KMP \ „Przy łóżku chorej Marysi w Posener Sanatorium” Katarzyna Męczyńska

Artykuł opublikowany w Kronice Miasta Poznania / 2007 / nr. 4 /Szpitale

 

 

Przy łóżku chorej Marysi w Posener Sanatorium

Katarzyna Męczyńska

 

Deszczowy lipiec 1905 roku. Maria Schmidtowa1 przyjechała do Poznania ze swoją ośmioletnią córką Marysią, szukając lekarskiej pomocy dla zagrożonego kalectwem dziecka. Była u kilku lekarzy, żaden nie postawił właściwej diagnozy, żaden nie podjął prawidłowego leczenia. Ostatnią nadzieją był dr Max Jaffe z Posener Sanatorium przy Schillerstrasse 6/10 (obecnie ul. Orzeszkowej). Maria Schmidtowa cała dzień czuwała przy chorej córce, a wieczorami, w świetle gazowej lampy, na firmowym, szpitalnym papierze listowym zapisywała swoje przeżycia. „Mając wolne chwile przy łożu chorej Marysi, aby czas zabić, piszę rozmaite przejścia z ostatnich dni lipca spędzonych w trwodze, zmartwieniu, przykrości i tęsknocie”.

Maria wraz ze swym drugim mężem Kazimierzem Schmidtem i siódemką dzieci mieszkała w majątku Kłodzisko, w połowie drogi między Sierakowem a Wronkami. Od hrabiego Zbigniewa Węsierskiego-Kwileckiego dzierżawili 230 ha ziemi. Parterowy dom obrośnięty dzikim winem położony był na zboczu niewiel- kiego wzniesienia, obok sad, daleki widok na łąki… Dzieci kochały swobodne, wiejskie życie, ale niełatwo było je upilnować. Być może Maria Schmidtowa nigdy nie dowiedziała się, w jakich okolicznościach doszło do nieszczęścia, które stało się początkiem cierpień Marysi, ale jej wnuczka, Terenia Krotoska2, córka Mary- si, kilkadziesiąt lat później zapisała prawdziwą wersję dramatycznych zdarzeń z 1905 roku: „W tym czasie Maryśka spadła ze stogu. Nie wiem dobrze, czy zrzucił ją stamtąd jakiś kolega czy też Ina (siostra). Gdy spadła, wszyscy towarzysze zabaw uciekli ze strachu, a ona po wstrząsie nie mogła złapać tchu. Sama, bojąc się kary, schowała się w kuchni pod stołem. Później główka zaczęła się wykręcać jakoś w bok, tak że później wcale nie mogła już patrzeć przed siebie. Pan Dobrogo- ski (nauczyciel domowy) próbował nastawić główkę siłą, sprawił jednak dziecku tylko wiele bólu i nic nie pomógł. Z czasem główka wykręcała się coraz bardziej. Babcia jeździła ze swą córką do różnych lekarzy. Najpierw do Wronek do radcy Rosińskiego, który leczył Maryśkę elektryzacją, to jednak nic nie pomagało. Babcia pojechała więc z dzieckiem do Poznania, do doktora Krysiewicza3, który orzekł, że to wykrzywienie jest na tle gruźliczym. Gdy zrozpaczona babcia wracała do domu koleją, jakaś Żydówka poleciła jej, aby udała się do profesora Jaffego (profesor Jaffe był Żydem). Pojechała więc do niego i on orzekł, że główkę trzeba nastawić w operacji. Babcia nie mając innego wyboru – zgodziła się”.

Profesor Max Jaffe4 pracował jako chirurg w nowo zbudowanym5 Sanatorium Poznańskim – Posener Sanatorium przy Schillerstrasse. Był to prywatny szpital będący własnością spółki trzech niemieckich lekarzy: prof. Jaffego, dra med. Ru- dolpha i dra med. Dahmera6. Nowoczesny budynek szpitalny miał przestronne wnętrza, szerokie korytarze, między piętrami kursowała winda. Sala operacyj- na wraz z salą opatrunkową znajdowała się na drugim piętrze. Pokoje chorych otwierały się na drewniane balkony z dekoracyjnymi balustradami, można było na nich odpoczywać, słuchając szmeru fontanny stojącej w małym, przy- szpitalnym ogrodzie. W jednym z tych pokoi 29 lipca 1905 r. znalazła się mała Marysia Wilhelmi. Obie z mamą pełne były niepokoju i obaw. „Przy obecnej trwodze i zmartwieniu mam głównie to za najważniejsze, że obowiązek matki nakazuje się starać o wyleczenie dziecka. Toteż pomijając trzech lekarzy, którzy dotąd żadnego nie odnieśli skutku, przyjechaliśmy z mężem i chorą Marysią do Profesora dr Jaffego do Poznania. Po ogólnym opatrzeniu uznał profesor, że obejdzie się bez operacji w kręgach, tylko okręcą głowę w przeciwną stronę i włożą w swoje miejsce, pocieszając nas, że wcale bólu czuć nie będzie będąc zakloroformowaną”7.

