Radna | AGNIESZKA ZIÓŁKOWSKA

 

AGNIESZKA ZIÓŁKOWSKA

Poznanianka, mieszkanka Grunwaldu. Z wykształcenia filolożka i europeistka, ukończyła italianistykę oraz hispanistykę na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza oraz Interdyscyplinarne Studia Europejskie w Kolegium Europejskim w Natolinie. Od 8 lat pracuje w dziedzinie animacji kultury, współpracując z instytucjami kultury i organizacjami pozarządowymi jako kuratorka, koordynatorka i producentka wydarzeń kulturalnych i artystyczno-społecznych. W pracy zawodowej zajmuje się też budowaniem strategii i pozyskiwaniem funduszy na realizację projektów badawczo-rozwojowych oraz promocją polskiego wzornictwa, współtworząc projekt Nowy Model. Od wielu lat zaangażowana w działalność publiczną i społeczną. Jako aktywistka miejska i działaczka społeczna związana początkowo ze Stowarzyszeniem My-Poznaniacy. W Zarządzie Stowarzyszenia zajmowała się polityką mieszkaniową, społeczną oraz kulturą w mieście. Jedna z inicjatorek powstania Kongresu Ruchów Miejskich i koordynatorka I KRM w Poznaniu w 2011. Wieloletnia członkini Zespołu Koordynacyjnego KRM, w którym zajmowała się polityką społeczną i mieszkaniową. Członkini zespołu Krytyki Politycznej i Stowarzyszenia Inicjatywa Polska, współtworzy Inicjatywę Zielony Grunwald i społeczny think-tank na rzecz demokracji bezpośredniej – Pracownia Demokracji. Od lat współpracuje ze Stowarzyszeniem na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji “Nasz Bocian”, z którym w 2016 przygotowała dla Poznania Miejski Program In Vitro. W 2014 roku Fundacja im. Izabeli Jarugi-Nowackiej wyróżniła ją nagrodą „Okulary Równości” za „za aktywność społeczną na rzecz mieszkańców Poznania i obronę przed krzywdą i wykluczeniem eksmitowanych z mieszkań. A przede wszystkim za głośny sprzeciw wobec dyskryminacji dzieci poczętych metodą in vitro. Dzięki niej wiele osób dotąd wstydzących się „pochodzenia z próbówki” z obawy przed wykluczeniem społecznym i atakami ze strony polskiego Kościoła katolickiego odnalazło poczucie własnej godności”.

1. Jakie są najpilniejsze potrzeby POZNANIANEK i jak planuje Pani im sprostać jako radna miejska?

Spójrzmy co inne kraje w kwestii przemocy seksualnej wobec kobiet.W Tanzanii tworzone są specjalne stanowiska ds. równości płci na posterunkach policyjnych, by kobiety nie bały się zgłaszać przemocy. Nowa Zelandia wprowadziła płatny urlop ze względu na przemoc domową. W Nowym Jorku powstaje schronisko dla osób z doświadczeniem przemocy domowej, w którym będą mogły przebywać także ich zwierzęta domowe. Szwecja zatwierdziła nowe prawo uznające seks bez zgody za gwałt. Islandia zmienia prawo dotyczące gwałtów: musi być wyraźna zgoda na seks. Francja wprowadza mandaty za molestowanie seksualne w miejscach publicznych. W Paryżu przeprowadzono kampanię przeciwko molestowaniu seksualnemu w transporcie publicznym.A my w Polsce nie mamy żadnej instytucji ani wyspecjalizowanego NGO-sa, który by się specjalizował w pomocy ofiarom przemocy seksualnej! Żadnego – jeśli  przemoc nie dotyczy przemocy w rodzinie, i np. Matka z dzieckiem nie muszą opuścić mieszkania to Centrum Interwencji Kryzysowej nie pomoże. Jedyne co funkcjonuje w skali ogólnopolskiej niebieska linia.

