficzna była kadra nauczycielska, nie zatrudniano bowiem kwalifikowanych nauczycieli, kierowanych wyłącznie do szkół niemieckich, a jedynie tzw. siły pomocnicze – rzemieślników, rolników, urzędników. Nauczycielkami najczęściej były kobiety bez zawodu i wykształcenia – służące, szwaczki, sklepowe; nauczycielami – gospodarze wiejscy, kowale, listonosze. Program nauczania obejmował przede wszystkim naukę języka niemieckiego, rachunki, pewne elementy geografii, przyrody i rysunku (Maria Tukałło z domu Chełkowska, uczęszczająca do niemieckiej szkoły, uczyła się tylko języka niemieckiego). Zakres znajomości języka określała instrukcja mówiąca, że język niemiecki miał być tak przyswojony, aby młodociany robotnik polski zrozumiał polecenia w tym języku. Zajęcia szkolne w części szkół zostały przerwane w czerwcu 1941 roku w związku z atakiem na Związek Radziecki.

Ryc. 1. Maria Swinarska

Niemiecka szkoła miała przygotowywać sprawnych robotników i pracowników rolnych, uczono więc ułamków zwykłych i dziesiętnych, a także przekazywano podstawowe informacje o hodowli zwierząt i uprawie roślin. Okupant świadomie zakładał ograniczony program i niski poziom nauczania. Zajęcia praktyczne obejmowały: klejenie i cięcie tektury, łatanie i szycie, zbieranie i sortowanie runa leśnego, praca w polu, w lesie, w ogrodach, przy żniwach i wykopkach oraz zakładanie i prowadzenie hodowli jedwabników6. Wychowawczo działać miały ćwiczenia z dyscypliny i porządku: „posłuszeństwo, ukłon, szybkie i sprężyste wstawanie na wezwanie, ustępowanie z drogi, otwieranie i zamykanie drzwi, zbieranie papierów, czystość, dyscyplinę na ulicy i przestrzeganie przepisów w ruchu drogowym”.

Dzieci po ukończeniu 12. roku życia kierowano do pracy – dziewczynki zatrudniano jako służące i nianie do dzieci, chłopcy pracowali jako gońcy, przy pracach ziemnych, w rolnictwie i przemyśle. Jedenastoletni Staś Chełkowski, pracując na poznańskim lotnisku przy pracach ziemnych, otrzymywał 1,5 mar- ki dziennie. Była to bardzo ciężka praca dla drobnego chłopca, wspominał, że łopata była większa od niego.

Ryc. 2. Fragment wspomnień Marii Swinarskiej

Odpowiedzią na represje i zagrożenie było tajne nauczanie. Zaczęło się spontanicznie, początkowo bez odgórnych zaleceń i organizacyjnej struktury. Nauczyciele, byli studenci, harcerki, rodzice i dzieci tworzyli sieć nauczających i uczących się. „Była to największa akcja polskiego podziemia w Wielkopolsce, najlepiej zorganizowana i najskuteczniejsza, gdyż skończyła się wielkim sukcesem przy niedużych stratach biologicznych” (7).

Nie jest łatwo ustalić liczbę osób zaangażowanych w tajną działalność oświatową. Maria Kujawska (8) podaje, że w nauczaniu czynnych było 150 zawodowych nauczycieli, a naukę na poziomie szkoły podstawowej i średniej pobierało 1800 uczniów. Około 80% uczących stanowiły kobiety, a wśród nich ważną grupę stanowiły nauczycielki – instruktorki harcerskie.

W 1956 roku na prośbę władz oświatowych wspomnienia z tajnego nauczania spisały dwie poznańskie nauczycielki: Maria i Zofia Swinarskie (9). Mają formę zwięzłego i dość suchego, w przypadku Zofii Swiniarskiej – dosłownie kilku zdaniowego, sprawozdania. Tu publikujemy obszerniejsze wspomnienia Marii Swiniarskiej, wybitnej postaci życia szkolnego Poznania w XX wieku, nauczycielki, dyrektorki Gimnazjum im. Dąbrówki, „Pani Przełożonej”, jak mówiły o niej dawne uczennice i wychowanki (10).