Ryc. 1. Posener Sanatorium przy ul. Orzeszkowej, kartka pocztowa z początku XX w.

„W sobotę 29 lipca […] Marysię przejrzano przez światło Roentgena8 i więcej zaspokojono mnie, że kości i kręgi są w należytym porządku, tylko muskuł jest skręcony, czyli skurczony, mogło to powstać wskutek zaziębienia, cugu lub nad- werężenia. Z soboty na niedzielę spałyśmy nie osobliwie”. Maria Schmidtowa nie mogła zasnąć, gnębił ją nie tylko niepokój o zdrowie Marysi, martwiła się sytu- acją w domu, w Kłodzisku. „Od połowy lipca nawiedził Bóg klęską całą okolicę i w ogóle wszystkie dalsze strony okropną ulewą trwająca przeszło tydzień. Deszcz padał w dzień i całe noce, tak że zboże pokoszone w mendelach9 stojące pozrastało, a stojące na pniu wyrosło. Prawdziwie, może rozpacz ogarnąć, bo dać ziemi to, co się należało, tj. sztuczny nawóz, uprawę, wysiew, posieczenie kosztowało srogi pieniądz, już naprzód zapłacić dzierżawę, podatki i to Bóg zalewa deszczem tygo- dniowym. Trzeba patrzeć, jak się mendele zielenią, słoma pogniła, nawet to paszą zdrową być nie może. Przechodząc już wiele ciężkich wrażeń zaspokojonam tem, że kogo Pan Bóg miłuje, tego w rozmaite sposoby doświadcza. W tym tygodniu trwogi padają nam dwa konie i jałowica, śmiało liczyć możemy tysiące grzywien straty. Kochany i dobrego serca mąż mówi do mnie jednego rana, ze łzą w oku, co my poczniemy, zrobimy? My, jak my, ale nasze biedne dzieci. Pełna ufności w pomoc Boską mówię, et co tam, koń konia zastąpi, a bydła mamy więcej, byle by nam Bóg dał zdrowie i naszym dzieciom, to będziemy walczyć dalej”.

Ryc. 2. Maria 1 voto Wilhelmi, 2 voto Schmidtowa z córkami: pierwsza z lewej Marysia, w środku stoi Irena (Ina), siedzi Helena, fot. z 1906 r.

Po tej niewesołej nocy „przyszła niedziela. Uskromniwszy się ze śniadaniem, ubrałam się i czekam doktora. Wchodzi i oznajmia, że około dwunastej przyj- dzie profesor i będzie Marysia włożona w gips. Po odejściu lekarza i zakomunikowaniu tej poważnej chwili wzięłam różaniec do ręki, siadając na łożu chorej, i wspólnie z nią na jej intencję odmówiłyśmy, polecając ją Matce Bożej. Ku wielkiej pociesze wchodzi mój kochany mąż z Irenką, aby zobaczyć nas, pocieszyć i spędzić niedzielę razem, chociaż nie w domu. Nie liczył się dobry mężulek ani z kosztem, ani z niewywczasem, pospieszał rychło rano, wypłacając ludzi, i dążył na pociąg, aby ucałować żonkę i Marysię chorą, przywożąc ze sobą Irenkę. Trwała ta wesoła chwila krótko. Wchodzi profesor, doktór i dwie siostry, zabierają Marysię, kładą do windy i do sali operacyjnej do góry. Zapanowało pomiędzy nami milczenie, smutek, strach, żal i przykrość razem. Ale w sercu matki i myśli płynęły słowa prośby do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Po trzech kwadransach zwieźli Marysię i kładą zupełnie sztywną, smutną i słabą po zaklo- roformowaniu. Tyle dla nas było do godziny wieczornej. […] Marysia do dru- giej spać nie mogła, narzekając na ciśnienie gipsu. Siedząc przy niej, myślałam, co tam w domu, czy aby mąż szczęśliwie zajechał, czy się dzieciom co nie stało, to znów będąc pewną, że wszyscy śpią snem spokojnym. […] Rano w ponie- działek przyszedł doktór z siostrą, wzięli znów Marysię do sali i włożyli w inne bandaże. Po południu pozostawiłam Marysię pod opieką siostry i służącej i poszłam do Dzie[słowo nieczytelne] na Półwiejską nr 6. Nadszedł wieczór, Marysia z małą gorączką operowała, ale doktór zapewniał, że to nic złego. Marysi kupiłam książkę do czytania, pod tytułem Dziecięcy światek i lalkę, do której to prosiła o dwie sukienki. Położyłam się wcześnie. Nie mogłam zasnąć, przeszkadzała mi nieznośna lampa gazowa wisząca na środku pokoju, a sama nie umiem lamp gazowych zagaszać. Spałyśmy dobrze obie”.

