SYLWETKA | Edyta Łukaszewska

 

EDYTA ŁUKASZEWSKA

Absolwentka Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie na wydziale aktorskim. Od 2002 roku jest w zespole Teatru Nowego w Poznaniu, chociaż współpracowała z wieloma teatrami w Polsce, m.in.: Teatre Polskim we Wrocławiu, Teatrem Dramatycznym w Warszawie, Teatrem na Woli w Warszawie, Teatrem Polskim w Poznaniu .
Zadebiutowała w  Teatrze Polskim we Wrocławiu rolą  Grety w „Przemianie” F. Kafki w reż. Zbigniewa Brzozy. Pracowała u takich reżyserów jak: Eugeniusz Korin, Krystyna Janda, Waldemar Śmigasiewicz, Mikołaj Grabowski, Janusz Wiśniewski, Krzysztof Babicki, Michał Siegoczyński, Magda Miklasz, Marcin Wierzchowski, Jerzy Satanowski, Piotr Cieślak, Lena Frankiewicz, Grażyna Kania, Cezi Studniak, Agata Duda -Gracz . Zagrała 18 głównych ról i wiele innych ról drugoplanowych oraz epizodów. Na Festiwalu Piosenki Aktorskiej w 1998 roku zajęła Trzecie Miejsce i  otrzymała specjalną nagrodę Gazety Wyborczej, Zaiksu i ZASP-u za osobowośc sceniczną i najlepszą interpretację piosenki polskiej . W 2017 w grudniu, na jednym z najważniejszych festiwali teatralnych w Polsce „Boska Komedia” w Krakowie nagrodzona została za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą w spektaklu „Będzie Pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu  we wsi Kamyk” Agaty Dudy-Gracz.  W kwietniu 2018 r. jury Festiwalu Wspólczesnej Dramaturgii Węgierskiej DESZKA spośród 36 spektakli festiwalowych wyróżniło trzy, w tym „Porno” – monodramu Edyty Łukaszewskiej. Edyta Łukaszewska zagrała także w filmach:Musisz żyć” w reż. K. Szołajskiego, „Małżowinie” w reż. W. Smarzowskiego, „O dwóch takich, co nic nie ukradli” w reż. Ł. Wylężałka, „Pogodzie na jutro” w reż: Jerzego Stuhra, „Tulipanach”  w reż: Jacek Borcucha,  „Policjantach” reż: Łukasz Wylężałek .Oglądać ją było można także w serialach: „M jak miłość”, „Kasia i Tomek”, „Mrok”, „Wydział zabójstw”, ”Na Wspólnej”, „Ucho Prezesa”.

ONEPoznań: Edyto, jesteś już 16 lat w zespole aktorskim Teatru Nowego. Przez ten czas zdobyłaś nie tylko uznanie publiczności ale i wiele nagród. Zanim jednak porozmawiamy o Twojej aktorskiej drodze, powiedz skąd pochodzisz, bo wiem, że nie z Wielkopolski.

Edyta Łukaszewska: Pochodzę z Mazur i na pewno wrócę tam na starość na moją ziemię „Natura 2000”, gdzie jest rezerwat ptaków i moje wspomnienia z dzieciństwa, ale na tę chwilę Poznań jest miejscem, w którym najdłużej mieszkam.

A jaki jest Poznań? Czy to miasto jest dla Ciebie serdeczne? O poznaniakach mówi się, że nie lubią „obcych” i każdego, kto z Poznania nie pochodzi (najlepiej od wielu pokoleń) traktują nieco protekcjonalnie. A może to tylko krzywdzące stereotypy?

