KMP \ Warnkówny – zakład główny

Artykuł opublikowany w Kronice Miasta Poznania / 2001 / nr. 4 / Pensje gimnazja licea

„Warnkówny – zakład główny”  

Wyższa szkoła żeńska Anastazji Warnka 1871-1912

Katarzyna Męczyńska

 

„Warnkówny, zakład główny, Danychy słyną z pychy, Estkowianki – plotą wianki” taki wierszyk kursował po Poznaniu w końcu XIX wieku. Autorkami były pewnie uczennice Warnkówny… Poczucie wyższości i dumy panien z pensji Anny i Anastazji Danysz nietrudno zrozumieć studiując spis uczennic szkoły[1]: listę otwiera Walentyna Motty, córka Marcelego, a za nią pojawia się szereg córek równie sławnych ojców, poznańskich profesorów gimnazjalnych, lekarzy, dyrektorów banków, znanych kupców i właścicieli ziemskich. A dlaczego Estkowianki plotły wianki? Może istniała opinia, że trudniej im było znaleźć kandydata na męża?

Zajmijmy się zakładem głównym Anastazji Warnka. Decyzję założeniu wyższej szkoły żeńskiej Anastazja Warnka podjęła w 1871 roku. Początki nie były łatwe, nowa szkoła musiała znaleźć swoje miejsce , rywalizując z zakładami naukowymi, które w Poznaniu istniały od lat wielu i cieszyły się zaufaniem publiczności. Od 40 lat działała w Poznaniu Szkoła Ludwiki (Luisenschule), która powstała w styczniu 1830 roku pod protektoratem księżnej Ludwiki Radziwiłłowej i początkowo miała charakter szkoły niemiecko- polskiej. Jej atutem był, prowadzony na dobrym poziomie, Zakład naukowy dla wychowawczyń i nauczycielek. Od lat 60-tych Szkoła Ludwiki przeżywała pewien kryzys ze względu na konkurencję dwóch szkół klasztornych: Urszulanek[2] i Sercanek. Polskie rodziny chętniej powierzały swoje córki szkołom prowadzonym przez polskie przełożone, tym bardziej, że w Szkole Ludwiki od 1851 roku nie było już klasy z polskim językiem wykładowym. Dr Barth, dyrektor Szkoły Ludwiki cierpiał boleśnie z powodu zmniejszania się liczby uczennic Polek. Urszulanki zadały mu jeszcze dotkliwszy cios w 1859 roku otwierając klasę seminaryjna kształcącą przyszłe nauczycielki. U Sercanek uczyły się przede wszystkim córki arystokratycznych rodzin polskich, szkoła postrzegana była jako nieco konserwatywna i kosmopolityczna. W Poznaniu istniały również dwie prywatne wyższe szkoły żeńskie, szkoła Katarzyny Poplińskiej ( od 1871 roku-Anny i Anastazji Danysz)[3] i Antoniny Estkowskiej, wdowy po znanym pedagogu Ewaryście. Oba te zakłady naukowe cieszyły się uznaniem i poważaniem . Można powiedzieć, że na rynku oświatowym było dość ciasno. Anastazja Warnka wzięła głęboki oddech i wystartowała.

 

Inicjatorkami   założenia pensji były jej młodsze siostry – Maria i Waleria, które spotkały się na naradzie rodzinnej w Szamotułach w styczniu 1871 roku. Warnkówny gościły u swego wuja Kazimierza Szumana[4] adwokata i notariusza mieszkającego i praktykującego w tym mieście. „Poczciwi wujostwo Kaźmirzowie przyjęli mnie bardzo serdecznie i przepędziłam tam z Marynia całe dwa dni gadając sobie z Marynią o wszystkim co nas boli. Drogą wyjścia z tego będzie założenie pensyi. Marynia ręczy, że jej Działyński pożyczy, a wspólnymi siłami zrobimy coś przecie. Oczywiście nie prędzej, aż pani Poplińska swojego zakładu nie zamknie.” – pisze w liście do Anastazji siostra Waleria[5] .Wprawdzie pani Poplińska szkoły nie zamknęła, z jej rąk przejęły ją siostry Anna i Anastazja Danysz[6], ale jednak na św.Michała 1871, roku powstała w Poznaniu nowa wyższa szkoła żeńska założona przez Anastazję Warnkównę i Emilię z Borzęckich Hofmanową. Współzałożycielka szkoły, Emilia Hofmanowa była córką pułkownika Borzęckiego, „znanego w kołach obywatelskich”. Po śmierci męża, doktora Aleksandra Hofmana w 1868 roku zamieszkała w Poznaniu, prowadziła pensjonat dla dziewcząt. Emilia Hofmanowa była starsza od Anastazji zaledwie o 7 lat, jednak ich sytuacje życiowe były bardzo odmienne. W tym wspólnym przedsięwzięciu spotkały się 40letnia wdowa z sześciorgiem dzieci i samotna nauczycielka.

Internat pani Hofmanowej stanowił na początku bazę materialną nowej szkoły, wkładem Anastazji Warnka było jej nauczycielskie wykształcenie, łącznie z patentem przełożonej szkoły wyższej. Uruchomienie szkoły było kosztownym przedsięwzięciem – wynajęcie odpowiedniego pomieszczenia, kupno ławek, tablic, pomocy naukowych. Odpadły jedynie wydatki związane z prowadzeniem pensjonatu. Gdzie obie założycielki znalazły potrzebne fundusze? Rodzina Warnków nieustannie borykała się z kłopotami finansowymi, a trudno uwierzyć, by doktorowa Emilia Hofmanowa, znacznie się wzbogaciła prowadząc przez trzy lata internat dla panienek z „najpierwszych rodzin księstwa”. Bez pomocy finansowej uruchomienie szkoły byłoby niemożliwe. Czy stało się tak jak w liście sugeruje Waleria Warnkówna i Jan Działyński pomógł sfinansować założenie szkoły tego nie wiem[7], niewykluczone jednak, że ta ostatnia, dziewiętnastowieczna, polska szkoła dla dziewcząt powstała przy jego udziale.

Maria Warnka mogła poznać bliżej Jana Działyńskiego w czasie swego pobytu w Paryżu, ok. roku 1867.[8] W swoich listach do sióstr często wspominała pobyt w Paryżu, jako najszczęśliwszy czas życia. Maria Warnka nie została jednak nauczycielką w nowopowstałej szkole swej siostry . Przez pierwszych pięć lat szkołę prowadziły wspólnie: Anastazja Warnka wraz z doktorową Emilią Hofmanową. Prof. Jan Rymarkiewicz przyjął naukowe kierownictwo szkoły. Panie podzieliły się obowiązkami: Warnkówna sprawowała główny nadzór nad szkołą, pani Hofmanowa, która nie miała uprawnień nauczycielskich, zajęła się stroną techniczną i finansową. W 1876 Emilia Hofmanowa wycofała się z prowadzenia szkoły i od tej pory Anastazja Warnka działała samodzielnie jako przełożona pensji.

