Sylwetka | Anna Maria Szymkowiak

 

 
ANNA MARIA SZYMKOWIAK
Prezeska Fundacji Akceptacja, spoleczniczka i aktywistka wyczulona na społeczne potrzeby i sytuację osób zagrożonych społecznym wykluczeniem. Innowatorka społeczna. Koordynatorka i instruktorka Wolontariatu Pierwszej Pomocy. Autorka trzech książek autobiograficznych. Wystąpiła w kilku dokumentach przedstawiających problematykę transpłciowości w polskich realiach. Kocha muzykę i zwierzęta. W jej domu rządzi kotka Laura, a sama relaksuje się w pracy z końmi hodowanymi w sposób naturalny (jej nowa pasja). Otwarta na drugiego człowieka, stale szuka nowych inspiracji dla swoich działań społecznych.
ONEPoznań: “Być kobietą, być kobietą” śpiewała Alicja Majewska…. Jak to jest gdy – mimo tego, że jesteś kobietą – musisz jeszcze udowodnić to światu? Chociażby po to, aby otrzymać dowód osobisty z imieniem Anna.

Anna Maria Szymkowiak: Na pewno czuję się dziwnie, gdy na każdym kroku muszę udowadniać, że zasługuję na miano kobiety. To powoduje pewien stały stan wyzwania. Chciałabym, aby fakt, że jestem kobietą, był naturalnie przyjmowany, ale często – zwłaszcza na początku znajomości – muszę przełamać rezerwę rozmówcy. Jednak im sama pewniej czuję się jako kobieta, tym szybciej tak właśnie jestem odbierana. Najważniejsze jest to, jak sama siebie postrzegam, na ile sama jestem pewna tego, że to kobietą jestem.

Ale przecież nie masz co do tego wątpliwości!


Oczywiście, że nie, ale pewnych ograniczeń wynikających z biologii nie przeskoczę i ten aspekt jest najtrudniejszy. Staram się więc podkreślać w inny sposób to, że mam prawo być kobietą. Niestety, socjalizacja i to, jakie role społeczne przypisane są kobietom i mężczyznom, powodują, że często wytyka się mojemu środowisku, że sobie uzurpujemy prawo do tego, do czego prawa nie mamy. Bo przecież nie urodzę, nie mam miesiączki, nie mam menopauzy ani cellulitu. Tak, nie mam tego, ale też nie mam innych rzeczy, które mają biologiczne kobiety.

Jak wygląda proces tranzycji i gdzie należy się zgłosić, jeśli ma się przypuszczenia, że człowiek ukryty w naszym wnętrzu wcale nie jest tym, którego widzi otoczenie?

Można zgłosić się do naszej fundacji, można też skorzystać z pomocy Fundacji Trans-Fuzja z Warszawy. Generalnie organizacje działające na rzecz społeczności LGBTQIA mają zazwyczaj możliwości wsparcia także dla osób trans. Jeżeli nie chce się korzystać z oferty organizacji, trzeba udać się do seksuologa, który jest lekarzem prowadzącym proces korekty płci. Warto przy rejestracji zapytać, czy lekarz seksuolog ma doświadczenie w pracy z osobami trans, gdyż jest to bardzo ważne. Sam proces tranzycji, tak w telegraficznym skrócie, to diagnoza psychologiczno-seksuologiczna, badania (kariotyp, badania hormonalne, ginekologiczne, urologiczne, okulistyczne) oraz opinia psychiatryczna, która ma wykluczyć zaburzenia psychiczne. W tym okresie większość specjalistów wymaga przejścia tzw “testu realnego życia”, który trwa od 18 do 24 miesięcy. Polega on na tym, że konieczne jest funkcjonowanie, najlepiej non stop, zgodnie z płcią odczuwaną, mając cały czas dokumenty zgodne z płcią biologiczną.