Poznań mnie sobie wybrał . Pierwszy raz w byłam tu  na Festiwalu Piosenki  „Zaduszki” w Teatrze Nowym i go wygrałam. Miałam w tedy 18 lat. Kupiłam sobie kozaki w okrąglaku!  Mirosław Czyżykiewicz był przewodniczącym komisji, a ja jego fanką. Krystyna Feldman przytuliła mnie na korytarzu, wcześniej oglądałam ją tylko w telewizji, to było dla mnie ogromne przeżycie! Miałam mnóstwo przyjemnych wspomnień z Poznania, być może chciałam powtórzyć to miłe doświadczenie. Dziewięć lat później  do Teatru Nowego dostałam się pisząc list. Właściwie to napisał mi go Robert Gonera, a ja obiecałam mu, że zostawię ten list w Teatrze Nowym. Zostawiłam w sobotę, a w poniedziałek zadzwonił do mnie osobiście Eugeniusz Korin – czyli wszystko wskazuje na to , że ja po prostu miałam być w tym teatrze (śmiech). Ś.P. Halina Skoczyńska też jest zaplątana w tę moją przygodę poznańską, bo zwierzyła mi się, że rozmawiali z Dyr. Korinem na mój temat i Halinka polecała mnie bardzo, a więc wszystkie warunki złożyły się na to, żebym tutaj wylądowała.

Teatr Nowy, “Porno”, reż. C. Studniak

A jaki jest Poznań dzisiaj?

Lubię Poznań. Czuję się tutaj bezpiecznie. Mam swoje drogi rowerowe i spacerowe. Poznań jest zielony i kompaktowy – taki w sam raz dla mnie. Ma tę swoją, miejscami zapyziałą, a miejscami niezwykle rewolucyjną twarz. I wszystko się to łączy w całość, która mnie przyciąga.

Znamy się już wiele lat i wiem, że jesteś barwną i silną osobowością. Mam ochotę powiedzieć: feministka!  🙂

Często spotykam  się z kobietami, które negatywnie odbierają ten termin, nie czują się feministkami i nie chciałyby być tak nazywane.

Czy jesteś jedną z nich?

Nie, nie jestem. Wiesz, przy pracy nad serialem teatralnym „Jeżyce Story” poznałam, a potem grałam niezwykłą kobietę – Lucynę Marzec. To jedna z nielicznych kobiet, która bez kokieterii, tłumaczenia się, mówi o sobie, że jest feministką.

Teatr Nowy, “Porno”, reż. C. Studniak

Moment, moment…co to jest „serial teatralny”? Wytłumacz czytelnikom, którzy seriale kojarzą jedynie ze szklanym ekranem telewizora bądź laptopa. I co to znaczy, że „zagrałaś” dr Lucynę Marzec?

Marcin Wierzchowski – reżyser teatralny i Roman Pawłowski – krytyk teatralny, a obecnie także kierownik działu programowego w TR Warszawa, zaproponowali zespołowi Teatru Nowego wyjątkową konwencję serialu czteroodcinkowego, niespotykaną w teatrze. Jego bohaterami mieli być ludzie mieszkający na Jeżycach, w dzielnicy, gdzie mieści się również nasz teatr. Polegało to na tym, że Marcin i Roman, razem z nami, poszukiwali bohaterów tego serialu, a  aktorzy, którzy z zgodzili się brać udział w tym projekcie, robili z nimi wywiady. Potem na podstawie tych wywiadów i obranego tematu Roman pisał scenariusz, a my formowaliśmy go wraz z Marcinem.

Jedną z moich upatrzonych bohaterek była Lucyna Marzec – badaczka literatury, redaktorka, absolwentka polonistyki na UAM i gender studies w IBL PAN. Od kilku lat organizuje spacery po Poznaniu śladami kobiet związanych z miastem i regionem Wielkopolski – te spacery nazywają się „AntyJeżycjada” – miałam zaszczyt być na jednym z nich z Lucyną i to była uczta wiedzy o pisarkach i Jeżycach. Polecam wszystkim, którzy chcą usłyszeć opowieści o Jeżycach opowiedziane z niezwykłą, urokliwą swadą, z kobiecej perspektywy. Po pierwszym spotkaniu z Lucyną poprosiłam ją, żeby została moją bohaterką. Miała opory, ale się zgodziła.

Czy dobrze rozumiem zatem, że to dzięki Lucynie zaczęłaś bardziej ten swój feminizm nazywać i mu się przyglądać?