Ryc. 3. Maria z Wilhelmich Krotoska z córkami: młodszą Basią i starszą Terenią, autorką opowieści o dziecięcych latach swojej mamy, fot. z 1934 r.

Ryc. 4. Fragmenty szpitalnych zapisków Marii Schmidtowej z 1905 r.

 

Ryc. 5. Fragmenty szpitalnych zapisków Marii Schmidtowej z 1905 r.

Kiedy najtrudniejsze chwile minęły, Maria Schmidtowa zaczęła myśleć o po- wrocie do Kłodziska. Wprawdzie jej obowiązki przejęła najstarsza córka Helena, panna szesnastoletnia, ale najmłodszym dzieciom bardzo brakowało mamy: Boleś miał dwa lata, a najmłodsza Janka zaledwie cztery miesiące. To już ostatnie zdania zapisków Marii Schmidtowej: „Dziwnie to tej matce, żonie, pani domu się tem jednem sercem dzielić, ale dobrze, jeżeli czuje wzajemność swoich. Zostawię więc Marysię i podążę do domu, męża i dzieci, bo i tam czekają na mnie i cieszą się, że przyjedzie żonusia i mamusia. Tymczasem dał Bóg miłosierny słońce i pogodę, aby to dalsze mizerne żniwo sprzątnąć, od którego zależy cała nasza egzystencja i wychowanie dzieci. Powtarzając słowa wstępne – Okropne dzieje przyniósł nam czas – i kończąc: I w sieroctwie opuszczeniu, I w tęsknocie i cierpieniu, I w ubó- stwie i w chorobie, Zawsze będziem ufać w Tobie. Maria Sch.”

Marysia długo jeszcze nosiła gipsowy opatrunek, ale dr Jaffe przywrócił jej zdrowie. Po roku znowu przyjechała do Poznania, by uczyć się na pensji Anastazji Warnkówny. Maturę zdała w Köninglische Luisenstiftung w Poznaniu. Najpraw- dopodobniej zmagania z chorobą i pobyt w szpitalu sprawiły, że Marysia zaczęła studiować medycynę. Została pediatrą10. Była ceniona i lubiana przez swoich małych pacjentów i ich rodziców. „Spieszyły do niej, była nie tylko lekarzem specja- listą, jako prawdziwa kobieta dzieliła cierpienie każdej matki szukającej pomocy, doradzała jej, kierowała nią dzięki swej umiejętności”. Nigdy nie zapomniała lip- cowych dni 1905 roku spędzonych w Posener Sanatorium przy Schillerstrasse 6. A zwłaszcza dnia, w którym miało okazać się, czy starania lekarzy odniosły właściwy skutek. Tak opisała tę chwile Terenia Krotoska: „Wreszcie nadszedł dzień, w którym można było zdjąć gips. Babcia [Maria Schmidtowa] pojechała z Marysią do Poznania, gdzie lekarz zdjął gips. Marysia czuła się potem tak lekko, jakby miała ulecieć w niebo. A radość babci nie miała granic, gdy zobaczyła swoją Maryśkę jeszcze na stole operacyjnym w białej koszulinie i z prostą główką”11.

Posener Sanatorium pozostało w rękach niemieckich lekarzy do 1921 roku, kiedy to Ogólna Kolejowa Kasa Chorych kupiła budynki przy ul. Orzeszko- wej 6/10 i dom nr 14 od L ecznicy Udziałowej kierowanej przez dra Dahmera i kilku jego kolegów. Szpital posiadał wtedy ok. 100 łóżek: 45 chirurgicznych i 10 ginekologicznych w budynkach pod numerami 6–10 oraz 45 internistycznych w budynku przy ul. Orzeszkowej 1412. 12 lutego 1945 r. budynki zajęły wojska rosyjskie, organizując w nich szpital polowy dla rannych żołnierzy. W styczniu następnego roku wojsko przekazało budynek władzom kolejowym. W 1950 roku szpital dysponował 130 łóżkami.

1 listopada 1998 r. lecznica przestała być szpitalem kolejowym. Organem założycielskim nowej placówki, która w 1999 roku przyjęła nazwę Szpital Grunwaldzki w Poznaniu, Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej13, został Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego. Obecnie budynki nie pełnią już funkcji szpitala, w 2006 roku Szpital został włączony w strukturę Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu, budynki sprzedano, ich nowym właścicielem jest firma deweloperska Wechta SA. Tak skończyła się historia dawnego Posener Sanatorium.

