Magdalena Borowiec | 7 pytań o…

MAGDALENA BOROWIEC
od 2004 roku związana ze Stowarzyszeniem „Pogotowie Społeczne”, gdzie obecnie kieruje programem Centrum Integracji Społecznej „Darzybór”.
www.pogotowiespoleczne.org.pl
  1. Czy Polka to wciąż “Matka Polka”? Jakie jesteśmy?
  2. Zwrot „Matka Polka” ma pejoratywne znaczenie, co moim zdaniem jest krzywdzące dla mam wychowujących moje i wcześniejsze pokolenia. Mamy powojenne to niesamowicie dzielne kobiety, niosące w sobie traumę okrucieństw wojny – musiały w smutnej, szarej Polsce lat 50. i 60. próbować dać szczęśliwe dzieciństwo. Łączyły pracę zawodową z wychowaniem dzieci, z radzeniem sobie z niedostatkiem, brakiem podstawowych produktów w sklepach. W podobnie ciężkich warunkach matkami były ich córki – pracujące, zabiegane, stojące w kolejkach i z zazdrością oglądające niemieckie katalogi z modą. I my – ich córki, urodzone w latach 70. Jesteśmy wykształcone, jesteśmy pewne siebie, pracujemy, wychowujemy dzieci. I tak samo jesteśmy zalatane. Zależy nam na szczęściu i bezpieczeństwie naszych dzieci, lubimy mieć zadbany dom. Ale lubimy też naszą pracę, lubimy mieć przestrzeń dla siebie i chyba w końcu uczymy się lubić siebie. Uważam, że Matka Polka fajna jest!
    1. Jaka jest pozycja kobiet w dziedzinie, którą się Pani zawodowo zajmuje?
  3. Właściwie całą swoją dotychczasową drogę zawodową jestem związaną z organizacją pozarządową działającą w polu pomocy społecznej. Na co dzień współpracuję głównie z kobietami – są odpowiedzialne, zaangażowane, mają dużą wiedzę i umiejętności. I są bardzo konkretne, nie mają czasu do trwonienia – przecież oprócz życia zawodowego w dużej mierze to na nas spoczywa organizacja życia domowego.Pomoc społeczna to działka zdecydowanie zdominowana zawodowo przez kobiety – pełnimy stanowiska, nie tylko te „szeregowe” ale i menedżerskie, kierownicze, dyrektorskie. Niestety, w instytucjach spoza trzeciego sektora nadal gdzieś tam nad głowami wisi szklany sufit. Mam nadzieje, że to się zmieni i zaangażowanie będzie owocowało adekwatnymi stanowiskami.
    1. Co znaczy dla Pani pojęcie “feminizm”?
    Dla mnie feminizm to prawo decydowania o sobie, to nie traktowanie kobiet jako niezdolnych do moralnego i umysłowego samostanowienia o sobie. Chcę mieć zawsze wybór i móc ponosić jego konsekwencje, chcę mieć prawo do decydowania o sobie i to prawo dać też mojej córce.
    1. Gdzie, jako kobiety, jesteśmy 100 lat po uzyskaniu praw wyborczych?
    Na pewno sytuacja się zmieniła, na pewno jest nas więcej i w polityce i mówiących o polityce. Niestety mam też nieodparte wrażenie, że kobiety w polityce to często kwiatek do kożucha – mniej ważne funkcje, często z pewnym przymrużeniem oka traktowane przez kolegów z „sejmowej lawy”. Inna sprawa, że ostatnio same jako kobiety w polityce nie wystawiamy sobie najlepszej laurki – mało w nas solidarności, empatii, prawdziwego zainteresowania losem wyborców. Wciąż ze zdumienia otwieram oczy jak kobiety zaangażowane w politykę, same będące matkami, mogą z takim lekceważeniem i brakiem taktu wypowiadać się o matkach dzieci niepełnosprawnych, o kobietach doznających przemocy, o ofiarach gwałtów. Budzi to mój sprzeciw w wykonaniu mężczyzn, w wykonaniu kobiet dołącza do tego rozczarowanie.
    1. Poznanianka, którą Pani podziwia, to…?  
    Wiele jest takich kobiet. Wszystkie znane mi matki zmagające się z chorobą dziecka, z samotnym macierzyństwem, pomagające innym. Ale też te, które potrafią dawać innym radość swoim talentem, pasją, umiejętnościami.
    1. Ważne dla Pani miejsca w Poznaniu?
    Uwielbiam Park Wodziczki i Sołacz – każdą porą roku i dnia. Można tam odnaleźć i trochę samotności, można też wejść w tłum, gdy od samotności chce się uciec.
    1. Jaką radę dałaby Pani o połowę młodszej sobie?
    Więcej odwagi, śmiałości, mniej przejmowania się opinią innych. I jak najwięcej podróży!