 

Wyższa szkoła żeńska Warnkówny początkowo miała swoja siedzibę przy ulicy Piekary 3, czyli dokładnie w tym samym miejscu, w którym mieszkała i prowadziła swój pensjonat Emilia Hofmanowa. W 1873 roku szkoła przeniosła się na ulicę Rycerską 1, ale już od 1 października 1874 zakład został przeniesiony do własnego domu z ogrodem, przeznaczonego wyłącznie na szkołę i pensjonat. Znajdował się on przy ulicy Długiej 8. Po tym kilkuletnim okresie niestabilności i częstych przeprowadzek szkoła znajduje nową i reprezentacyjną lokalizację. W 1878 roku Anastazja Warnka wprowadza swoje uczennice do nowo zbudowanego budynku przy pl. Piotra 4 (obecnie Plac Wiosny Ludów). Pozostanie tu aż do Wielkanocy 1912 roku, czyli do zamknięcia pensji.

Tę okazałą kamienicę, prawdziwy „pałac czynszowy”[9] zbudował w latach 1873-1874 znany poznański lekarz Józef Koszutski . Potężny budynek zajmował całą szerokość placu Piotra pomiędzy ulicą Wiedeńską (ob. Szymańskiego) a św. Marcinem. Klasycyzująco-renesansowa fasada kryła wnętrze urządzone z dużym przepychem. Budynek Koszutskiego posiadał „artystyczne sztukaterie, malowidła, najelegantsze tapety i obicia ścian z aksamitów, marmurowe posadzki i wspaniałe parkiety i piękne łazienki.”[10] Szkoła zajmowała pomieszczenia na II piętrze, zapewne urządzone skromniej. Na tym samym piętrze mieściło się mieszkanie przełożonej, Anastazji Warnkówny. Gdy szkoła rozwinęła się i przyjęła większą liczbę uczennic zajęła całe II piętro z dwoma skrzydłami od ulicy św. Marcina i od ulicy Romana Szymańskiego.[11]

W klasach stały pewnie drewniane, podwójne ławki, z podnoszonymi blatami i miejscem na kałamarz. Konkurujące ze sobą szkoły żeńskie starały się o ciekawy dobór pomocy naukowych, były więc mapy, plansze, kolorowe ilustracje. Jeśli chodzi o urządzenie szkoły znalazłam tylko jedną sprawdzoną i ciekawą informację. Przybywające do szkoły uczennice witał sam Adam Mickiewicz, w szkole postawiono bowiem gipsowy projekt pomnika wykonany przez Władysław Oleszczyńskiego.[12]

Pozwolenie na prowadzenie szkoły tzw. konsens uzyskano od burmistrza Kohleisa bez kłopotu – „jedna szkoła więcej toć dobrodziejstwo dla miasta”. Było to ostatnie, wydane w Poznaniu pozwolenie na założenie szkoły żeńskiej. Przyjazne nastawienie wobec nowej szkoły trwało bardzo krótko. Zaczynała się era kulurkampfu, polem walki państwa pruskiego z kościołem katolickim bardzo szybko stały się klasy szkolne. Zaczęła się intensywna germanizacja szkół, która z czasem objęła również szkoły żeńskie.

W marcu 1872 roku przyjęto nową ustawę szkolną, która przekazywała dozór szkolny w ręce państwa. Do tej pory szkolnictwo w Prusach było zorganizowane na zasadzie wyznaniowej, tak więc katolickie szkoły żeńskie, a taką była szkoła Anastazji Warnka , nadzorowali księża katoliccy. Ustawa o dozorze szkolnym, chociaż z ducha liberalna, miała bardzo złe skutki dla polskiego szkolnictwa. Nad polskimi szkołami zbierały się ciemne chmury. W Poznaniu przestały istnieć szkoły klasztorne. „A więc Sercanki zamknięte, wasza pensja niezawodnie na tem skorzysta, ciekawa jestem czy Urszulanki ten sam los spotka, żałowałabym ich jednakże” pisała w liście do Anastazji jej siostra Jadwiga, była uczennica Urszulanek. 30 czerwca 1875 przełożona Maria Bernarda Morawska zawiadomiła magistrat, że jesienią zamyka szkołę. 78 uczennic musiało znaleźć nowe miejsce, 28 przeszło do wyższej szkoły żeńskiej Anny i Anastazji Danysz, 10 do szkoły Estkowskiej i jedynie 7 zapisało się do wyższej szkoły żeńskiej Anastazji Warnka. Ta skromna liczba, świadczy o tym, że szkoła dopiero budowała swoja pozycję. Charakterystyczne, że żadna z uczennic nie przeniosła się do Szkoły Ludwiki. Pozostałe uczennice wyjechała na dalszą naukę za granicę, np. do Krakowa.

W pierwszych latach istnienia szkoły niezwykle ważną osoba, która współtworzyła tę nową placówkę naukową był dr Stanisław Warnka[13], młodszy brat Anastazji. Nie tylko służył radą i pomocą, Stanisław Warnka był  także autorem programu szkoły.

Portret Stanisława znajdziemy na kartach „Przechadzek” pana Mottego. Stanisław urodzony w 1845 roku[14], w wieku 8 lat został uczniem Gimnazjum św. Marii Magdaleny. Poznał go wtedy Marceli Motty i zapamiętał „chłopiątko chude, ruchawe, spoglądające śmiało na mnie i naokół jasnymi oczyma. Natura obdarzyła go niezwyczajną pamięcią, łatwością w pojmowaniu i bystrością w dostrzeganiu”[15] Jeszcze jako gimnazjalista, był uczestnikiem młodzieżowej organizacji spiskowej, w kwietniu 1863 roku dołączył do odziałów powstańczych, walczył pod Brdowem. Studia uniwersyteckie odbyte we Wrocławiu i Berlinie zakończył ze stopniem doktora filozofii i nauczyciela klas wyższych. Po powrocie do Poznania pracował jako nauczyciel w Gimnazjum św. Marii Magdaleny wykładając historię powszechną i geografię. Motty pisze z uznaniem o jego umiejętnościach pedagogicznych – wykładał zajmująco, a przy tym był nauczycielem życzliwym, przyjacielskim i dowcipnym Był ceniony przez kolegów nauczycieli, świetnie przemawiał . Współpracował z „Dziennikiem Poznańskim”, z drukowanych tam artykułów i rozpraw „nacechowanych bystrością polityczną i talentem pisarskim” można by złożyć kilkutomową książkę . Pracował również naukowo[16], od 1875 roku był członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Jego kariera nauczycielska i naukowa nie rozwinęła się zgodnie z jego umiejętnościami i oczekiwaniami. Na przeszkodzie stanęła germanizacyjna polityka pruskich władz szkolnych, które zesłały go do Szkoły Handlowej w Lipsku, i – choroba. „Pytasz co ja robię. Kłopoczę się, kaszlę i piszę” – donosił w liście z Lipska swej siostrze Anastazji. Stanisław Warnka zmarł na gruźlicę mając zaledwie 36 lat.[17]

Ale wróćmy do roku 1871. Stanisław Warnka jest wówczas nauczycielem Gimnazjum św. Marii Magdaleny. To właśnie on ułożył program nowo powstającej szkoły swej siostry Anastazji. Opublikował go w „Dzienniku Poznańskim” w październiku 1873 roku, a więc w dwa lata po uruchomieniu szkoły. W trzech kolejnych numerach (226- 228) , na pierwszych stronach  poznańskiej gazety wydrukowano artykuł dr Warnki „O zadaniu i urządzeniu wyższych szkół żeńskich”, opatrując go komentarzem redakcji: „Rozprawa powyższa zamieszczona została w Programie wyższej szkoły żeńskiej w Poznaniu, zostającej pod zarządem pań: Anastazyi Warnka i Emilii z Borzeckich Hofmanowej; podajemy ją tu na tem miejscu ze względu na ważność przedmiotu jaki traktuje, i uwagi w niej zawarte zasługuje na to, aby szersze koło czytelników z nią się zapoznało.”