Maria Swinarska urodziła się 6 grudnia 1880 r. w Rogoźnie, była najstarszą córką Konstancji z Łubieńskich i Wacława Swinarskiego, uczestnika powstania styczniowego. Kształciła się w Rogoźnie, w szkole dla dziewcząt Marty Langenmayer, i we Wrocławiu, gdzie ukończyła szkołę średnią i Seminarium Nauczycielskie Urszulanek. Jej wrocławski dom stał się miejscem spotkań polskiej młodzieży uczącej się i studiującej w Berlinie. Ojciec Marii Wacław został studentem, mając 52 lata i ósemkę dzieci. Zapisał się na studia na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Wrocławskiego. Młodsze siostry Marii, Zofia i Konstancja, również zostały nauczycielkami i organizatorkami życia oświatowego w Wielkopolsce. Szacunek dla nauki i patriotyczny zapał – takie wiano wyniosły siostry Swinarskie z rodzinnego domu.

Maria Swinarska po zdaniu egzaminu nauczycielskiego podjęła prace jako prywatna nauczycielka we wsiach wielkopolskich. Po przeprowadzce do Poznania w latach 1906-10 zdobywała pierwsze doświadczenia w prowadzeniu tajnego nauczania: w mieszkaniu przy ul. Krzyżowej wraz z siostrą Zofią dawała lekcje języka polskiego i historii. Wkrótce rozpoczęła pracę w wyższej szkole żeńskiej Anastazji Warnka, tu także potajemnie uczyła języka polskiego. „Na lekcji robótek coś tam dla pozoru dłubałyśmy na ławkach, a pod ławkami były książki, z których uczyłyśmy się historii”, wspominała Mieczysława Ćwiklińska (11). Po zamknięciu szkoły Warnkówny w 1912 roku Maria Swinarska podjęła studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Wrocławskiego, studiowała anglistykę, romanistykę i pedagogikę. W 1914 roku zdała egzamin „pro facultate docendi”. Ponieważ nie uzyskała pozwolenia na pracę w szkołach poznańskich, zatrudniła się w gimnazjach w Legnicy i Berlinie.

Dziełem jej życia było zorganizowanie i poprowadzenie Uczelni im. Dąbrówki. Naczelna Rada Ludowa powierzyła jej to zadanie 1 maja 1919 r. Maria Swinarska przejęła szkołę z rąk niemieckich (Państwowa Szkoła im. Ludwiki) i dzięki wyjątkowemu talentowi organizacyjnemu, pracowitości i sumienności doprowadziła ją do rozkwitu. „Nauka osiągnęła wysoki poziom, pracownie i biblioteki były bogato zaopatrzone, organizacje przyszkolne pracowały sprawnie i wydatnie” (12).

Wychowanki wspominają ją jako osobę surową, wymagającą, skromną i do- stojną zarazem, bez reszty oddaną szkole. „Z naszych koleżeńskich rozmów wy- nikła taka synteza Pani Przełożonej: religijność i patriotyzm, obowiązkowość, pracowitość, uczciwość, surowość wobec siebie i innych, twarda skromność w sposobie bycia, sprawiedliwość, przemyślane, dyskretne czynienie ludziom dobra i talent organizacyjny ” (13).

W 1933 roku ze względów politycznych Maria Swinarska została zwolnio- na z funkcji dyrektorki szkoły. Czas okupacji spędziła w Luboniu, dojeżdżając do Poznania i prowadząc tajne nauczanie. Z uczniami łączyły ją silne więzy emocjonalne. Była dumna z ich dalszych losów i życiowych wyborów. Maria Swinarska z podziwem i wielką serdecznością wspomina Emilię Chełkowską i dziesiątkę jej dzieci (jej uczniami byli Stanisław ur. w 1932 roku, nieżyjący już Jacek, 1933–1958, oraz Ignacy ur. w 1935 roku). Do domu przy ul. Kościelnej 30 na lekcje przychodziły obie siostry, Maria i Zofia. Stanisław Chełkowski wspomina je jako bardzo urocze panie. Lekcje odbywały się mniej więcej dwa razy w tygodniu, a wszystkie notatki były niszczone zaraz po lekcji, by w domu nie zostawiać śladów konspiracyjnych spotkań. Szczęśliwie się złożyło, że w domu były podręczniki starszego rodzeństwa. Godziny nauki skróciły się, kiedy jedenastoletniego Stasia skierowano do prac ziemnych na Ławicy.

