Maja Koman | 7 pytań o…

MAJA KOMAN
wokalistka, autorka muzyki i tekstów. Wydała dwa albumy studyjne: “Pourquoi pas”, za który otrzymała nominację do nagrody „Fryderyki 2015″ w kategorii „Fonograficzny debiut roku”, a także “Na supełek”. Jej najnowszy krążek nosi tytuł “Mirror” i ukaże się wiosną 2019 roku.
  1. Czy Polka to wciąż “Matka Polka”? Jakie jesteśmy?

Teraz już jesteśmy takie, jakie chcemy. Jedyne co nas ogranicza to my same. Chcesz być „Matką Polką” – możesz. Chcesz pracować, robić karierę – możesz. Dzisiaj współczesna „Matka Polka” to taka, która pierwsze dziecko ma po 30-tce, bliżej 40-tki i trzy nianie, żeby móc robić karierę. Oczywiście trochę ironizuję, ale czasy mocno się zmieniły, robimy co chcemy.

  1. Jaka jest pozycja kobiet w dziedzinie, którą się Pani zawodowo zajmuje?

Nigdy się nie zastanawiałam, bo wydaje mi się, że sztuka nie ma podziału na płeć – albo ci się coś podoba, albo nie. Ale na przykład w wytwórni, do której należę, pracują same kobiety, managerki, producentki etc. Mniej jest z kolei kobiet operatorek kamer. Mam w swojej dziedzinie taką pozycję, na jaką zapracuję, ale na to płeć nie ma żadnego wpływu.

  1. Co znaczy dla Pani pojęcie “feminizm”?

O ile uważam, że feminizm sprzed stu lat miał sens i walka toczyła się o tak ważne rzeczy dla kobiet jak kształcenie, możliwość pracy itd., o tyle teraz nie do końca to rozumiem. Obecne feministki walczą o rzeczy, z którymi ja się totalnie nie zgadzam, bo uwielbiam podział na damskie i męskie obowiązki, na otwieranie drzwi, zakładanie płaszcza itd. Mogę robić wszystko, co chcę, mogę studiować, mogę wykładać, mogę być lekarzem, nie mogę tylko zostać papieżem, więc nie bardzo wiem, o co chodzi z obecnym feminizmem. Nigdy mi nikt nie odmówił grania, bo jestem kobietą, albo nie chciał ze mną rozmawiać, bo jestem kobietą. Już od dawna ludzie są w związkach partnerskich, w których obydwoje pracują, obydwoje wychowują dzieci i sprzątają dom.

  1. Gdzie, jako kobiety, jesteśmy 100 lat po uzyskaniu praw wyborczych?

Tak jak mówiłam wcześniej – możemy wszystko, mentalność ludzi się zmieniła, mężczyźni zaczęli rozumieć, że mamy mózgi, jesteśmy też wynalazcami, inżynierami, naukowcami, lekarzami itd. Żyją jeszcze przedstawiciele starszego pokolenia, które uważa, że kobieta to ta, co siedzi z dziećmi i sprząta, ale i to pokolenie zaraz odejdzie. Kobiety zaznaczyły swoją pozycję, zaczęły pracę, są niezależne. Są też takie, które kochają wychowywać dzieci i być w domu i nie ma w tym nic złego, bo to tak samo ciężka praca, jak każda inna, a nawet powiedziałabym, że cięższa, bo musisz być nauczycielką, przytulanką, pielęgniarką, kucharką i sprzątaczką w jednym.

  1. Poznanianka, którą Pani podziwia, to…?

Krystyna Feldman, niestety już świętej pamięci. Co prawda sprawdziłam, że urodziła się we Lwowie, ale od lat mieszkała w Poznaniu. Nigdy nie zapomnę spektaklu ,,Królowa piękności z Leenane” – siedziałam w pierwszym rzędzie, płakałam, a właściwie wyłam po tym, jak zagrała. Naturalna, zdolna, skromna i wariatka 🙂

  1. Ważne dla Pani miejsca w Poznaniu?

Mieszkając tyle lat w mieście, które jest domem, czuję, że właściwie wszystko jest ważne. Uwielbiam Poznań za to, że jest taki zielony, mamy Cytadelę, Strzeszynek, Rusałkę, Park Sołacki, Park Wodziczki i masę innych parków. Dla mnie sentymentalnie najważniejsza jest Cytadela, bo mieszkałam obok, więc to park mojego dzieciństwa. Lubię wszystkie uliczki odchodzące od Rynku, lubię też samo centrum Poznania, ważny jest dla mnie Teatr Wielki, w którym odbywałam swego czasu praktyki charakteryzatorskie, uwielbiam ulicę Dąbrowskiego za zagłębie lumpeksów.

  1. Jaką radę dałaby Pani o połowę młodszej sobie?

Taka jedną na całe życie? Ciężkie zadanie.

Wytrwałości w dążeniu do celu, niezależności, wiecznego rozwoju i unikania jak ognia ludzi, którzy podcinają skrzydła.