Tekst to ważny i ciekawy. W pierwszej części przedstawia różne modele edukacji dziewcząt, dalej szczegółowo opisuje proponowany program nauki. Warnka szuka przyczyn niezadawalającego poziomu nauczania dziewcząt. Jego uwagi świadczą o tym, że świetnie znał wady i zalety szkół żeńskich. Na pewno uważnie obserwował szkolne zmagania swoich sześciu sióstr. A w roku 1871 Waleria, Maria , Jadwiga, Helena i Anastazja Warnkówny od kilku już lat pracowały jako nauczycielki i dysponowały doświadczeniem z drugiej strony szkolnej ławki. Stanisław Warnka przy pisaniu rozprawy „O zadaniu i urządzeniu wyższych szkół żeńskich” na pewno wykorzystał obserwacje i uwagi sióstr. A zwłaszcza przyszłej przełożonej pensji – Anastazji.

 

Temat kształcenia kobiet był w latach 70-ych XIX wieku żywo dyskutowany, wypowiadali się pisarze, publicyści i emancypantki. Coraz powszechniejsze było przekonanie, że szkoła powinna przygotować kobietę nie tylko do roli żony, matki i gospodyni, ale także do podjęcia pracy zarobkowej, do samodzielnej egzystencji. Pojawiały się głosy domagające się otwarcia drogi na studia uniwersyteckie dla kobiet. Stanisław Warnka znał te poglądy i sumiennie je zreferował w swoim artykule. Nie był zwolennikiem studiowania kobiet, dziewczęta planujące studia nazwał „wyjątkami, obałamuconymi mętnemi a błyskotliwemi pojeciami”. „Pomijam zdania tych pisarzy, którzy marząc o tzw. emancypacyi kobiet domagają się przypuszczenia kobiet do studyów uniwersyteckich i chcą, jak profesor Sybel uczyć dziewczęta po grecku i łacinie, wyższej matematyki i chemii. Kto chce widzieć kobietę adwokatem, lekarzem architektem lub profesorem ten musi konsekwentnie postępując posłać młodą dziewczynę do gimnazjum , lub szkoły realnej i bez względu na uposażenie dane jej przez naturę poddać tej samej metodzie pedagogicznej, którą posługujemy się względem chłopców.”

Ponieważ Stanisław Warnka , uważał, że zadaniem kobiety jest „nie samodzielnie, ale pomocniczo innym działać i w rodzinie i poza nią”   toteż odsyłał owe gimnazja żeńskie, do krainy fantazji.

Jeśli nie gimnazjum to może najwłaściwsza będzie dla dziewcząt szkoła ucząca praktycznych umiejętności przydatnych w codziennym życiu? Zwolennicy tego modelu edukacji, uważali, że niepotrzebnie obciąża się dziewczęce głowy balastem naukowym, skoro w przyszłości pełnić będą role matek i gospodyń, i do takich ról szkoła powinna je przygotować. Np. program nauki proponowany przez pannę Minnę Pinoff obejmował następujące przedmioty: antropologię, fizjologię, dietetykę, pedagogikę, gospodarstwo domowe, chemie kuchenną, astronomię, technologię i mechanikę. Inni reformatorzy dodawali do tej listy pielęgniarstwo i ogrodownictwo.

Stanisław Warnka odrzuca i ten model szkoły, nie zgadza się z pomysłem, by szkoła żeńska była jedynie zakładem technicznym, w którym uczennice „ćwiczą w tych zręcznościach , które później staną się ich zatrudnieniem codziennym”. Według Warnkego wiadomości praktyczne są potrzebne, „ale nie szkoły, ale rodziny i życia obowiązkiem zapoznać ja z niemi”. (…) Prawdą jest, że dziewczęta, które ukończyły szkołę żeńską z większą łatwością wyliczą szereg faraonów egipskich, aniżeli ugotują rosół i potrafią grać sonety Beethovena a nie umieją pieczeni pokrajać” , jednakże , „chemia kuchenna nikogo gotować nie nauczy. Gotować można nauczyć się tylko w kuchni, a dla kuchni w szkole miejsca nie ma.” Szkoła ucząca wyłącznie przedmiotów praktycznych tworzyłaby nieharmonijne istoty, które nie umiałyby kontaktować się ze światem zewnętrznym. „Myśl, że zaciekanie w przeszłość ludzkości, pielgrzymka z Dantem po piekle jest stratą czasu, zaprowadziła by nas do ciemnoty i barbarzyństwa”.

Skoro więc szkoła nie ma przygotowywać dziewcząt do studiów wyższych, bo „kobieta nie powinna iść o lepsze z mężczyzną w polu działania przez naturę i całą przeszłość ludzkości dla niego wyłącznie przeznaczonem”, skoro nie jest celem szkoły wychowywać dziewczęta na gospodynie fachowo pielęgnujące dzieci i chorych, zajmujące się kuchnią i ogrodem, jakie jest więc zadanie wyższych szkół żeńskich?

Naszym zdaniem – pisze Stanisław Warnka – wyższa szkoła żeńska jest instytutem naukowym, którego celem jest dać kobiecie wykształcenie ogólne, „rozjaśnić jej rozum, zaostrzyć naturalne zdolności, ustalić wolę, słowem nauczyć myśleć i czuć i tym sposobem przygotować do życia w tem społeczeństwie.” By przekonać czytelników Warnka starannie dobiera argumenty, odwołując się do Opatrzności, statystyki i nieco poetyckiej wizji świata.

„Toteż po wszystkie czasy celem szkół było wykształcenie ogólne, tak dobre dla szkół elementarnych, jak i gimnazjalnych i liceów. (…) A czyż to, co prawdą jest dla mężczyzn, miałoby być nieprawdą dla kobiet? Czyż szkoła nie ma pamiętać, że w młodej dziewczynie jest w pączku ukryty przyszły człowiek, a nie tylko kucharka albo gospodyni? Czy ma zapomnieć, że pierwszym i ostatnim wychowania celem jest wytworzenie indywidualności, którą każdy otrzymał od Opatrzności w udziale?

Czyż kobiecie nie potrzebne to wykształcenie ogólne, odpowiednie czasom, którego się domagamy od każdego mężczyzny. Alboż to młode dziewczęta nie będą kiedyś stanowiły wielkiej połowy społeczeństwa, którego potrzeby, dążenia, radość i boleść czuć i rozumieć powinny.”

Ponieważ celem jest wykształcenie ogólne, plan nauki w wyższych szkołach żeńskich powinien być niemal identyczny z programem męskich szkół realnych. Taki plan nauk zaleca Warnka, wprowadza jednak pewne modyfikacje. Wyklucza języki starożytne i wyższą matematykę, zaleca oparcie się na nauczaniu języków nowożytnych i realiów. Oto proponowany zestaw przedmiotów: religia, język ojczysty, dwa języki obce, rachunki, historya, geografia, historya naturalna i fizyka, rysunki, muzyka, roboty ręczne.