 


PRZYPISY:

1 Maria z Pepińskich, 1 voto Wilhelmi, 2 voto Schmidtowa (1870–1945) w wieku 16 lat wyszła za mąż za Hieronima Wilhelmiego, starszego od niej o lat 20 administratora rolne- go. Gospodarowali w Gołębinie Starym, wychowując pięcioro dzieci: Tadeusza, Helenę, Władysława, Irenę i Marię. W 1901 r. przyjęli w dzierżawę majątek Kłodzisko, po trzech tygodniach Hieronim Wilhelmi zmarł na atak serca. Trzydziestojednoletnia wdowa sama podjęła trud pracy zarządcy. Po roku wyszła za mąż za Kazimierza Schmidta, z którym miała dwoje dzieci: Bolesława i Janinę. Wnuki nazywały ją babcią Mychną.

2 Terenia Krotoska była starszą córką Marii Wilhelmi, po mężu Krotoskiej. Od naj- młodszych lat interesowała się historią rodziny. Na poliniowanych kartkach zapisała starannym, dziecięcym jeszcze pismem opowieść o dziecinnych latach swojej mamy. Za- piski nie są datowane, prawdopodobnie powstały w latach 40. XX w. po nagłej śmierci Marii Krotoskiej, gdy ich autorka miała 13 lat. Po 1945 r. Terenia studiowała biologię na Uniwersytecie Poznańskim. Prof. dr hab. Teresa Krotoska (1927–2006) została wybitnym botanikiem i ekologiem, przez całe życie zawodowe związana była z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

3 Bolesław Krysiewicz (1862–1932) chirurg, pediatra, pierwszy specjalista chorób dziecięcych w Poznaniu, od 1893 r. naczelny lekarz Szpitala Dziecięcego św. Józefa (w 1958 r. nazwanego jego imieniem).

4 Max Jaffe (1859–1909), nowocześnie wykształcony chirurg, pracował w szpitalu miejskim, był też chirurgiem szpitala żydowskiego przy ul. Wieniawskiego (budynek zniszczony w 1945 r.). Por. Dr I. Fischer, Biographisches Lexicon der hervorragenden Ärzte der letzen fünfzig Jahre, Berlin–Wien 1932, s. 697.

5 Dokładna data budowy nie jest znana, budynek po raz pierwszy wymieniony jest w Księdze adresowej miasta Poznania w 1905 r. Informacje o zabudowaniach szpitalnych podaje D. Horoszko w karcie ewidencyjnej w zb. MKZ.

6 Księga adresowa miasta Poznania z 1906 r. podaje, że właścicielem budynku przy Schil- lerstrasse był prof. dr Jaffe. Po jego śmierci szpital przejęli lekarze: Dahmer, Rudolph, prof. dr Ritter i Witte.

7 Znieczulenie z użyciem chloroformu znane było w medycynie od 1847 r. W tym sa- mym roku w Poznaniu dr Józef Jagielski przeprowadzał eksperymentalne znieczulenie chloroformem. Przełomowym momentem w historii anestezji chloroformem było uży- cie tego środka do znieczulenia królowej Wiktorii w czasie porodu jej ósmego dziecka Leopolda, późniejszego księcia Albany. Znieczulenie „tym błogosławionym chlorofor- mem” nazywano znieczuleniem królewskim.

8 Wilhelm Roentgen (1845–1923) odkrył promienie X w 1895 r. Rok później w Berlinie Max Levy-Dorn otworzył pierwsze prywatne laboratorium rentgenowskie. Początkowo, ze względu na wysoką cenę sprzętu, jego zastosowanie ograniczało się do instytutów fizycznych. W styczniu 1896 r. poznański lekarz Tomasz Drobnik jako pierwszy polski lekarz z pomocą prof. Krügera wykonywał na zwykłych płytach fotograficznych radio- gramy do celów klinicznych. Por. R. Meissner, Radiologia poznańska w latach 1896–1946, [w:] Historia radiologii polskiej na tle radiologii światowej, pod red. St. Leszczyńskiego, Kra- ków 2000, s. 359.

9 15 (rzadziej 12 lub 10) snopów zboża ustawionych razem na polu.

10 K. Męczyńska, Maria z Wilhelmich Krotoska, „Kronika Miasta Poznania”, 1/2001, s. 182.

11 Zapiski Tereni Krotoskiej, własność rodziny.

12 R. Markowski, Historia szpitalnictwa kolejowego na terenie zachodniej dyrekcji okręgo- wych kolei państwowych, [w:] Z dziejów szpitali poznańskich, pod red. L. Trzeciakowskiego, Poznań 1983, s. 91.

13 J. Płotkowiak, E. Mikołajczak, 80 lat szpitala grunwaldzkiego w Poznaniu, Poznań 2001.