Sylwetki

 

MAGDA SZEWCIÓW

Sylwetka | MAGDA SZEWCIÓW

ONEPoznań: Kiedy patrzę na Twoją działalność, niewyczerpaną energię, podróże po Polsce, mam wrażenie, że jesteś uosobieniem współczesnej siłaczki. Jesteś animatorką, moderatorką design thinking, trenerką antydyskryminacyjną oraz trenerką samoobrony i asertywności dla kobiet WenDo. Angażujesz się w liczne projekty. Studiowałaś w Cieszynie (animacja społeczno-kulturalna) i w Krakowie (Podyplomowe Muzealnicze Studia Kuratorskie na UJ). Jak się znalazłaś i odnalazłaś w Poznaniu?

Magda Szewciów: Lubię ruch i przemieszczanie się, dlatego może moje życie wygląda jak ciągła migracja z jednego miejsca w drugie. Do Poznania przyjechałam po studiach i tak już zostało, polubiłam to miasto. Wcześniej tylko bywałam w Poznaniu, biorąc na przykład udział w szkoleniach organizowanych przez Stowarzyszenie Kobiet Konsola. Pochodzę z Lewina Brzeskiego, takiego małego miasteczka pod Opolem.

W Poznaniu mieszkam od prawie 12 lat, jest to miejsce do którego wracam choć niekoniecznie czuję się, że jestem „z Poznania”. Przyznam, że dużo czerpię ze swojego doświadczenia migracyjnego „do miasta” w kontekście szeroko pojętej dostępności a także symbolu miasta jako źródła stereotypów i uprzedzeń w naszym społeczeństwie. Myślę więc, że nie tyle odnalazłam się w Poznaniu, co odnajduję w mieście-miejscu pełnym bodźców i możliwości rozwoju dla mnie.

Czytaj dalej >>>

 

 
AGNIESZKA DOMAŃSKA

Sylwetka | AGNIESZKA DOMAŃSKA

ONE POZNAŃ: Po co nam, kobietom, moda? Zdaję sobie sprawę, że pytanie to może wydać się niemądre, ale czasami myślę po prostu, że moda, zamiast dodawać nam skrzydeł, ogranicza nas, nakazuje, mówi co w tym sezonie modne itd. I jeszcze każe sobie za to słono płacić.

Agnieszka Domańska: Moda ma nam sluzyc. Ma nas cieszyć. Wierzę w modę, która służy, a nie zniewala. Traktuję ją jako środek osobistego, twórczego wyrazu. Ja bardzo lubię gdy moda dodaje uroku, kobiecości. Lubię gdy to co noszę jest inspiracją dla innych, do poszukiwania wlasnego stylu. Nie jestem niewolnikiem trendów, swoje klientki zachęcam do poszukiwania swojego stylu. Towarzyszę im w tej drodze. Takiego stylu, który odzwierciedla ich dusze, ktory zostaje z nimi na lata, ewoluuje wraz z nimi. Uczę je bawić się modą.

Czytaj dalej >>>

 
ULA KIJAK

Sylwetka | ULA KIJAK

ONE POZNAN: Gdy zbierałam informacje na Twój temat powiedziałaś mi, że mimo iż urodziłaś się w Warszawie, nie znosisz tego miasta. Jestem tym zadziwiona, bo nie tylko studiowałaś, zrobiłaś doktorat i pracowałaś w Warszawie, ale to przecież naturalne miejsce dla osób działających w branży kultury, które chcą zrobić karierę. A Ty, silny kobiecy głos w teatrze, mieszkasz od 10 lat w “mieszczańskim” Poznaniu. Nic z tego nie rozumiem.

Ula Kijak: Wydaje mi się, że jeśli chodzi o sztukę i decyzje innych ludzi dotyczące ich życia – nie wszystko da się  zrozumieć. Ale rzeczywiście, sama siebie czasami nie rozumiem. Może ja podświadomie nie chcę zrobić kariery? (śmiech) Mieszkam w Poznaniu trochę dlatego, że tak wyszło. Ale faktem jest też, że zasysanie “osób działających w branży kultury” przez Warszawę i Kraków pozbawia pozostałe miejsca żywej kultury. A nas – twórczynie i twórców – pozbawia kontaktu z życiem innym niż wielkomiejskie, zamyka nas wewnątrz środowiska, które kotłuje się wokół bliżej niezidentyfikowanego centrum. Wolę obrzeża i peryferie.

Nie lubię Warszawy prawdopodobnie przede wszystkim ze względu na poziom hałasu i tempo obowiązujące na ulicy, zagęszczenie ludzi i stresu oraz odległości, które codziennie trzeba pokonywać. Dla osoby nadwrażliwej na bodźce i cierpiącej na pewnego rodzaju “ADHD umysłowe” Warszawa jest trochę jak ciągły amfetaminowy haj.

Czytaj dalej >>>

 
JOANNA JAŚKOWIAK

Sylwetka | JOANNA JAŚKOWIAK

ONE POZNAN: Spotykamy się w stulecie uzyskania praw wyborczych przez kobiety. Porozmawiajmy więc o nich.  Zacznijmy od Twoich własnych doświadczeń. Jaka jest różnica między posiadaniem syna i córki, a jaka między byciem matką a babką?