Lucyna jest przykładem feministki, z którą się utożsamiam. Mojemu feminizmowi  przyglądam się od chwili, kiedy w  wieku 18 lat statystowałam w Teatrze Jaracza w Olsztynie, a jeden z aktorów klepnął mnie w tyłek. Nie pozostałam mu dłużna!

Feminizm jest dla mnie drogą – długą, często niebezpieczną. Drogą do wolności dla kobiet. Wolności słowa, kształcenia się, pracy na wysokich stanowiskach, szansy rozwoju na poziomie zawodowym i osobistym. Mam wielki szacunek dla kobiet, które utorowały mi tę drogę. Kłaniam się pierwszym buntom kobiet, które nie akceptowały roli niewolnicy mężczyzny – płochliwej, cnotliwej panny, bez praw wyborczych nawet! Dzięki tym pierwszym buntowniczkom przeciwko anachronicznemu traktowaniu kobiet jako gorszego gatunku ludzkiego, mogę swobodnie wyrażać siebie. Nie tylko jako kobieta, bo de facto mogę zapomnieć o swojej płci, rozwijać w sobie człowieka, który podejmuje wyzwania nie zważając na to czy jest kobietą czy mężczyzną.  Marzy mi się, żeby w słowie feminizm było  miejsce  dla wszystkim ludzi, bez względu na płeć. Żeby był on przestrzenią, w której akceptujemy naszą różnorodność i wykorzystujemy ją do kreowania świata przyjaznego dla mężczyzn i kobiet. Pragnęłabym, żeby feminizm przestał kojarzyć się z łatką kobiet nieatrakcyjnych  wkurzonych na mężczyzn, którą  zdarza się, że przypinają  mu nie tylko mężczyzni, ale również kobiety. Marzy mi się feminizm z  ludźmi świadomymi swojego piękna i mądrości, w dialogu ze sobą i innymi.

Naprawdę możesz zapomnieć o swojej kobiecej płci w dzisiejszym świecie i realizować się po prostu jako „człowiek”?  Trochę Ci nie wierzę….

Ja nic nie chcę Ci udowadniać (śmiech). Znudziłam się sobie wiele lat temu, kiedy zaczęłam zauważać u siebie – przez zajmowanie się niesprawiedliwością świata wobec kobiet – zgorzkniałość i wieczne niezadowolenie, bo nie podobał mi się patriarchalny porządek. Ja bym go nazwała światem z perspektywy płci kobiecej. Przekierowałam uwagę na zrozumienie kim jestem, co chcę robić w życiu i co mogę zrobić, a czego z pewnością nie zrobię, choćby opinia środowiska, w którym żyję do tego mnie zmuszała. Nie mam zaufania do masy, grup zrzeszonych lub nie zrzeszonych.

Mam zaufanie do indywidualnego rozwoju, pracy nad sobą, świadomości tego, że żyjemy w świecie, w którym zależymy od siebie. Jesteśmy powiązani i krzywdząc ludzi krzywdzimy siebie. W krótkim wywiadzie trudno to wytłumaczyć….

Ja widzę tutaj bardzo buddyjską perspektywę. Jesteś buddystką i nie ukrywasz swojego wyznania

Tak, ale to co próbuję tutaj powiedzieć, to to, że rozwijanie mojego zaufania do siebie  jest w tym momencie dla mnie na pierwszym miejscu. Buduję swoją wartość myśląc o innych, ale też nie zapominając o sobie samej –  jestem człowiekiem. Nie odrzucam tego, że jestem kobietą tylko akceptuję to, że jestem nią i dzięki temu różnię się od człowieka – mężczyzny. Jednak na poziomie ludzkim jesteśmy podobni, chcemy kochać i być kochani. Jeśli jestem zagrożona z powodu płci, wyrażam opinie na ten temat. Kobiety też potrafią być dla siebie okrutne i pogłębiać szowinistyczne zachowania mężczyzn, nie stając w obronie innej kobiety. Jestem daleka od stawiania gotowych tez lub rozwiązań. Przyglądam się sobie, swoim zachowaniom, które też są dla mnie dalekie od ideału. Jesteśmy sobie potrzebni nawzajem. Jak to zrobić, żeby te relacje były zdrowe? Powstało wiele książek na ten temat. Ja zaczęłam od siebie i widzę jaka długa droga jeszcze przede mną, możliwe, że nigdy się nie skończy .