W dalszej części swego artykułu Stanisław Warnka dokładnie przedstawia zakres tematyczny proponowanych przedmiotów, cel kształcenia, metodę pracy nauczyciela.

Uważa, że zakres przedmiotów i sposób ich wykładania powinien być dostosowany do „danej przez naturę kobietom zdolności do pojmowania”. I mimo pięknych słów o pączku, z którego nie musi rozwinąć się kucharka, czy gospodyni, nie ma wątpliwości, że pan Warnka oceniał owe zdolności intelektualne kobiet niżej niż przedstawicieli swojej płci.

Omawianie poszczególnych przedmiotów zaczyna od nauki religii, która ma nie tylko zapoznać uczennice z prawdami wiary i historią kościoła, ale także rozbudzić ich życie religijne i moralne. Nauka języka ojczystego wymaga najtroskliwszej opieki. Dziewczęta powinny dokładnie poznać formy gramatyczne, nauczyć się prosto, jasno i logicznie wyrażać swoje myśli, a także poznać dzieje literatury polskiej. Stanisław Warnka krytykuje znane z swojej nauczycielskiej praktyki, tematy wypracowań domowych. Uważa, że trzeba je zmienić, dostosować do sposobu myślenia uczennic, a nie „prowadzić bujnej i tak wyobraźni na nieokreślone fantastycznych marzeń pole”. O czym więc pisały nasze babki i prababki maczając stalówki w inkauście? Oto przykładowe tematy: „Dumanie na cmentarzu”, „Myśli na grobie matki”.[18] Czy można nauczyć się wyrażania prosto i jasno opracowując takie tematy?

Zadania pisemne zadawane do opracowania w nowej szkole brzmiały inaczej : „Czy słusznie Mickiewicz rozpoczyna nowa epokę literatury naszej?”, „Robak kapłan, Jankiel żyd, dwaj najwierniejsi sprzymierzeńcy w dokonaniu wielkich celów” „Trzy najpowabniejsze postaci niewieście w literaturze polskiej”, „Czy i o ile dobra zewnętrzne stanowią szczęście człowieka?”

Stanisław Warnka sporo uwagi poświęcił nauce języków obcych. Zalecał naukę tylko dwóch języków: francuskiego i niemieckiego. Uczennice zapoznawały by się z dziełami literatury, a za pomocą ćwiczeń ustnych i pisemnych nabierały wprawy w płynnym mówieniu i poprawnym pisaniu w obu językach. Nauka przynajmniej jednego języka powinna być szkołą logicznego myślenia ( nie uczyć gramatyki na pamięć!), tak by opierając się na studiach zasad gramatycznych uczennice poznały budowę języka. „Kontakt z literatura obcą powinien rozwijać pojęcie o pięknie i nauce i wzbudzać entuzjazm w młodych umysłach dla wszystkiego co piękne, wielkie i dobre, a nie być nomenklaturą nazwisk dzieł i pisarzy.” Warnka był przeciwny poszerzeniu nauki o język angielski i włoski. Uważał, że spowoduje to jedynie przeciążenie uczennic. Będą mówiły źle czterema językami, a przy tym, ostrzegał –   rodziców tumani się szumnymi obietnicami. Znacząco dodawał, że ten nieskuteczny sposób nauki stosowany jest w niektórych innych zakładach naukowych.

Nauka rachunków miała objąć cztery podstawowe działania, naukę ułamków, regułę trzech i rachunki praktyczne. Program historii powinien obejmować najważniejsze fakty z historii starożytnej i oraz, biograficznie ujęty, wykład dziejów od średniowiecza do najnowszych czasów. Historię inaczej przedstawia się gimnazjalistom, inaczej pensjonarkom .Nauka dziejów dla panien powinna być podana „stosownie do danej przez naturę kobietom zdolności do pojmowania tychże.” Należy „położyć nacisk na znaczenie wielkich osobistości i motywów moralnych w dziejach, a nie abstrakcyjny rozwój idei albo walk przeciwnych sobie politycznych teoryi.” Stanisław Warnka, nauczyciel geografii w gimnazjum św. Marii Magdaleny bardzo dokładnie zaplanował naukę tego przedmiotu w wyższej szkole żeńskiej. I tak : w niższych klasach uczennice poznają opis prowincji, dalej ogólny opis wszystkich części świata, później dokładną geografię Europy i w ogólnych zarysach geografię innych części świata. W najwyższych klasach można dodać na zakończenie najważniejsze wiadomości z geografii matematycznej i fizycznej. Warnka proponował zmiany w nauce realiów czyli historii naturalnej i fizyki. Uważał, że przedmioty te nie powinny być traktowane systematycznie, należy jedynie podawać uczennicom najważniejsze i później im przydatne wiadomości z zoologii, botaniki i mineralogii. Systematyczność zraża do nauki fizyki, czyniąc ją „suchą i nudną”. Należy wyjaśniać widzialne dla wszystkich zjawiska natury i zapoznać uczennice z siłami przyrody. Proponował na przykład, by zamiast nauki systemu Linneusza i uczenia się na pamięć łacińskich nazw kwiatów uczennice poznawały, „na drodze żywej obserwacji roślinę, jej budowę, warunki istnienia, nauczyły się cenić jej piękno i pożytek”.

Nauki chemii, w tym chemii kuchennej, Stanisław Warnka nie przewidywał.

W każdej żeńskiej szkole w programie nauki znajdowały się rysunki, śpiew i muzyka, pięknie zwane „kunsztami”. Warnka słusznie zauważa, że zakres nauki w tych dziedzinach powinny wyznaczyć indywidualne uzdolnienia każdej uczennicy. W planie wszystkich klas ważne miejsce powinny zajmować roboty ręczne – począwszy od robienia pończoszki, aż do elementów krawiecczyzny. (Doskonale pamiętam precyzyjnie dziergane na drutach kamizelki, swetry i skarpety, którymi moja babcia, uczennica Warnkówny obdarzała wszystkie wnuki.). Na koniec pozostał przedmiot, który we współczesnej szkole nazywamy wychowaniem fizycznym. Oczywiście w roku 1871 w żeńskich szkołach nie przewidywano miejsca na sale gimnastyczne, trudno wyobrazić sobie strój, w którym pensjonarki mogły by swobodnie ćwiczyć, (zwłaszcza te starsze, w ciasno zasznurowanych gorsetach), ale jednak Stanisław Warnka stwierdza stanowczo, że „o nauce gimnastyki pokojowej nie powinien żaden zakład zapomnieć.”

Ważną kwestią było ustalenie wieku nowo przyjmowanych uczennic i czasu trwania nauki. Autor artykułu proponował szkołę czteroklasową, przy czym dwie najwyższe klasy obejmowały by kurs dwuletni. Nauka trwała by zatem sześć lat.

Do szkoły przyjmowane byłyby uczennice umiejące czytać i pisać po polsku, niemiecku i francusku, a jednocześnie powstała by szkoła przygotowawcza, w której można by brak tych umiejętności uzupełnić. Jak pisze Stanisław Warnka „za takimi rozmiarami szkoły żeńskiej i taką długością kursu naukowego oświadczyło się i ministerstwo pruskie w zaopiniowaniu swojem z r. 1860.”