JOANNA JAŚKOWIAK: Nie miałam możliwości skonfrontowania wychowywania syna i córki, bo los obdarzył mnie tylko synem. Ubolewałam zawsze, że miałam mniejszą frajdę przy kupowaniu ubranek. Wydaje mi się, że wychowanie dziewczynki jest dużo bardziej ciekawe. No i te wszystkie tzw. kobiece sprawy: falbanki, kapelusze, malowanie paznokci (śmiech). Ale to też u mnie chyba wynika z różnicy między byciem matką i byciem babcią. Bo matka musi wychowywać…

Czytaj dalej >>>

 
KATARZYNA GROCHAL

Sylwetka | KATARZYNA GROCHAL

ONEPoznan: Pracujesz dla zagranicznego koncernu, nadzorujesz pracę 60 osób. Czym dokładnie się zajmujesz?

Katarzyna Grochal: Jestem managerem w branży spożywczej, to świat marketów, dyskontów i handlu tradycyjnego. W skrócie – moją rolą jest zarządzanie produktem oraz budowanie relacji biznesowych z klientami. W tej branży zdecydowanie więcej jest kobiet, ale niestety tylko na najniższych stanowiskach, im wyżej, tym ten świat robi się bardziej męski.

Czytaj dalej >>>

 
JUSTYNA TOMCZAK – BOCZKO

Sylwetka | JUSTYNA TOMCZAK-BOCZKO

ONEPoznań: Opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym wymaga wiele czasu, uporu i nakładów finansowych. Wiele matek (czy ojców) rezygnuje z pracy zawodowej. Masz córkę Polę, a w roku 2011 urodziłaś synka, Jeremiego, który przed urodzeniem zaraził się wirusem cytomegalii. Przez to cierpi na małogłowie i kilka innych poważnych schorzeń. Jak łączysz opiekę nad dziećmi z pracą, pasją i zaangażowaniem społecznym? Jesteś chyba Supermatką!

Justyna Tomczak-Boczko: Nie jestem Supermatką, jestem ZM – zmęczoną matką. Jak łączę te wszystkie role, które dane mi zagrać? Z trudnością i dużą pomocą męża Borysa. Dużo też zawdzięczamy poznańskim stowarzyszeniom Potrafię Więcej i Na Tak, oraz opiekunkom. Po urodzeniu Jeremka przez dwa lata (…)

Czytaj dalej >>>

 
EDYTA ŁUKASZEWSKA

Sylwetka | EDYTA ŁUKASZEWSKA

ONEPoznań: Edyto, jesteś już 16 lat w zespole aktorskim Teatru Nowego. Przez ten czas zdobyłaś nie tylko uznanie publiczności ale i wiele nagród. Zanim jednak porozmawiamy o Twojej aktorskiej drodze, powiedz skąd pochodzisz, bo wiem, że nie z Wielkopolski.

Edyta Łukaszewska: Pochodzę z Mazur i na pewno wrócę tam na starość na moją ziemię „Natura 2000”, gdzie jest rezerwat ptaków i moje wspomnienia z dzieciństwa, ale na tę chwilę Poznań jest miejscem, w którym najdłużej mieszkam.

A jaki jest Poznań? Czy to miasto jest dla Ciebie serdeczne? (…)

Czytaj dalej >>>

 
BEATA STRZYŻOWSKA

Sylwetka | BEATA STRZYŻOWSKA

ONEPoznań: Gdy zaprosiłam Cię do wywiadu powiedziałaś: ale pamiętaj, ja mam problem z feministkami! Na czym on miałby polegać? Przecież pomagasz kobietom, walczysz o ich prawa, także w sądzie, jesteś pracującą matką…

Beata Strzyżowska: Uwielbiam być kobieta, jednak nie lubię udowadniania wyższości kobiet nad mężczyznami na siłę i konfrontacyjnego wywyższania ich praw. Nie podoba mi się logarytmiczne wprowadzanie sztucznych parytetów….

Czytaj dalej >>>

 
KATARZYNA WALA

Sylwetka | KATARZYNA WALA

ONEPoznań: Sto lat temu nasze prababki wywalczyły prawa wyborcze. To był długi proces, a jego częścią było wyzwolenie kobiet poprzez wolność poruszania się – na przykład na rowerze. Bloomerki – angielskie słowo (po polsku „reformy”), to nazwa Waszej grupy ale i elementy dawnego ubioru damskiego. Czym są bloomerki tak dokładnie, kto nosił bloomerki i dlaczego?