Zatrzymajmy się, nie rozumiem tego. Czy to oznacza, że np. mężczyzna biologiczny, odczuwający płeć kobiecą, jak było w Twoim przypadku, ma teraz funkcjonować jako kobieta w społeczeństwie, które przecież widzi, że nadal jest on mężczyzną, że nie zachodzą w nim żadne hormonalne i fizyczne zmiany? Brzmi to jak jakaś okrutna procedura, której celem jest sprawdzenie jak wiele ośmieszenia i dyskryminacji jest w stanie znieść zainteresowana osoba. Domyślam się, że ta metoda jest przez lata wypróbowywana a więc skuteczna, ale dla mnie – w dużym stopniu – niezrozumiała merytorycznie.

Niestety, takie wymagania stosują diagności. Tłumaczy się to tym, że sędziowie muszą mieć pewność, że osoba występująca o korektę oznaczenia płci, wie co robi. Ja także nie twierdzę, że sprawdzenie tego nie jest ważne. Zgadzam się jednak, że nie powinno to być realizowane w tak radykalny sposób, który na każdym kroku naraża nas na bardzo trudne sytuacje, które – biorąc pod uwagę czas trwania procesu prawnego – mogą trwać wiele miesięcy.

No dobrze, diagnoza zakończona, można wejść na ścieżkę korekty płci…. 

Po zakończeniu diagnozy otrzymuje się zaświadczenie, z którym można złożyć pozew do sądu o prawną korektę. Pozywa się własnych rodziców, a jeśli nie żyją, to kuratorów, o to, że błędnie oznaczyli płeć dziecka po urodzeniu. Proces zazwyczaj trwa wiele miesięcy, gdyż w większości przypadków sędzia kieruje sprawę do biegłego. Jeżeli rodzice współpracują, proces przebiega w miarę spokojnie, natomiast w przypadku rodziców, którzy nie zgadzają się na współpracę, może to doprowadzić do opóźnień, gdyż mogą sztucznie przedłużać proces. Ale i bez tych komplikacji proces korekty trwa tak dwa-trzy lata.

Fundacja Akceptacja wydała właśnie książkę Twojego autorstwa – o procesie prawnej i medycznej korekcie płci. Czy z założenia ma to być przewodnik i wsparcie dla osób transpłciowych? Czy może forma autobiografii bardziej?

To trzecia książka, w której opowiadam o tym, jak odkrywałam siebie i uczyłam się być kobietą. Dwie pierwsze to “Lukrecja w ciele Krzyśka” oraz “Opowieści różnej treści”, najnowsza to “Ostatni?rozdział”.Poprzednie pozycje opowiadają o tym, jak odkrywałam i uczyłamsię bycia kobietą, najnowsza opowiada o samym procesie korekty. Opisuję w niej proces tranzycji. Wszystkie są więc autobiograficzn, ale nie są to poradniki, traktować je można bardziej jako wskazówki, podpowiedzi. Każdy proces korekty płci jest bowiem bardzo indywidualny, podkreślam to w książce bardzo wyraźnie. Opowiadam o tym, jak JA ten proces przechodziłam, jakich wyborów dokonywałam. Nie znaczy to, że inne procesy będą wyglądały podobnie. Natomiast obszerne komentarze i przemyślenia, które wypełniają opisy poszczególnych etapów mojej drogi do kobiecości mogą pomóc zrozumieć złożoność procesu i podjąć odpowiednie decyzje osobom, które o tym myślą.

Kim jesteś z zawodu i czy wraz z Twoją tranzycją, zmianie uległy zmianie także Twoje zainteresowania i działalność zawodowa?

W wyuczonym zawodzie nie pracuję już od wielu lat. Jestem technikiem ochrony środowiska. Czas, gdy zaczęłam odkrywać to, kim jestem, zbiegł się z podjęciem pracy jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Praca ta pozwoliła mi lepiej przejść własny proces, gdyż wymagała skupienia się na potrzebach innych, pokazała mi też jak ważne jest wsparcie dla ludzi w potrzebie. Wchodząc w proces tranzycji założyłam fundację, która stała się moim życiem. Poświęciłam jej całą energię i obecnie to moje główne zajęcie. Wspieramy w niej osoby trans, edukujemy. Wdrożyliśmy też stały specjalistyczny Wolontariat Pierwszej Pomocy, który stał się dla mnie niespodziewanym odkryciem w sobie czegoś, co daje mi niezwykle dużo satysfakcji i spełnienia. Już w lipcu będę uczestniczyła w Kwalifikowanym Kursie Pierwszej Pomocy. Tak więc stałam się społeczniczką na pełen etat (w sumie to na kilka etatów)!