Po 1945 roku Maria Swinarska wróciła do Poznania. Udzielała korepetycji i zajmowała się tłumaczeniami. Zmarła 20 marca 1962 r., jest pochowana w grobowcu rodzinnym w Lubaszu koło Czarnkowa. W 1981 roku, w stulecie urodzin Marii Swinarskiej, uczennice „Dąbrówki” ufundowały tablicę pamiątkową umieszczoną przy kościele św. Wojciecha w Poznaniu.

***

8 grudnia 1939 r. zabrano nam mieszkanie na Ogrodowej 10. Dnia poprzedniego poszłyśmy pieszo do Lubonia pod Poznaniem do naszego bratanka14, który był inżynierem w fabryce Superfosfatów.

Mieszkanie i utrzymanie miałyśmy, lecz ani grosza, gdyż emerytury nam nie wypłacono. Trzeba się było postarać o lekcje prywatne. Pierwsze lekcje otrzymałam u córek akuszerki miejscowej. Uczyłam na piętrze w maleńkim pokoiku, do którego wchodziło się prawie po drabinie. Miałyśmy zawsze książki niemieckie na stole, a polskie i inne można było zaraz wrzucić do skrzynki z wiekiem. Przerażenie moje było ogromne, gdy nagle usłyszałam ciężkie kroki na drabinie. Wszedł policjant Hase, wstrętny typ, szpiegujący i pastwiący się nad Polakami. Przyznaję, że straciłam głowę, a tu moja uczenniczka powiada mu bardzo łamaną niemczyzną: „Mamy nie ma, a tu babunia uczy mnie po niemiecku”. Popatrzył na książki i powiedział: „Ist Gut, mein Kind” [to dobrze, dziecko] i poszedł. Później dostałam jeszcze inne lekcje u dzieci sklepikarki i u syna gospodarza. Kiedyś w czasie lekcji zajechał wóz i Niemcy zaczęli krzyczeć na podwórzu. Cofnęliśmy się za kuchnię do komórki, a Niemcy przyjechali zabijać polskie gołębie, które duże szkody wyrządzały na polach niemieckich. Mieli całą helę (15) pełną tych zabitych ptasząt.

Powoli dowiedziano się, że jesteśmy nauczycielkami i coraz więcej uczniów i uczennic przybywało. Wieczorami przychodzili robotnicy, prosto z pracy, jeszcze nie umyci i przemęczeni, lecz żądni wiedzy i nauki. Z Puszczykowa dojeżdżały także uczennice. Lecz stale trzeba było uważać, aby Niemcy nie dowiedzieli się, gdyż groził [nam] natychmiastowy obóz.

Kiedyś, będąc u fryzjera, słyszę przez parterowe okno, że dzieci bawią się w szkołę. 8-letni chłopczyk zebrał kilkoro dzieci i patykiem na piasku uczył ich czytać i pisać po polsku: oto kot, tata ma kota itd. Wychodząc, spytałam chłopca, skąd ma te wiadomości. Powiedział mi cicho, że mamusia go uczy, a on uczy inne dzieci.

Lekcje moje w Luboniu nagle się urwały, gdyż bratanka mego aresztowano (16). Trzeba było postarać się o lekcje w Poznaniu. Nie było to rzeczą łatwą, gdyż trzeba było się postarać o pozwolenie jazdy i po to iść kilka kilometrów do Żabikowa, zawsze z obawą, że odmówią. Po załatwieniu tego, trzeba było rychło wstawać i iść pieszo na dworzec przeszło 1½ km. Szczególnie zimą, nieraz w śnieżycy i ślizgawicy, było bardzo ciężko.

Ryc. 3. Zofia Swinarska

 

W pociągach były tylko 2, czasami 1 wagon przeznaczony dla Polaków, a robotników było kilkaset […]. Trzeba przyznać, że wszyscy starali dusić się, jak tylko można, aby wszyscy [w]siedli. Często były rewizje i łapanki. Czasami w czasie mrozów pociągi spóźniały się lub wcale nie szły, trzeba było iść pieszo. Pamiętam raz śnieg był pod kolana, pług śnieżny jechał szosą, ja za nim szłam w zadymce i mroźnym wietrze. W Poznaniu tylko przyczepki tramwajów były dla Polaków i znów rewizje i łapanki. Kilka razy alarmy zastały mnie na stacji. Do bunkrów przy dworcu nie wolno było Polakom wchodzić, tramwaje nie szły. Trzeba było pędzić co sił do miasta.