Czy odczułaś kiedykolwiek dyskryminację ze względu na wyznanie?

Jestem na buddyjskiej drodze tybetańskiego odłamu Karma Kagyu. Na drodze, bo jest to dla mnie proces, doświadczanie, praktykowanie – z moją wątpliwą dyscypliną – metody, która ma więcej niż 2 i pół tysiąca lat i jej przekaz zawsze był w zgodzie z nauką.

Mam poczucie, że duchowość jest tak delikatną materią która tkana może być tylko w cichym dialogu pomiędzy tym, co nienazwane (i nie mam potrzeby tego nazywać albo przyzwyczajać się tylko do jednej nazwy) i pomiędzy  przeżywającym, praktykującym, bądź wierzącym.

Nie odczuwam problemu, że żyję w kraju, gdzie większość ludzi przyznaje się do wiary katolickiej. Szanuję to i wiem, że Konstytucja zapewnia mi na ten moment ochronę. Mnie,  czyli mniejszości religijnej. Dla mnie to podstawa poczucia wolności.

Ja nie jestem taką optymistką jak Ty.

Oczywiście martwi mnie kiedy ktoś ogranicza moją wolność w imieniu religii, która w większości przypadków opowiada tak wiele o miłości i tolerancji. Wolałabym, żeby w demokracji decydowało prawo, a nie kościół, czy religia, bo w moim poczuciu religia jest sprawą ducha, a nie systemu. Interesuję się polityką w momencie wyborów, staram się być na bieżąco, ale nie jestem ekspertem i często gubię się w jej zawiłościach, czując bezsilność i mały wpływ na losy kraju. Czuję się w obowiązku chodzenia na wybory, mam dług wobec ludzi, którzy walczyli o demokrację, wolność słowa i Konstytucję obowiązującą obecnie w Polsce.  A do spraw wiary innych nie wtrącam się, bo to przestrzeń dla mnie zbyt delikatna i osobista i nikt nie powinien w nią ingerować ani narzucać – dla mnie to jest wolność istnienia

Edyto, ale może właśnie dlatego te wolności są nam ograniczane bo o nie nie walczymy, tak jak nasze babki 100 lat temu?! Dlaczego polityką interesujesz się tylko podczas wyborów? Ja widziałabym Ciebie np. w roli radnej miejskiej. Masz siłę, charyzmę, jasne treści do przekazania. Może powinnaś wystartować w jesiennych wyborach samorządowych? 🙂

Mam wrażenie, że my kobiety walczymy o naszą wolność zaangażowaniem w społeczne działalności.  Ja osobiście nie rozumiem polityki. Jest dla mnie za mało przejrzysta. Wolę się wypowiadać jako artystka. Obserwuję co się dzieje i wyrabiam sobie swoje własne zdanie. Z moich obserwacji wynika, że wolność jest właściwie zawsze zagrożona i nieustannie o nią trzeba walczyć, chociaż chciałoby się pojechać na wakacje ze swoją ukochaną osobą i żyć na tych wakacjach długo i szczęśliwie. Ludzka postawa, oparta na uczciwości i konsekwencji jest bardzo ważna, ale tak niewielu z nas jest w stanie jej sprostać.

Moim ostatnim projektem „zaangażowanym”, finansowanym przez Węgierski Instytut Kultury w Warszawie, był spektakl  „Porno. Kiedy władza decyduje o tym kim jesteś” w reż. Ceziego Studniaka, który to projekt zaakceptował dyr. Piotr Kruszczyński, a następnie wprowadził ten spektakl do repertuaru. Miałam wielką potrzebę wypowiedzi teatralnej. Mojego wglądu w sytuację społeczną. Bohaterka – kobieta nie interesująca się polityką, wręcz ignorująca sytuację polityczną, zostaje wciągnięta w samo jej jądro. Nie chcę za dużo opowiadać. Zapraszam na przedstawienie w naszym teatrze .