Zmiana płci to zapewne wielka radość i ekscytacja, dla osoby która poddaje się tranzycji, ale – domyślam się – także wielki stres i lęk. Czy towarzyszyły Ci te uczucia i jeśli tak, to czego obawiałaś się najbardziej? Odrzucenia czy choćby niezrozumienia ze strony najbliższych? Samego procesu terapii hormonalnej i operacji? Nowego życia jako kobieta, którego przecież nie znałaś? Czy może jeszcze zupełnie czegoś innego, czego ja – heteroseksualna kobieta nie jestem w stanie nawet sobie wyobrazić?

Małe sprostowanie. Nie mówimy “zmiana”, tylko “korekta”. To najczęstszy błąd, który sama często popełniałam. Nie da się zmienić płci, można ją skorygować, a w ogóle najbardziej podoba mi się słowo “dopasowanie”.

Ale przecież wszystko się zmienia!

Zmienia się wiele, ale są to zmiany przede wszystkim dookoła! Jeżeli o mnie chodzi – nie rozpatruję swojej tranzycji w kategoriach zmiany. Jestem tym samym człowiekiem, czerpię z doświadczeń z przeszłości, nie potrafiłabym się oderwać od tego, co było. Oczywiście są osoby trans, które praktycznie kończą ze starym życiem i zaczynają je zupełnie na nowo. Ja nie uważam, że to dobre rozwiązanie. Tak jak wspominałam wcześniej, nie da się wszystkiego zmienić, więc akceptowanie siebie, tego, kim się było i tego jak siebie postrzegałam wcześniej, pozwala mi dzisiaj lepiej radzić sobie w życiu, bo czerpię w pełni ze wszystkich doświadczeń.

A obawy, o które pytałam?

Na pewno są te o reakcję najblizszych. Ale też o ich bezpieczeństwo, o to, żeby nie zostali z mojego powodu skrzywdzeni, napiętnowani. W moim przypadku na szczęście tak się nie stało, ale były bardzo trudne chwile, momenty, okresy. Zapewne proces odnajdywania się w tej sytuacji w pewnym stopniu będzie trwał cały czas. Czy obawiałam się bycia kobietą? Chyba nie, byłam tak podekscytowana tym, co w sobie odkrywam, że byłam skupiona głównie na chłonięciu tego. Jednak oczywiście obawiałam się, że będę za mało kobieca, nie będę dostatecznie przekonująca jako kobieta, że będę odbierana jako karykatura albo marna namiastka kobiety. Na szczęście miałam koło siebie fajne dziewczyny, które nie bały mi się mówić, co robię źle i wskazywać, jak powinnam się zachowywać.

A cóż takiego mogłabyś robić źle? I co to znaczy “powinnam się zachowywać’? Jako feministka walczę o to, żeby każda kobieta mogła się zachowywać tak, jak ma na to ochotę!

Chodziło mi raczej o sposób ubierania się, ekspresję, emocje, gestykulację. Ja chciałam jak najbardziej wpisać się w ten obraz kobiety, jaki znałam. Oczywiście doskonale Cię rozumiem, że to nie powinno być ważne, nie powinno stanowić o tym, kim jestem, ale ja akurat taką wizję miałam, chciałam podkreślać te właśnie kobiece cechy. Poza tym, niestety, musiałam się nauczyć bycia jak najbardziej kobiecą, by przekonać sąd, że to nie kabaret i przebieranki, tylko moje życie. Ale żeby nie było tak demonicznie, uczyłam się na przykład tego, jak kobiety okazują emocje, jak rozmawiają o różnych intymnych sprawach. Chciałam to pojąć i zrozumieć, by czuć się swobodnie, ale także żeby moje rozmówczynie czuły się swobodnie w rozmowie ze mną

Jesteś z Chodzieży, przeczytałam o Tobie artykuł w lokalnej prasie. To znaczy, że swoją tranzycję celowo uczyniłaś, z jakichś powodów, publiczną?