Jako wspólnota samorządowa musimy wesprzeć osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej. Potrzebujemy kompleksowego systemu wsparcia dla wszystkich ofiar przemocy seksualnej. Nie możemy przymykać oczu i udawać, że nie dzieje się krzywda. Mamy obowiązek temu przeciwdziałać i wspierać osoby, które doświadczyły przemocy.Dlatego proponuję utworzenie miejskiego punktu, który zaoferuje im wsparcie psychologiczne, medyczne, prawne i proceduralne, tak, by żadna ofiara gwałtu, przemocy seksualnej czy molestowania nie musiała się mierzyć z tym sama. Powołanie takiej placówki idealnie wpisuje się w art. 22 Konwencji Stambulskiej, której Polska jest sygnatariuszem (ust. 1: Strony przyjmą konieczne środki ustawodawcze lub inne środki mające na celu zapewnienie lub zorganizowanie, odpowiednio rozmieszczonych terytorialnie, specjalistycznych usług wsparcia doraźnego, krótko- i długoterminowego, dostępnych dla każdej ofiary aktu przemocy objętej zakresem niniejszej konwencji.).

Jako wspólnota miejska musimy też walczyć z dyskryminacją i nierównościami, dlatego chcę, żeby Poznań przyjąłEuropejską kartę równości kobiet i mężczyzn w życiu lokalnym. Tak jak to uczyniły inne otwarte, rozwojowe europejskie miasta. Miasto powinno promować równość między kobietami i mężczyznami, m.in. wyrównując ich zarobki osób pracujących na tym samym stanowisku w jednostkach podległych miastu.

Jako mieszkańcy i mieszkanki mamy też prawo kontrolować miejskie fundusze, dlatego proponuję by formuła poznańskiego  budżetu obywatelskiego przestała być konkursem na mikrogranty dla obywateli, tylko obejmowała obowiązkową, publiczną dyskusję o stanie finansów miasta i prowadziła do wspólnego z mieszkańcami decydowania o miejskich priorytetach i inwestycjach. Działania podejmowane dla mieszkańców za ich plecami są jak podlewanie ogródka sąsiada. A decyzja czy budować kolejny obiekt za miliony, czy raczej podwyższyć płace opiekunek żłobkowych i pracowników kultury,  jest pytaniem o politycznym, o wspólnotę, o priorytety, o to jak traktujemy i pracowników i pracownice oraz usługi publiczne.

2.  Polka to wciąż „Matka-Polka”? Jakie jesteśmy?

Stereotyp „Matki-Polki” jest nadal obecny, ale chyba już tylko coraz bardziej w głowach i publicystyce czy też mądrościach głoszonych prawicowców, narodowców albo tej części kleru, która boi się kobiet i zmiany jaką mogą wprowadzić one swoją aktywnością zawodową i publiczną. Najchętniej więc zamknęliby je w kuchni. Z drugiej strony mamy Czarne Marsze i gigantyczną aktywizację kobiet w obronie  praw reprodukcyjnych, zdrowia i życia. Kobiet, które do tej pory nie uczestniczyły w życiu publicznym, nie demonstrowały, nie walczyły o swoje prawa. To pokazuje jaki gigantyczny jest w nas potencjał i jak bardzo jesteśmy skuteczne, jak potrafimy kształtować rzeczywistość, w której żyjemy.

Obywatelski projekt Ratujmy Kobiety, masowo poparty przez Polki żądające dostępu do legalnej, bezpiecznej aborcji na żądanie, refundowanej antykoncepcji i rzetelnej edukacji seksualnej, dobitnie świadczy, że krzywdzący, narażający życie i zdrowie kobiet „kompromis aborcyjny” przestał wystarczać, że chcemy całego życia i nie godzimy się dłużej na sytuację, kiedy transformacja ustrojowa czy poparcie przez polski kościół katolicki odbywa się kosztem praw kobiet. Akcja #metoo również pokazała, że jesteśmy równie odważne w mówieniu o najtrudniejszych, traumatycznych doświadczeniach związanych z molestowaniem i przemocą seksualną, że skończyło się przyzwolenie na przemoc wobec kobiet, że jesteśmy zdeterminowane, żeby walczyć o siebie, żeby ofiary przemocy seksualnej wreszcie doczekały się sprawiedliwości. Można więc powiedzieć, że zamiast „Matek-Polek” coraz więcej jest „Obywatelek-Wojowniczek”, które aktywnie uczestniczą w życiu publicznym i walczą o lepsze, równe jutro dla dzisiejszych dziewczynek, które dopiero staną się kobietami 