Miałam dosyć dużo lekcji, zawsze w strachu, aby rewizja nie przyszła lub kto nie zadenuncjował. Uczyłam 2 chłopców i dziewczynkę na 5. piętrze na Pocztowej ulicy. Wieczorem wracałam. Schody nie były oświetlone, spadłam głową w dół z półpiętra. Potłukłam się, lecz nic nie złamałam, najgorsze, że nie wiedziałam, jak wstać i obawiałam się, że jaki[ś] Niemiec się zjawi i zacznie indagować, gdzie byłam, po co itd. Jakoś nareszcie wstałam, lecz kości bolały mnie [jeszcze] długo. Kilka dni później zastałam matkę chłopców tonącą w łzach, gdyż chłopców aresztowano, bliźnięta 12-letnie.

Ryc. 4. Fragment wspomnień Zofii Swinarskiej

U innych uczniów Niemcy przychodzili często, aby zabrać mieszkanie. Mieliśmy na stole grę w pchełki i skoro tylko odzywał się ostry dzwonek, przerywaliśmy lekcje i zabawialiśmy się. Trzeba było brać lekcje, jakie były. Toteż uczyłam jakiegoś starszego mężczyznę, który kiedyś mi powiedział: „Dzisiaj lekcji mieć nie mogę, bo jestem pijany”. Poza tem wszyscy byli dla mnie dobrzy, nieraz częstowali talerzem zupy lub erzatzherbatą. Mieszkania były nie ogrzane, siedzieliśmy w płaszczach, zawinięci w koce. Uczyłam także księży. Mieliśmy specjalny znak, aby nie dzwonić. Kiedyś przychodzę i pukam naszym znakiem, a tu otwiera gestapowiec i pyta, czego chcę. Powiadam, że przyszłam odwiedzić księdza. Na to powiada: „Wejść tam” i wskazał pokój, w którym już było kilka osób. Ksiądz był u chorego, przestrzeżono go i nie wrócił. Nas trzymano kilka godzin. Wreszcie przyszedł osławiony gestapowiec Wolf, przejrzał torebki i kieszenie i nas puścił. Nogi się pode mną uginały. Dużo szczegółów już nie pamiętam, lecz wszystko razem tak było męczące i denerwujące, że schudłam 50 kg, lecz lekcje z uczniami wspominam bardzo mile.

Ryc. 5. Fragment wspomnień Zofii Swinarskiej

Wspomnieć jeszcze muszę lekcje z dziećmi p. Chełkowskiej z domu Mieczkowskiej. Mąż (17) jej utonął, przeprowadzając konie dla wojska polskiego przez Wartę. Została żona z 10 dziećmi, 9 synów i jedna córka. Najmłodsze miało 3 tygodnie. Wzięto ich do obozu i tam starsi bracia opiekowali się małym braciszkiem. Ponieważ wody ciepłej nie było do kąpieli, wszyscy ofiarowali swoją ranną kawę i w tem dziecko kąpali. Później puścili matkę z dziećmi i zamieszkała na ulicy Kościelnej w maleńkim domku na poddaszu. Miała jeden pokoik 4×4 i dwie ścięte komórki. Nie bardzo wiedziałam, jak mam uczyć troje dzieci w tak licznej rodzinie, tymczasem byłam zdziwiona, gdy zaszłam na miejsce i zastałam moją trójkę grzecznie siedzącą przy stole z książkami, zeszytami i przyborami do pisania. Lekcja odbyła się jak najspokojniej, dzieci były wzorowe. Po lekcji obejrzałam „mieszkanie”. Każde dziecko miało swoje łóżko, a nad nim na sznurku na ścianie wisiały przybory do mycia i czesania. Panował wzorowy porządek, za co starsi chłopcy byli odpowiedzialni. Każdy z nich miał jedno młodsze dziecko pod swoją opieką, a oprócz tego mieli dyżury do porządku, sprawunków itd. Dzieci miały śliczne albumy z kartek pocztowych do historii polskiej i ogólnej i przyrody. Ojciec za życia bardzo się nimi zajmował i albumy im urządził. Zapytałam panią Janinę (18), co zrobiła z resztą dzieci, że taka cisza panowała i mogłam lekcje prowadzić. Odpowiedziała, że starsi poszli po spra- wunki lub rąbią drzewo na podwórzu, lub uprawiają mały ogródek za domkiem odłogiem leżący, a małe dzieci śpią. Na zadane pytanie, jak sobie radzi z 9 chłopcami bardzo żywymi, odpowiedziała, że nigdy głosu nie podnosi, wtenczas chłopcy są cicho, bo są ciekawi, co mówi. Każda matka powinna przejść szkołę u p. Chełkowskiej, jako wzorowej matki. Dzisiaj cała młodzież jest już dorosła, wszyscy pracują i utrzymują matkę, którą ubóstwiają.