Z Andrasem Visky, autorem “Porno”.

I właśnie o tych zawiłościach ludzkich wyborów lubisz opowiadać w teatrze?

Teraz jestem w trakcie procesu tworzenia przedstawienia o miłości z Dagą Gregorowicz – współzałożycielką zespołu DAGADANA i Alisą Makarenko – tancerką i choreografką.  Próbujemy zrozumieć co to jest  miłość i jakie ma dla nas znaczenie.

W miłości jest niezwykła moc. To w niej, w moim przekonaniu, należy szukać rozwiązań i nią się zajmować. Jesteśmy wielowymiarowi i nasze ludzkie problemy od – nie mającego początku czasu – mnożą się i komplikują. Trudno dociec prawdy na wielu płaszczyznach.

W sztuce zaś. dopóki mogę i czuję, że mam coś do powiedzenia, będę używać swojej siły i charyzmy. Politykę zostawiam więc tym, którzy ją rozumieją  i wiedzą jak politycznych narzędzi używać, żeby działały dla korzyści społeczeństwa. Ja działam na polu sztuki i edukacji i tam czuje się na swoim miejscu.

Twórcy “Porno” w Teatrze Nowym. Pierwszy z lewej: Cezi Studniak, reżyser

A jak równouprawnienie wygląda w teatrze? Czy bycie aktorką różni się czymkolwiek od bycia aktorem w zakresie ofert pracy, dostępnych ról?

Cóż, w wieku 30 lat dowiedziałam się, że wchodzę w czas, kiedy trudno będzie mi dostać rolę. Na szczęście nie sprawdziło się to w moim wypadku. Mimo to, kobiety miały i mają trudniej w naszej aktorskiej branży. Jest mniej ról i szybciej kończy się szansa na zaistnienie na scenie lub w filmie. Pracuję również jako lektorka i niestety tutaj również panowie mają więcej pracy – nie mam pojęcia na czym to polega.

Ale przecież to nie ma sensu. Na świecie są ludzie w każdym wieku i każdej płci – czyż  w teatrze nie pokazuje się całej różnorodności świata, tylko jakiś jego wycinek? A może to wynika stąd, że większość sztuk na świecie napisali jednak mężczyźni? A może postać dojrzałej kobiety nie jest „teatralnie atrakcyjna” w tym patriarchalnym świecie?!

W teatrze świat opowiadają ci, którzy dostają możliwość wypowiedzenia się i to jest tylko wycinek postrzegania świata osoby, która ten świat buduje. Z perspektywy moich doświadczeń opowiedzieć o swoim świecie komunikatywnie, jasno i jednocześnie emocjonalnie i osobiście jest bardzo trudno.

Moim zdaniem kobiety dojrzałe są bardzo atrakcyjne, ale to zdanie subiektywne, bo ja jestem taką kobietą . Jestem na najwyższych obrotach w życiu osobistym i zawodowym. Znam siebie lepiej i mam wrażenie, że teraz w moim dojrzałym wieku czerpię z życia  garściami . Jest mnóstwo tekstów dla kobiet,  pytanie, czy dyrektorzy i reżyserzy, reżyserki będą sięgać po nie  częściej niż zwykle.

Na szczęście – z moich obserwacji  na przestrzeni 20 lat wynika, że jest  coraz więcej możliwości dla aktorek w drugiej połowie życia,  powstaje więcej tekstów dla kobiet i coraz więcej jest kobiet reżyserek, które są doceniane i nagradzane – i ta tendencja rośnie. Mam nadzieję, że są to optymistyczne prognozy na przyszłość i że ta „moda na kobiety” – bohaterki w różnych konwencjach artystycznych będzie się rozwijała i pomnażała możliwości rozwoju i liczby ofert pracy dla  aktorek. A Kobiety po 40-stce , czy 50-tce nie będą musiały grać zgnuśniałych żon i staruszek, chyba, że będą miały na to ochotę . Ja jestem po 40 stce i czuję się w pełni życia i wigoru, gotowa na prawie wszystko 😉

Prawie?

Nie poszłabym na wojnę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agata Grenda