Katarzyna Wala: Bloomerki to są pierwsze spodnie jakie nosiły kobiety w połowie XIX wieku. Ich nazwa pochodzi od Amelii Bloomer, redaktorki, aktywistki, która na łamach swojego czasopisma „The Lily” propagowała noszenie bloomersów a właściwie całego kostiumu, na który składały się spodnie do kostek i sukienka do kolan. Kobiety, które nosiły ten strój określano bloomerkami. Kostium wymyśliła Elibabeth Smith Miller zainspiorwana strojem tureckich kobiet. Był on alternatywą do ciężkich sukien utrudniajacyh poruszanie się. Niestety aktywistki szybko zrezygnowały z noszenia bloomerek ze względu na presję społeczną. Ich kostium był wyśmiewany na ulicach, a noszące go kobiety były wypraszane z różnych instytucji, były bohaterkami licznych karykatur i żartów. Sama Amelia Bloomer zrezygnowała z noszenia spodni, tłumaczyła to tym, że bloomerki odciagają uwagę od innych ważnych tematów, o które walczyły wówczas sufrażystki.

Czytaj dalej >>>

 
ANNA MARIA SZYMKOWIAK

Sylwetka | ANNA MARIA SZYMKOWIAK

ONEPoznań: “Być kobietą, być kobietą” śpiewała Alicja Majewska…. Jak to jest gdy – mimo tego, że jesteś kobietą – musisz jeszcze udowodnić to światu? Chociażby po to, aby otrzymać dowód osobisty z imieniem Anna.

Anna Maria Szymkowiak: Na pewno czuję się dziwnie, gdy na każdym kroku muszę udowadniać, że zasługuję na miano kobiety. To powoduje pewien stały stan wyzwania. Chciałabym, aby fakt, że jestem kobietą, był naturalnie przyjmowany, ale często – zwłaszcza na początku znajomości – muszę przełamać rezerwę rozmówcy. Jednak im sama pewniej czuję się jako kobieta, tym szybciej tak właśnie jestem odbierana. Najważniejsze jest to, jak sama siebie postrzegam, na ile sama jestem pewna tego, że to kobietą jestem.

Ale przecież nie masz co do tego wątpliwości!


Oczywiście, że nie, ale pewnych ograniczeń wynikających z biologii nie przeskoczę i ten aspekt jest najtrudniejszy. Staram się więc podkreślać w inny sposób to, że mam prawo być kobietą. Niestety, socjalizacja i to, jakie role społeczne przypisane są kobietom i mężczyznom, powodują, że często wytyka się mojemu środowisku, że sobie uzurpujemy prawo do tego, do czego prawa nie mamy. Bo przecież nie urodzę, nie mam miesiączki, nie mam menopauzy ani cellulitu. Tak, nie mam tego, ale też nie mam innych rzeczy, które mają biologiczne kobiety.

Czytaj dalej >>>

 
AGATA NOWACZYK-ŁOKAJ

Sylwetka | AGATA NOWACZYK-ŁOKAJ

ONEPoznań: Jesteś dla mnie ucieleśnieniem powiedzenia, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą. Prawniczka, przez kilka ładnych lat w korporacjach, która porzuca świat tzw. kariery i pieniędzy żeby z dziećmi turlać się po macie i uderzać z nimi w bębenki. Na zdrowy poznański rozum to się kupy nie trzyma.

Agata Nowaczyk-Łokaj: Trzyma się trzyma, tylko trzeba na to spojrzeć „bez mitu i bez kitu” 😉. Faktycznie, wspomniana przez Ciebie zamiana, wygląda jak swoista „antykariera”, ale tylko pozornie. Mój świat korporacyjny to nie były jakieś specjalnie wysokie stołki i nie wiadomo jakie pieniądze czy szczególnie trudne wyzwania. Korzystałam z talentu, wykształcenia, boomu lat 90., z względnej samodzielności piastowanych stanowisk. Dziś mam wrażenie, że to była pewna siła bezwładności, po prostu się stawało, to nie była dla mnie szczególnie przemyślana ani szczególnie trudna droga. To były po prostu satysfakcjonujące, stosunkowo ciepłe posadki, z atutami w postaci służbowego samochodu, gadżetów, bonusów. Bez wyobrażenia, że to miałoby stać się czymś więcej, czytaj: wspinaczką po korporacyjnych szczeblach. Za to z jedną podstawową dla mnie wadą – sporą zależnością od ludzi, procesów, mechanizmów. Z zatraceniem indywidualności i – jak się z czasem okazało – zaprzeczaniem często swoim naturalnym (w odróżnieniu od nabytych) kompetencjom.

Obecna droga to coś zupełnie innego – w większej mierze to jednak w pełni świadome wybory, i zdecydowanie MOJE wybory. Od pomysłu do powodzenia lub porażki – moje. Kiedyś się tego chyba bałam, teraz już bym nie chciała, żeby było inaczej.

Natomiast zaskakiwać może totalnie różna branża i to, że nie założyłam po prostu biznesu, tylko sama usiadłam z dziećmi na podłodze, skaczę, śpiewam, tarzam się. To wypłynęło z mojego osobistego macierzyństwa, z narodzenia dzieci i odświeżenia własnego dziecka wewnętrznego, z jego rozlicznymi pragnieniami, talentami, radościami. I to jest temat na znacznie dłuższą opowieść.

Czytaj dalej >>>