Warnka zastanawia się, dlaczego „mimo właściwej organizacji szkół wyższych nie zbiera się spodziewanych owoców”. Przyczynę widzi w złej organizacji pracy szkolnej, która powoduje przeciążenie nauką, w nieodpowiedniej metodzie nauczania, a także w niedbałości i niesumienności uczennic i ich opiekunów.

Staranne wykonywanie szkolnych zadań, przygotowywanie się na wszystkie lekcje zabiera uczennicom cały wolny czas. Jeśli dodatkowo uczą się śpiewu, muzyki, pomagają matce – nie są w stanie podołać wymaganiom szkoły. Należy więc usunąć z planu nauki niepotrzebne przedmioty i zmniejszyć ilość zadań. Ciekawe, który przedmiot Stanisław Warnka skazuje na banicję. A jednak – dzierganie pończoszek! Według Warnki dwie godziny robót ręcznych można umieścić w godzinach pozaszkolnych, tym bardziej, że uczennice, w większości ćwiczą w domu.

Zmniejszenie planu nauki o dwie godziny pozwoli ograniczyć czas trwania lekcji do godzin przedpołudniowych. Latem nauka trwałaby od 7-mej, do 12-tej, zimą od 8-mej do 13-tej. Korzyści, które wynikały by z tej zmiany są oczywiste – do szkoły chodziło by się tylko raz, uczennice uzyskały by czas na własną naukę muzyki i śpiewu, a także na codzienne spacery ( zimą, z wyjątkiem tzw. dni rekreacyjnych, były spacerów pozbawione.) Dla odświeżenia znużonych umysłów proponuje 20 minutową przerwę o 10-tej lub 11-tej godzinie. „Z praktyki wiem, że będą mniej znużone na 5-tej godzinie niż w godzinach popołudniowych.”

W końcu swojej rozprawy Stanisław Warnka porusza delikatną kwestię niedopełniania obowiązków przez rodziców. Rodzice inaczej podchodzili do kwestii kształcenia swoich córek i synów. Akceptowali wysokie wymagania, które stawiano uczniom gimnazjów męskich, natomiast kształcenia córek nie traktowano równie poważnie. Szkoła miała nadać pannom „trochę zewnętrznego poleru, zapoznać powierzchownie z wielkimi imionami w dziejach”. Przysyłano córki, do klas wyższych, jakby dla dokończenia edukacji, na rok lub dwa. „A skoro panienka podrośnie, a miesiąc w szkole pobędzie – zabierają ją do domu. Zamiast wykształconych kobiet mamy niedouczone i dlatego właśnie zarozumiałe.” Żeńskie szkoły trapiła jeszcze jedna fatalna plaga – uczennice nagminnie opuszczały lekcje. Oczywiście za wiedzą i pozwoleniem swoich rodziców. Zdumiewająca jest informacja , że nieomal każda uczennica opuszczała dwa miesiące (!) nauki w ciągu roku szkolnego. Regułą było samowolne przedłużanie szkolnych wakacji: „po feriach połowa uczennic w szkole – toż to fenomen prawdziwy.” Tak długie i częste nieobecności powodowały braki i niedokładności w szkolnej wiedzy. Winiąc rodziców za taki stan rzeczy, Stanisław Warnka dostrzega sumienność i pracowitość uczennic.

Kończy swoją rozprawę apelem:

„Niech nauczyciele uczą tego, czego mają uczyć, a rodzice dopomagają im w ścisłem wykonywaniu przepisów szkolnych, jedni i drudzy sumiennie wykonują swe obowiązki wobec powierzonej im młodzieży, a niechybnie rezultaty będą pomyślne”.

W Archiwum Państwowym w Poznaniu zachował się zbiór dokumentów związanych ze szkołą Anastazji Warnka,[19] który pozwala odtworzyć historię szkoły w oparciu o dokumenty, zachowane plany nauk, korespondencję urzędową przełożonej szkoły. Przyjrzyjmy się planowi lekcji z 1871 roku, pierwszego roku działania szkoły. Nauka w najniższej IV klasie[20] obejmowała 26, a w trzech pozostałych 28 godzin w tygodniu.. Lekcje odbywały się w porze przed i popołudniowej, każda trwała 60 minut. Poranna tura trwała od 8-mej rano do 12 w południe. Potem następowała dwugodzinna przerwa, a po niej odbywały się dwie lekcje popołudniowe. Postulowane przez Warnkę zblokowanie lekcji nastąpiło dopiero w 1878 roku. „Poza godzinami szkolnymi ćwiczyły się uczennice w konwersacyi francuzkiej, niemieckiej i angielskiej, brały lekcye muzyki, śpiewu i tańca”[21]. Szkoła kładła duży nacisk na naukę języków, w tym języka polskiego. W dwóch najmłodszych klasach przewidziano po 6 godzin j. polskiego i 4 godziny języka niemieckiego. Języków obcych uczyły nauczycielki cudzoziemki: panny Gex i Thyss (francuski) oraz panna Green (angielski). Tak więc język angielski znalazł się jednak w programie szkoły, chociaż w postulowanym programie szkoły Warnka zalecał ograniczenie nauki języków do francuskiego i niemieckiego. Prawdopodobnie wprowadzenie tej zmiany wymusiła konkurencja – od 1871 angielskiego uczono u panien Danysz, a także w klasie seminaryjnej w Szkole Ludwiki.

Do szkoły przyjmowano dziewczynki sześcioletnie, a każda klasa była dwuletnia, dzieliła się bowiem na dwa oddziały. Z czasem przełożona zwiększyła liczbę klas do pięciu, pełen cykl nauki trwał wtedy lat dziesięć. Do szkoły przyjmowano też starsze uczennice, które uczyły się w domu lub chodziły wcześniej do innych szkół, musiały one zdać „egzamin nowowstępujących”, który odbywał się w przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego. W latach 70-tych nauka rozpoczynała się około połowy października, np. w roku 1873 „kurs nauk” u pani Warnkówny rozpoczynał się w czwartek 16 października.[22] Rok szkolny dzielił się na semestr zimowy i letni, zwany wtedy latowym. Liczba godzin nauki wahała się od 26 do 30 tygodniowo, najkrócej przebywały w szkole najmłodsze dziewczynki, zdarzało się, że miały po trzy lekcje dziennie i jako jedyne przychodziły do szkoły nie na 8.00 ale 9.00 godzinę W październiku 1871 roku do szkoły zapisały się do 34 uczennice, ale już w drugim semestrze było ich 70. W latach 1871- 1898 liczba uczennic[23] szkoły wahała się między 60 a 80, klasy były nie były zbyt liczne, maksymalnie 20 osobowe, zdarzały się i 12 osobowe. Większość uczennic przychodziła na lekcje ze swoich poznańskich domów, jednakże spora grupa wychowanek mieszkała w szkole, w internacie. Najczęściej były to córki ziemiańskie lub przybywające do szkoły z prowincji, lub, jak zapisywano w drukach wizytacyjnych, z Polski.[24] Sytuacja zupełnie zmieniła się w roku 1905, gdy zamknięto pensję pani Estkowskiej, 200 uczennic [25] musiało poszukać nowego miejsca. 32 przeszły do szkoły panien Danysz, również znaczna liczba do szkoły Warnkówny. W dramatycznej sytuacji znalazły się polskie dziewczęta w roku 1909, gdy nieodwołalnie zamknięto pensję Anny i Anastazji Danysz. Szkoła Warnkówny pozostała jedyną działającą w Poznaniu szkołą dla polskich uczennic. „Szkoła Anastazji Warnkówny liczyła wtedy blisko 400 uczennic, rozmieszczonych w 9-ciu osobnych klasach. Kurs nauk był dziesięcioletni.”[26] By przyjąć maksymalną liczbę uczennic przełożona zamknęła internat.