Generalnie tak, chociaż akurat to, o czym wspominasz miało inny cel. Wróciłam do Chodzieży jako kobieta. Gdy mama odeszła, musiałam zająć się ojcem. Opiekowałam się nim jego do śmierci, 14 miesięcy. Byłam w małym mieście i wiedziałam, że albo ludzie zaczną sobie tworzyć własne wizje tego co się wydarzyło, albo dostarczę im wiedzy sama. Postawiłam więc na otwartość, na rzetelność, chciałam tym ludziom, z których wielu mnie znało, pokazać, że nie jestem stuknięta, że robię to zupełnie świadomie. Ale też, że to mój wybór i że nie ulegnę żadnym naciskom, żebym dała sobie spokój. Po prostu postawiłam ich przed faktem.

Kim jest Ania z którą rozmawiam? Czego może nauczyć inne kobiety i czego pragnęłaby się od nich nauczyć?

Kim jestem teraz? Na pewno jestem skuteczna.

Kobieta sukcesu?



Czy jestem już kobietą sukcesu? Hm, zapewne w jakiejś mierze tak. Nauczyłam się konsekwencji, ale też zadaniowości. Gdybym jednak teraz miała powiedzieć, co chciałabym od Was, innych kobiet, usłyszeć to przede wszystkim to, że jestem jedną z Was, że nie macie przede mną oporów. Chciałabym mieć pewność, że wspólne korzystanie z toalety, z szatni, noclegu, nie jest dla Was czymś niestosownym, że moja, jednak nadal w pewnym stopniu męska biologia, nie powoduje, że nie możecie traktować mnie jak jednej z Was. A ja z kolei mam coś, z czym bardzo chętnie z Wami się podzielę. Korzystam bowiem w pełni z obu pierwiastków, jakie wszystkie mamy w sobie. W każdej z nas jest trochę mężczyzny i trochę kobiety. Ja musiałam nauczyć się bycia kobietą, ale nie zapomniałam korzyści z bycia facetem. Wiem, co mi to daje, więc mogę Wam pokazać, że warto poszukać w sobie tego męskiego pierwiastka i korzystać z niego. Tak, mogę to potwierdzić, faceci myślą i działają inaczej. Często to wykorzystują w konfrontacji z kobietami (sama tak robiłam), więc dlaczego nie miałybyśmy też tego robić?

Ależ Aniu, czy nie lepiej, zamiast poznawać wzajemne metody na to jak się wzajemnie “wykorzystywać w konfrontacji”, skupić się na tym, żeby jednak bariery między kobietami a mężczyznami (i towarzyszące im nierówności) niwelować, a nie wzmacniać?!

Może to trochę źle ujęłam. Przede wszystkim chodziło mi o umiejętność wykorzystania męskich pierwiastków tkwiących w nas kobietach, natomiast mówiąc o konfrontacji miałam na myśli sytuację,w której doświadczamy przeszkód, dyskryminacji ze strony mężczyzn, czy po prostu lekceważenia lub niezrozumienia. Chciałabym aby kobiety umiały wykorzystać wszystkie zasoby, jakie mają, a zazwyczaj nie używają ich.

Jesteś prezeską Fundacji Akceptacja. Opowiedz o Waszej działalności pod kątem wspierania osób, które przechodzą tę samą drogę, którą Ty już masz za sobą.