3. Jaka jest pozycja kobiet w dziedzinie, którą się Pani zawodowo zajmuje?

To właściwie jest pytanie czym jest praca. Ta zawodowa, w moim przypadku menadżerki kultury, czy też – równie czasochłonna i wymagająca dużych nakładów czasy, pracy i poświęcenia – działalność społeczna [śmiech]. W czasach, kiedy ludzie angażują się w różne – bardzo nie lubię tego słowa, ale nie znajduję lepszego – projekty, z różnych dziedzin i na ich pograniczu, to jest chyba kluczowe pytanie o to, czym jest praca. Dla mnie praca to działanie. Działanie merytoryczne, programowe, analityczne, ale też działanie z ludźmi, budowanie grup ludzi wokół pewnych tematów, pomysłów, rozwiązań, sieciowanie się i organizowanie  wokół ważnych dla ludzi spraw. I czy to dotyczy wystawy, organizacji wydarzeń kulturalno-edukacyjnych, rozliczenia dotacji, prowadzenia projektu, czy też wspólnej mobilizacji mieszkanek i mieszkańców, żeby rozwiązać problem danej grupy społecznej, czy też miejski, lokalny – najczęściej współpracuję z kobietami. To kobiety są aktywne, to kobietom najbardziej zależy, żeby dany pomysł, inicjatywę przekuć w rzeczywistość, to kobiety są uparte, mają wiedzę, potrafią negocjować i zjednywać sobie sprzymierzeńców i dążyć z sukcesem do celu. Inne pytanie, wydaje mi się tutaj podstawowe – czy za swoją gigantyczną pracę są doceniane? To jest ważne zarówno w sensie finansowym jak i symbolicznym, to znaczy czy widzi się i szanuje ich pracę. Czy mają możliwość awansu i rozwoju w swojej dziedzinie, w swojej pracy, w organizacji społecznej albo sferze publicznej, czy też wręcz przeciwnie, wszyscy cieszą się z dobrze wykonanej wspólnie roboty, ale „śmietankę” – uznanie, premię, szacunek, zdobywają mężczyźni. Wydaje mi się, że praca kobiet – zwłaszcza w działaniach grupowych – często pozostaje „niewidzialna”, nie doceniona, bo choć to one wykonują największą jej część, jakoś tak się dzieje, że często ich wkład nie jest podkreślony. Na szczęście kobiety są też coraz bardziej śmiałe, nie boją się upomnieć o chociażby podpisanie z imienia i nazwiska wykonanej pracy, a i coraz więcej mężczyzn zauważa to, współpracuje na zasadach partnerskich. To daje nadzieję, ale jeszcze wiele roboty przed nami.

4. Co znaczy dla Pani pojęcie „feminizm”?

Równość. Równość między ludźmi po prostu. I empatia, współodczuwanie.

5. Gdzie, jako kobiety, jesteśmy 100 lat po uzyskaniu praw wyborczych?

Z jednej strony w czarnej dziurze – rząd igra z naszym zdrowiem i życiem, próbuje nam odebrać prawo decydowania o własnym ciele, ograniczyć wolność wyboru, zapędzić z powrotem do kuchni, z drugiej strony – jesteśmy świetnie wykształcone, odważne, potrafimy walczyć o nasze prawa i siebie nawzajem. Najbardziej wzruszyła mnie w czasie Czarnych Protestów międzypokoleniowa solidarność kobieca i niesamowita sprawczość, determinacja organizatorek protestów w całej Polsce. To jest ogromny ruch społeczny, zdobyta wiedza i umiejętności do dalszego działania i samoorganizacji. To jest kapitał, który będzie procentować. Oczywiście, lepiej by było żyć w progresywnym kraju, gdzie równość kobiet i mężczyzn jest oczywistością zagwarantowaną prawnie. W kraju, w którym na listach wyborczych mamy parytet, a płace są transparentne i równe dla mężczyzn i kobiet na tym samym stanowisku, w  którym pracujące kobiety mogą skorzystać z publicznej i dostępnej opieki żłobkowej i przedszkolnej dla swoich dzieci, w którym prowadzona jest edukacja seksualna w szkołach, w którym antykoncepcja (zwłaszcza awaryjna) jest dostępna i refundowana, w którym kobieta może podjąć decyzję co do tego czy przerwać ciążę czy nie i nikt jej za to nie będzie potępiać, piętnować, a przede wszystkim nie odmówi jej wykonania zabiegu. Wreszcie w kraju, w którym kwestia przemocy wobec kobiet jest traktowana poważnie, w którym konwencja antyprzemocowa jest stosowana, a państwo i samorząd aktywnie starają się przemocy przeciwdziałać, a jej ofiary wspierać. Ale tego wszystkiego nie zrobimy jeśli więcej kobiet nie zaangażuje się w politykę, jesli kobiety nie zaczną masowo kandydować w wyborach – do rad osiedli, do samorządu, do europarlamentu i do parlamentu. Na każdym stopniu potrzebujemy mądrych, zaangażowanych polityczek, które będą walczyły o nasze prawa. Dlatego jak mogę, to zachęcam kobiety by startowały w wyborach i sama będę startować na radną w tych wyborach samorządowych, w końcu polityka jest kobietą!