Grono nauczycielskie od początku było starannie dobierane, w składzie pierwszego, piętnastoosobowego zespołu było aż pięciu profesorów z Gimnazjum św. Marii Magdaleny: Wojciech Jarochowski wykładał historię powszechną, niemiecki, u niego też uczennice najstarszych klas pisały wypracowania z języka polskiego oraz miały lekcję „opowiadań polskich”, Max August Fehlberg uczył języka niemieckiego, a w środy i soboty na lekcje literatury francuskiej przychodził do szkoły prof. Jan Rymarkiewicz. Stanisław Warnka, nauczyciel historii, historii powszechnej i geografii, był świetnym pedagogiem, chętnie słuchanym, lubianym przez uczennice. Jego lekcje, ciekawie prowadzone, z upragnieniem wyczekiwane, były prawdziwym wytchnieniem po „nieszczęsnych koniunktywach francuskich i regułach procentu”. Rysunku uczył absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie August Schoen. Nauczyciel poznańskiego gimnazjum realnego Bolesław Jerzykiewicz uczył rachunków w klasach wyższych. Właścicielka i przełożona szkoły, Anastazja Warnka również dawała lekcje w swojej szkole, ucząc języka polskiego w I i II klasie. W młodszych klasach nauczycielka polskiego była Teofila Radońska, która pewnie pisała już wtedy „Krótką gramatykę polską dla młodzieży”, podręcznik wydany w 1872 roku i używany w szkole Warnkówny przez długie lata. W 1871 roku rozpoczął pracę w szkole Alojzy Marcinkowski wykładając niemiecki i rachunki; on, jako jedyny, pozostanie w szkole do jej zamknięcia a więc przez lat czterdzieści. W młodszych klasach rachunków uczył Volckmer. W gronie nauczycielskim nie mogło zabraknąć nauczycieli języków. Najchętniej zatrudniano cudzoziemki, tak też było u pani Warnkówny. Francuskiego uczyły panna Tiss oraz Teresa Gex, o której Paulina Cegielska pisze, iż była „wybitna siłą pedagogiczną”. Lekcje z nią nigdy nie były nudne, wykładała w niezwykle przystępny sposób, a jej energia i żywy temperament pozwalały utrzymać uwagę, nawet najbardziej rozbrykanych uczennic. Języka angielskiego uczyła panna Green, natomiast biegłość w wykonywaniu ręcznych robótek uczennice ćwiczyły pod okiem panny Kister. Religię we wszystkich klasach wykładał ksiądz Dziedziński. W szkole pracowali również jako katecheci: ks. Dr.Trąmpczyński, ks.kanonik Żychliński, ks.Sypniewski, a także ks. Beisert, ks. Jackowski oraz ks. Zimmermann (zmarły jako rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie). Gdy w okresie Kulturkampfu nie wolno było księżom udzielać w szkołach nauki religii obowiązki te przejęły nauczycielki, podobna sytuacja zaistniała po 1902 roku, gdy rząd pruski zniósł naukę religii w języku polskim, a w odpowiedzi na to rozporządzenie arcybiskup Stablewski zakazał księżom wykładania religii. „Duchowni polscy odprawiali nabożeństwa szkolne i roztaczali nad zakładem moralną opiekę.”

Spośród innych nauczycieli szkoły warto wymienić Józefa Kusztelana, nauczyciela fizyki. Uczennice lubiły jego lekcje, przynosił bowiem do szkoły aparaty i przyrządy i demonstrował doświadczenia fizyczne i elektryczne. Od 1874 roku w szkole pracował Bronisław Cybichowski, zaprzyjaźniony ze Stanisławem Warnką profesor Gimnazjum św. Marii Magdaleny, a dwa lata później do grona nauczycielskiego dołączył kolejny profesor gimnazjalny z Marii Magdaleny Leon Wituski.

Pierwsze lata istnienia szkoły były bardzo udane, szkoła rozwijała się, przyjmowała coraz więcej uczennic, świetny zespół nauczycieli gwarantował dobry poziom nauki. Dobre czasy nie trwały długo. Szkoły poddawano coraz silniejszej presji germanizacyjnej, nauczycieli-Polaków przenoszono w głąb Rzeszy. Te rugi nauczycielskie dotknęły również szkołę Warnkówny. Wyjątkowo długo bronił się przed tym Stanisław Warnka, w końcu i on został zmuszony do wyjazdu do Lipska i objęcia posady w szkole handlowej. Po jego wyjeździe, w roku 1875 to Leon Wituski wspierał Anastazję Warnkównę swą życzliwością i opieką, zastępując nieobecnego brata. W gronie nauczycielskim pojawiają się Karol Lindner, oficer pruski po studiach na uniwersytecie wrocławskim: Wilhelm Hieronim Ronke . Wojciech Seyda, który był nauczycielem matematyki u Warnkówny i jednocześnie u panien Danysz odszedł ze szkolnictwa w 1906 roku, by uniknąć przeniesienia do Westfalii.