Przede wszystkim tworzymy ciągle bazę przyjaznych specjalistów, których sprawdzamy i rekomendujemy. Dla osób trans w trudnej sytuacji finansowej jesteśmy w stanie zrobić pełną diagnozę psychologiczno-seksuologiczą, mamy wsparcie prawne, prowadzimy konsultacje psychologiczne. Ważnym obszarem naszego działania jest także edukacja. Spotykamy się ze studentami, prowadzimy szkolenia dla różnych instytucji, a od maja rozpoczęliśmy wdrażać innowację społeczną w temacie wsparcia na rynku pracy dla młodych osób trans. Chcemy też pracować nad stworzeniem systemu pieczy zastępczej dla młodych osób trans, które zostają wyrzucone z domu po coming oucie. System wsparcia społecznego, czy to hostele, czy pogotowia społeczne, nie są w żaden sposób przystosowane do wsparcia osób trans. Jest to ważny obszar, którym planujemy się zająć w najbliższej przyszłości.

Co jest największym problemem środowiska LGBT w Polsce?

Różne potrzeby, konkurencja, brak współpracy. Może to dziwne, ale najwięcej złego spotkało mnie ze strony środowiska LGBT. Zawiść, pomówienia, oszczerstwa, podważanie moich kompetencji. Ja nie ukrywam, że jestem apodyktyczna, że mam swoje sposoby działania i swoje wizje, nie zawsze pasujące innym działaczom. Problemem jest też to,że jak już się jest osobą taką jak ja, publiczną, działaczką, która jest widoczna, to ciągle słyszy się, że skoro reprezentuję środowisko, to muszę spełniać jego potrzeby. Tylko, że ja nie reprezentuję nikogo poza sobą. Dodatkowo, społeczność jest tak zróżnicowana, że nawet nie ma szansy, by zadowolić wszystkich zainteresowanych, więc ciągle słyszę, że tego czy tamtego powinnam nie robić, albo że powinnam była zrobić jeszcze inaczej, albo nie powinnam była czegoś mówić….I tak niestety wygląda społeczność LGBTQIA. Oczywiście są też wspaniałe przykłady współpracy i szanowania innych opcji, innych wizji. I na szczęście ich także doświadczyłam, dzięki czemu moja wiara w społeczność LGBTQIA całkiem jeszcze nie upadła.

foto Agata Oleynova

Czym jest planowany przez Ciebie cykl spotkań “Na ławeczce o zdrowiu”? Jakiego rodzaju projekty planujesz jeszcze w najbliższym czasie?

“Na ławeczce o zdrowiu” to propozycja realizowana w ramach naszego Wolontariatu Pierwszej Pomocy, ukierunkowana na aktywizację społeczności lokalnej mieszkającej w pobliżu naszej siedziby (Zawady). Nasz Wolontariat to nie tylko kursy pierwszej pomocy, ale także społeczny system wsparcia ratownictwa medycznego, mamy sprzęt do ratowania życia i umiemy to robić. I o tym chcemy powiedzieć mieszkańcom. Praniemy to zrobić w atrakcyjnej formie otwartego spotkania, w trakcie którego będzie można porozmawiać z lekarzem, zmierzyć ciśnienie, zobaczyć jak się sprawdza poziom cukru, nauczyć się prawidłowo uciskać klatkę piersiową, zobaczyć jak działa defibrylator AED, a dla dzieci przygotowane będą konkursy z nagrodami. Mamy nadzieję, że to wydarzenie stanie się cyklicznym stałym spotkaniem,w które zaangażują się też inne organizacje prowadzące działania prozdrowotne.

W okresie letnim przeprowadzimy też trzy dwudniowe kursy pierwszej pomocy dla wolontariuszy i młodzieży, których tematem przewodnim będzie rozpoznawanie i udzielanie pomocy w przypadku zatrucia lub przedawkowania alkoholu, psychotropów, leków, narkotyków.

Natomiast wynikiem naszego spotkania ze studentami, podczas którego prezentowane były dokumenty o transpłciowości, być może stanie się cykl “Porozmawiajmy o transpłciowości”. Ciągle mamy bardzo dużo do zrobienia!

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiała Agata Grenda