 

 

PRZYPISY:

 

1 W. Krużelówna, Pamiętnik z lat szkolnych gimnazjalnych, wł. prywatna.

2 Rocznik Statystyczny m. Poznania 1937-38.

3 M. Walczak, Wielkopolska konspiracja oświatowa, Poznań 1972, s. 152.

4 Szkolnictwo polskie na przełomie 1939/1940, [w:] Encyklopedia konspiracji wielkopolskiej na przełomie 1939/1940, red. M. Walczak, Poznań 1998.

5 Wielkopolanie w tajnym nauczaniu 1939–1945. Wspomnienia nauczycieli, zebrali i opra-

cowali W. Dembska, L. Gomolec, T. Zaworski, Poznań 1994, s. 13.

6 M. Banasiewicz, Polityka naukowa i oświatowa hitlerowskich Niemiec na ziemiach polskich

„wcielonych” do Trzeciej Rzeszy w okresie okupacji 1939–1945, Poznań 1980, s. 120–123.

7 W. Dembska jest autorką wstępu do opracowania Wielkopolanie w tajnym nauczaniu

1939–1945. Wspomnienia nauczycieli, op. cit. Urodziła się w 1923 r. w Ostrowie Wielko- polskim, była nauczycielką tajnej edukacji w zakresie szkoły powszechnej. Po wojnie ukończyła studia polonistyczne, pracowała w V LO im. Klaudyny Potockiej, była wice- dyrektorką Technikum Poligraficznego w Poznaniu i dyrektorką Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych.

8 M. Kujawska, Wysiłki obronne ludności polskiej, [w:] Dzieje Poznania 1918–1945, T. II, pod red. J. Topolskiego i L. Trzeciakowskiego, Warszawa–Poznań 1998, s. 1507.

9 Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, Dział Zbiorów Specjalnych, rkps 5098 i 5100.

10 Biogram M. Swiniarskiej opracowany przez A. Hinc [w:] Polski Słownik Biograficzny, T. XLC/1, z. 188, Warszawa–Kraków 2009, s. 133.

11 M. Okońska, A. Grabowski. Rozmowy z panią Miecią, Warszawa 1976, s. 38.

12 I. Drobińska, 39 lat…, [w:] Zjazd Dąbrówczanek. Jednodniówka 1958, s. 2.

13 D. Piotrowska-Szulczewska [w:] Zjazd Koleżeński w 150-lecie Dąbrówki 1830–1980,

Poznań 1981.

14 Antoni Swinarski (1910–1985) był synem Emila Swinarskiego, starszego brata Marii. Inżynier chemik po studiach na Uniwersytecie Poznańskim i Uniwersytecie w Tuluzie, od 1934 r. pracował w Zakładach Chemicznych „Dr Roman May ” w Luboniu. Po wojnie podjął pracę naukową, w latach 1962-66 był rektorem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

15 Gwar.: wóz ze skrzynią do przewozu węgla lub ziemniaków.

16 Antoni Swinarski w styczniu 1944 r. został aresztowany przez gestapo i osadzony w Forcie VII, a później w obozie w Żabikowie.

17 Franciszek Chełkowski ( 6 IV 1899 Śmiełów – 5 IX 1939), inżynier rolnik, autor prac naukowych z dziedziny hodowli, łąkarstwa, aklimatyzacji. Dzieciństwo spędził w rodzin- nym Śmiełowie. Maturę zdał w gimnazjum w Ostrowie Wielkopolskim. W 1918 r. służył w 18. Pułku Ułanów. Ukończył studia rolnicze na Uniwersytecie Poznańskim. Pracował jako inspektor rolny w Łucku na Wołyniu, a w latach 30. XX w. w Izbie Rolniczej. W 1935 r. został administratorem majątków rolnych Uniwersytetu Poznańskiego w Golęcinie i Ża- bikowie. 5 września utonął podczas ewakuacji przez Wartę.

18 Pomyłka autorki, chodzi o Emilię Chełkowską, Janina była jej siostrą.