6. Poznanianka, którą Pani podziwia to …?

Moja mama, Maria Bąk-Ziółkowska. Najodważniejsza, najsilniejsza kobieta, którą znam, która poruszyła niebo i ziemię, żebym, mimo niepłodności moich rodziców, pojawiła się na tym świecie. Kobieta, która całe życie wspierała tych, którzy pomocy potrzebowali – dzieci z domów dziecka, repatriantów z Kazachstanu, czy też osoby, które doświadczyły pedofilii w Kościele. Kobieta, która wraz z trzynastoma innymi dzielnymi i zaangażowanymi kobietami w listopadzie zeszłego roku stanęła na drodze Marszu Niepodległości z transparentem „Faszyzm stop”, protestując przeciw neofaszystowskim i rasistowskim hasłom, które od lat towarzyszą tej imprezie.

7. Ważne dla Pani miejsca w Poznaniu?

Grunwald, na którym się wychowałam. Stary, zielony, zadrzewiony Grunwald. Z Laskiem Marcelińskim z jednej, a Rusałką z drugiej strony. Niestety, jako mieszkanki i mieszkańcy musimy o ten zielony Grunwald, i szerzej – zachodnią część Poznania – walczyć. Uniwersytet Medyczny planuje postawić w sercu starego Grunwaldu (na działce między Marcelińską a Przybyszewskiego, obok dzisiejszego szpitala im. Heliodora Święcickiego) gigantyczny, przeskalowany szpital-moloch, który ma połączyć i zastąpić cztery, działające teraz w różnych częściach Poznania, szpitale kliniczne. Jest to kompletnie inna inwestycja niż ta, na którą z 99% bonifikatą Uniwersytet dostał działkę. Na tym terenie miał powstać SOR i budynki dydaktyczne. Czym innym jest wybudowanie SOR, a czym innym stawianie pod jego płaszczykiem gigantycznego szpitala w ścisłym centrum miasta. Żadne stosowne analizy zagrożeń, wynikających dla mieszkańców w związku z tą inwestycją (poziomu hałasu, emisji C02, natężenia ruchu, wydolności kanalizacji, gospodarki odpadami, etc.) i jej oddziaływania na środowisko nie zostały wykonane. W miejscu ewentualnego powstania nowego szpitala, w miejscowym planie, nie ma też granicznej linii zabudowy, ani nie jest konieczne przedłożenie oceny oddziaływania na środowisko takiej inwestycji. Nic nie chroni więc mieszkańców. Co więcej, budowa ogromnego szpitala, kosztem wycinki bezcennego drzewostanu to błąd, za który zapłacimy wszyscy. Paradoksalnie – zapłacimy zdrowiem, a może i życiem. Trzeba szukać innych rozwiązań, innej lokalizacji dla tak rozbudowanych obiektów. Poznań ma sporo wciąż terenów zdegradowanych albo po prostu jeszcze niezagospodarowanych. Także w tej okolicy. Jako mieszkańcy Grunwaldu chcemy szpitala miejskiego dla poznaniaków w odpowiedniej lokalizacji – bez korków, smogu, hałasu, niszczenia krajobrazu i dewastacji zieleni.

Jaką radę dałaby Pani o połowę młodszej sobie? 

Patrz na to, co ludzie robią, a nie mówią, że robią, bo słowom czasem łatwo dać się uwieść, a różnica między deklarowanym, a praktykowanym jest zazwyczaj bardzo bolesna. I ufaj swojej intuicji, lub siebie i bądź dla siebie dobra.