Z braku nauczycieli Polaków przełożona zatrudnia coraz częściej nauczycieli niemieckich: prof. Gericke, Dr Schmeiera, Hillera, Loechela, Lichtchorna („Od ognia, głodu, wody i takiej sokratesowskiej metody, wybaw nas, Panie” – tak oceniała umiejętności dydaktyczne prof. Litchorna jego uczennica, Róża Erzepki… ). Przez pewien czas (1880-1884) w szkole pracowała siostra Anastazji, dyplomowana nauczycielka – Jadwiga, oraz kuzynka Helena Szumanówna. Gdy Jadwiga przeniosła się do Warszawy jej miejsce zajęła Waleria Puffke „wysoce zdolna nauczycielka i pierwszorzędna siła pedagogiczna”. W ostatnich latach szkoły nauczycielkami u Warnkówny były m.in. Stanisława Stryjakowska, Jadwiga Rybczynska, Jagodzińska ( zamężna Sperlingerowa) oraz Zofia i Maria Swinarskie oraz Aleksandra Słomińska. Z tego grona wywiodą się przyszłe dyrektorki żeńskich gimnazjów, powstałych już w wolnej Polsce: Maria Swinarska będzie dyrektorką Uczelni im. Dąbrówki, jej siostra Zofia będzie prowadzić seminarium nauczycielskie w Inowrocławiu a Aleksandra Słomińska założy w Poznaniu własne gimnazjum pod wezw. Najświętszego Serca Jezusa, które zresztą, w swoich początkach, mieściło się przy pl. Świętokrzyskim 4, w dawnych klasach szkoły Warnkówny. Także Waleria Puffke , związana ze szkołą przez długie lata, w odrodzonej Polsce prowadziła seminarium dla freblanek (dziś powiedzielibyśmy – przedszkolanek). Wspomina ją Maria Wicherkiewiczowa: „Panna Waleria Puffke, świetny pedagog, bardzo brzydka, była mą ukochaną nauczycielką polskiego. Lubiła mnie, nazywała „la perle”, chwaliła mą ambicję i szlachetność.” Równie serdecznie wspomina pannę Kirste, Niemkę uczącą m.in. angielskiego, uczennice nazywały ja „naszą najdroższą Kirstunią”. Wymagającą nauczycielką była Wisława Knapowska ucząca w szkole języka niemieckiego, geografii i nauk przyrodniczych. Przełożona wysoko oceniała jej zdolności pedagogiczne, wszechstronną znajomość i zamiłowanie przedmiotu, którego udziela. „Jest przy tym bardzo sumienną i pilną, a wykład jej jasny i zajmujący. Panna K. Jest osobą na skroś religijną, bardzo dobrze ułożoną, posiadającą charakter stanowczy, pełen godności i taktu. A że jest troskliwą, kochającą, przyjacielską i miłą względem elewek, polecić ją całym sercem mogę”[27] pisała Warnka. Wisława Knapowska pracowała później naukowo, otrzymała tytuł docenta UAM. A jak uczennice zapamiętały swą przełożoną Anastazję Warnka? Warnkównę ciepło wspominają Ćwiklińska i Wicherkiewiczowa. Z zapisków tej ostatniej wyłania się obraz bardzo energicznej i życzliwej uczennicom przełożonej :”Brunetka, o czarnych, ognistych oczach, wybitnie żywa i pełna temperamentu”. Zachowało się też inne wspomnienie. W kwietniu 1911 roku nieznana mi z nazwiska Zosia relacjonuje przedwakacyjne, pożegnalne spotkanie z przełożoną: „Było to nie bardzo rozczulające spotkanie bo Naśka moc peror nagadała”…

W ciągu 40 lat program szkoły ulegał różnym zmianom i modyfikacjom. Warto wiedzieć, że Prusy aż do 1918 roku nie miały ustawy szkolnej, zarządzanie szkołami odbywało się więc za pomocą rozporządzeń, instrukcji, a nawet poufnych nakazów. Była to sytuacja bardzo wygodna dla administracji szkolnej i jednocześnie bardzo uciążliwa dla prowadzących polskie szkoły. Najbardziej bolesne zmiany dotyczyły ograniczania języka polskiego. Gdy powstawała szkoła Anastazji Warnka była oczywiście szkołą polską, z polskim językiem wykładowym. W zbiorze dokumentów przechowywanych w Archiwum Państwowym istnieje tylko jeden dokument napisany w języku polskim: plan nauk z 1871 roku. Plany nauk z lat następnych pisane są już po niemiecku. W styczniu 1873 roku Prowincjonalne Kolegium Szkolne nakazało by w wyższych zakładach naukowych, we wszystkich klasach wszystkie przedmioty wykładać po niemiecku, tak więc wyłącznie ten język stawał się językiem wykładowym. Przystosowanie szkół do tego nakazu było bardzo uciążliwe, trzeba było zatrudnić nowych nauczycieli, wymienić podręczniki i rozwiązać nierozwiązywalny problem : jak uczyć nowo wstępujące do szkoły pensjonarki, które w większości zupełnie nie znały niemieckiego a w swoich domach mówiły tylko po polsku. Te trudności dotyczyły wszystkich przełożonych szkół w Poznaniu i były jedną z przyczyn zamknięcia szkoły Urszulanek.

Jak wynika ze sprawozdań szkolnych, w szkole Anastazji Warnka, w młodszych klasach uczono większości przedmiotów po niemiecku, ale przy pomocy języka polskiego. Tak wykładano geografię, historię, historię naturalną i rachunki. W klasach wyższych językiem wykładowym był wyłącznie niemiecki. Tak naprawdę, praktyka szkolna wyglądała zupełnie inaczej, jak wspominają uczennice: „profesorowie Polacy, jak Bolesław Jerzykiewicz, Karol Lindner, Józef Kusztelan, Wojciech Seyda wykładali po polsku, a zadawali do domu pensum z niemieckich książęk.”[28] Potwierdza ten ważny fakt Maria Wicherkiewiczowa: „Cała nauka odbywała się po polsku (tajnie).” Jak wielkie zaufanie dla swych uczennic miała przełożona szkoły – nielojalność jednej z nich mogłaby doprowadzić do zamknięcia zakładu. Mieczysława Ćwiklińska z domu Trapszo wspomina: „byłam na pensji w Poznaniu osiem lat. Była to pensja bardzo polska, mimo, że znajdowała się w zaborze pruskim. Na lekcji robótek coś tam dla pozoru dłubałyśmy na ławkach, a pod ławkami były książki, z których uczyłyśmy się historii.”[29]

Nic dziwnego, że sprawozdanie wizytacyjne z 1875 roku stwierdza, że zarządzenie o wprowadzeniu języka niemieckiego jako wykładowego nie zostało wprowadzone. Trzy lata później inspektorzy szkolni nie zauważają poprawy – liczbę godzin nauki języka niemieckiego w porównaniu z językiem polskim uznają za niewystarczającą i niezgodną z zarządzeniami. Kierowanie polską szkołą przypominało chodzenie po cienkim lodzie. Nie dostosowanie się do zarządzeń pruskich władz szkolnych groziło zamknięciem szkoły,[30] a posłuszne wprowadzanie nakazywanych zmian byłoby poddaniem się polityce germanizacyjnej. Warnkówna zmuszona jest do wprowadzenia intensywniejszej nauki niemieckiego[31]. Od lat 90-tych, w najmłodszych klasach niemal połowę godzin nauki zajmuje język niemiecki. Często przeprowadzane wizytacje sprawdzają przede wszystkim postępy uczennic w języku niemieckim, ich znajomość literatury i historii. „Denerwujące były odwiedziny pana Schwalbe (inspektora szkolnego), kiedy trzeba było po niemiecku odpowiadać na różne pytania z historii niemieckiej, a panny z wyższych klas blamowały się nie wiedząc nic o bitwie pod Sedanem! Cóż za oburzenie inspektorów!”[32]

Nauka języka polskiego i historii była jednak systematycznie ograniczana , w 1887 władze niemieckie zmniejszyły ilość godzin nauki j. polskiego do 3 godz. tygodniowo zostawiając tylko wykład religii w języku ojczystym. „Były to straszne chwile dla ś.p. Anastazyi, która starała się przy każdej sposobności budzić ducha narodowego w tych młodych pokoleniach”. W roku 1899 język polski zniknął z planu nauk, jedynie lekcje religii w najmłodszych klasach prowadzono po polsku. Inspektorzy szkolni sprawdzali czy uczennice nie rozmawiają ze sobą po polsku w czasie przerw, zdarzały się przeszukiwania szkolnych teczek. Szukano polskich książek. „Radca Fredrich oburzony, znalazł raz polski śpiewniczek ze śpiewami kościelnymi. Trzeba się było mieć na baczności, szpiegowano, dręczono polskie dzieci na wszystkie strony”[33]

Ochroną przed niespodziewanymi rewizjami było ciche   porozumienie pomiędzy trzema szkołami prywatnymi, przełożone nawzajem informowały się o wizytach nieproszonych gości. Wszystkie trzy szkoły były umiejscowione blisko siebie, dzieliło je parę minut drogi, co czyniło tę współpracę łatwiejszą. W szkole jednak nie zamilkł język polski, Anastazja Warnka prowadziła dodatkowe, nadprogramowe lekcje języka polskiego i historii. Warnkówna zachęcała uczennice do tej pracy ustanawiając   „nagrodę Mickiewicza” – najpilniejsze uczennice polskich lekcji otrzymywały w nagrodę książki. Dowodem na patriotyczne nastroje panujące w szkole są wpisy w panieńskich sztambuchach. Starannie kaligrafując słowa uczennice Anastazji Warnka przestrzegały swe przyjaciółki:

„Jeśli Polka zapomni, że wolność jej święta,

Jeżeli zapomni, że okropne nosi pęta,

Jeżeli zapomni, że Ojczyzna w grobie

Wtenczas i ja Helciu zapomnę o Tobie.”

