Sylwetki

 
KATARZYNA WALA
Sylwetka | KATARZYNA WALA

ONEPoznań: Sto lat temu nasze prababki wywalczyły prawa wyborcze. To był długi proces, a jego częścią było wyzwolenie kobiet poprzez wolność poruszania się – na przykład na rowerze. Bloomerki – angielskie słowo (po polsku „reformy”), to nazwa Waszej grupy ale i elementy dawnego ubioru damskiego. Czym są bloomerki tak dokładnie, kto nosił bloomerki i dlaczego?

Katarzyna Wala: Bloomerki to są pierwsze spodnie jakie nosiły kobiety w połowie XIX wieku. Ich nazwa pochodzi od Amelii Bloomer, redaktorki, aktywistki, która na łamach swojego czasopisma „The Lily” propagowała noszenie bloomersów a właściwie całego kostiumu, na który składały się spodnie do kostek i sukienka do kolan. Kobiety, które nosiły ten strój określano bloomerkami. Kostium wymyśliła Elibabeth Smith Miller zainspiorwana strojem tureckich kobiet. Był on alternatywą do ciężkich sukien utrudniajacyh poruszanie się. Niestety aktywistki szybko zrezygnowały z noszenia bloomerek ze względu na presję społeczną. Ich kostium był wyśmiewany na ulicach, a noszące go kobiety były wypraszane z różnych instytucji, były bohaterkami licznych karykatur i żartów. Sama Amelia Bloomer zrezygnowała z noszenia spodni, tłumaczyła to tym, że bloomerki odciagają uwagę od innych ważnych tematów, o które walczyły wówczas sufrażystki.

Czytaj dalej >>>

 

 
ANNA MARIA SZYMKOWIAK
Sylwetka | ANNA MARIA SZYMKOWIAK

ONEPoznań: “Być kobietą, być kobietą” śpiewała Alicja Majewska…. Jak to jest gdy – mimo tego, że jesteś kobietą – musisz jeszcze udowodnić to światu? Chociażby po to, aby otrzymać dowód osobisty z imieniem Anna.

Anna Maria Szymkowiak: Na pewno czuję się dziwnie, gdy na każdym kroku muszę udowadniać, że zasługuję na miano kobiety. To powoduje pewien stały stan wyzwania. Chciałabym, aby fakt, że jestem kobietą, był naturalnie przyjmowany, ale często – zwłaszcza na początku znajomości – muszę przełamać rezerwę rozmówcy. Jednak im sama pewniej czuję się jako kobieta, tym szybciej tak właśnie jestem odbierana. Najważniejsze jest to, jak sama siebie postrzegam, na ile sama jestem pewna tego, że to kobietą jestem.

Ale przecież nie masz co do tego wątpliwości!


Oczywiście, że nie, ale pewnych ograniczeń wynikających z biologii nie przeskoczę i ten aspekt jest najtrudniejszy. Staram się więc podkreślać w inny sposób to, że mam prawo być kobietą. Niestety, socjalizacja i to, jakie role społeczne przypisane są kobietom i mężczyznom, powodują, że często wytyka się mojemu środowisku, że sobie uzurpujemy prawo do tego, do czego prawa nie mamy. Bo przecież nie urodzę, nie mam miesiączki, nie mam menopauzy ani cellulitu. Tak, nie mam tego, ale też nie mam innych rzeczy, które mają biologiczne kobiety.

 

Czytaj dalej >>>

 

 
AGATA NOWACZYK-ŁOKAJ
Sylwetka | AGATA NOWACZYK-ŁOKAJ

ONEPoznań: Jesteś dla mnie ucieleśnieniem powiedzenia, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą. Prawniczka, przez kilka ładnych lat w korporacjach, która porzuca świat tzw. kariery i pieniędzy żeby z dziećmi turlać się po macie i uderzać z nimi w bębenki. Na zdrowy poznański rozum to się kupy nie trzyma.

Agata Nowaczyk-Łokaj: Trzyma się trzyma, tylko trzeba na to spojrzeć „bez mitu i bez kitu” 😉. Faktycznie, wspomniana przez Ciebie zamiana, wygląda jak swoista „antykariera”, ale tylko pozornie. Mój świat korporacyjny to nie były jakieś specjalnie wysokie stołki i nie wiadomo jakie pieniądze czy szczególnie trudne wyzwania. Korzystałam z talentu, wykształcenia, boomu lat 90., z względnej samodzielności piastowanych stanowisk. Dziś mam wrażenie, że to była pewna siła bezwładności, po prostu się stawało, to nie była dla mnie szczególnie przemyślana ani szczególnie trudna droga. To były po prostu satysfakcjonujące, stosunkowo ciepłe posadki, z atutami w postaci służbowego samochodu, gadżetów, bonusów. Bez wyobrażenia, że to miałoby stać się czymś więcej, czytaj: wspinaczką po korporacyjnych szczeblach. Za to z jedną podstawową dla mnie wadą – sporą zależnością od ludzi, procesów, mechanizmów. Z zatraceniem indywidualności i – jak się z czasem okazało – zaprzeczaniem często swoim naturalnym (w odróżnieniu od nabytych) kompetencjom.

Obecna droga to coś zupełnie innego – w większej mierze to jednak w pełni świadome wybory, i zdecydowanie MOJE wybory. Od pomysłu do powodzenia lub porażki – moje. Kiedyś się tego chyba bałam, teraz już bym nie chciała, żeby było inaczej.

Natomiast zaskakiwać może totalnie różna branża i to, że nie założyłam po prostu biznesu, tylko sama usiadłam z dziećmi na podłodze, skaczę, śpiewam, tarzam się. To wypłynęło z mojego osobistego macierzyństwa, z narodzenia dzieci i odświeżenia własnego dziecka wewnętrznego, z jego rozlicznymi pragnieniami, talentami, radościami. I to jest temat na znacznie dłuższą opowieść.

Czytaj dalej >>>