Mimo najsurowszych rozporządzeń szkolnych władz, ograniczeń lekcji polskiego, nieprzychylnych wizytacji wyższa szkoła żeńska Anastazji Warnka „zaszczepiała religijne i patriotyczne zasady w serca swoich wychowanek”.

W czasie 40 letniego istnienia szkoły podjęto kilka prób unowocześnienia szkoły, dostosowania jej do zmieniających się warunków. W latach 1884-1885 pruski minister oświaty Gossler postanowił przyjrzeć się dokładniej wyższym szkołom żeńskim w państwie pruskim i zarządził szczegółowe wizytacje. Inspektorzy podkreślali zbyt małą troskę o zdrowie wychowanek: brak dziedzińców szkolnych, przetrzymywanie uczennic w czasie przerw w zamkniętych pomieszczeniach, złe oświetlenie sal oraz brak lekcji gimnastyki. Niektóre zaniedbania dotyczyły również szkoły Warnkówny, np. w żadnym z programów szkolnych nie znalazłam lekcji gimnastyki. Przełożona starała się jednak zapewnić uczennicom właściwe warunki do nauki: w piśmie z 1882 roku informuje magistrat, iż „nauka odbywa się w 5 dużych, suchych i jasnych pokojach, a odnośnie higieny zostało zrobione wszystko, co możliwe.[34]” Pruskie ministerstwo oświaty zajmowało się nie tylko kwestiami higieny, przygotowano wzorcowy program nauczania, skonstruowany w myśl zasady, by szkoły żeńskie pogłębiały wiadomości wyniesione ze szkół powszechnych a nie zbliżały się do poziomu gimnazjów męskich. Następną próbę zreformowania szkół dla dziewcząt podjęto w 1908 roku. Reformę tę wymusiły związki kobiece, coraz powszechniej domagające podniesienia poziomu żeńskich szkół oraz otwarcia dla kobiet drogi na uniwersytety. Wprowadzono 10 klasowe wyższe szkoły żeńskie z 3-letnimi liceami. Uczennice mogły kontynuować naukę w ramach kursów gimnazjalnych ( w programie była łacina!), które przygotowywały do zdawania matury. Pozwolono jednak na istnienie szkół dawnego typu, które odtąd nazywały się Gehobene Madchenschule ( była to szkoła ponadpodstawowa, bez prawa nadawania dyplomów nauczycielskich). I taką właśnie stała się szkoła Warnkówny, gdyż nie udały się starania przełożonej o otrzymanie statusu „szkoły wyższej”. Warnkówna reformy nie przeprowadziła podkreślając, że już   „dotychczasowe wymagania sprawiają dziewczętom polskim wielkie trudności z powodu wykładu w języku obcym z pominięciem zupełnym języka ojczystego”. Wprowadzenie reformy wymagałoby również nakładów finansowych, Anastazji Warnka odmówiono pomocy. Warto wiedzieć, że szkoła nigdy nie korzystała z funduszy miejskich lub rządowych, utrzymywała się wyłącznie z czesnego.[35]

Pomimo wszystkich tych trudności i kłopotów życie szkolne biegło swoim rytmem, a dni wypełnione lekcjami ożywiały szkolne uroczystości: popisy dla rodziców i zaproszonych gości, organizowane na zakończenie semestru, odświętnie obchodzone imieniny przełożonej i wreszcie szkolne przedstawienia. Mieczysława Ćwiklińska wspomina: „Miałyśmy również teatr szkolny. Pierwszym moim występem teatralnym nie była rola Helenki w „Grubych rybach” Bałuckiego, jak podają wszystkie moje życiorysy… Naprawdę pierwszą moją rolą była Zofia-druchna w jednoaktówce pod tym tytułem. Wystawiono ja na zakończenie roku szkolnego, kiedy odbywała się zawsze wielka zabawa z zaproszonymi gośćmi, żywe obrazy i deklamacje. Mnie wytypowano do odegrania jednoaktówki jako córkę aktorów, a miałam wtedy lat siedem. Z drżeniem serca uczyłam się pierwszej w życiu roli, a kiedy nadszedł dzień przedstawienia, ubrano mnie w śliczny kostium krakowski i… siłą wepchnięto na scenę, bo sama wejść nie chciałam za nic.(…) Panna Anastazja uważała, że powinna zaszczepić swoim wychowankom zamiłowanie do literatury dramatycznej i prowadziła nas na ciekawsze przedstawienia.”[36] Uczennice kilkakrotnie podziwiały na scenie Teatru Polskiego Helenę Modrzejewską, kwiaty od nauczycieli i uczennic wręczała wielkiej aktorce mała Miecia Trapszówna, późniejsza Ćwiklińska.

Po zamknięciu pensji Estkowskiej i Danysz szkoła Warnkówny pozostała ostatnią szkołą dla polskich dziewcząt. „Władze pruskie czyhały na sposobną chwilę, by tę ostatnią redutę polskiego wychowania rozbić, a załogę wraz z dowództwem zatopić w morzu niemczyzny”. Pretekst pojawił się w związku z przyjazdem Wilhelma II do Poznania. Anastazja Warnka odmówiła stanięcia w szpalerze urządzonym na cześć przybywającego do Poznania cesarza. Wkrótce w szkole przeprowadzono kilkudniowa rewizję, w której udział brał inspektor szkolny Friedrich, a z samego Berlina zjechał radca ministerialny Richert. Wynik był nietrudny do przewidzenia, Anastazję Warnka poinformowano, że koncesja na prowadzenie szkoły zostaje jej odebrana, szkoła musi zostać zamknięta. Decyzja ta wywołała wielkie oburzenie w polskim Poznaniu. Odbyło się kilka wieców w tej sprawie, wystosowano podania do magistratu i rady miejskiej, w obronę szkoły zaangażowała się Aniela Tułodziecka, powstał Komitet obywatelski, na czele którego stanął profesor Stanisław Karwowski., apelowano do ministerstwa oświaty w Berlinie. Radcy rejencyjni żądali jednak, „by na czele szkoły stanęła Niemka, aby przynajmniej połowa nauczycielek była niemieckiej narodowości, a szkoła zamieniona została na szkołę wyższą.”[37] 1 kwietnia 1912 roku po 40 letnim istnieniu szkoła Anastazji Warnka została zamknięta. Ostatnim akcentem szkolnego życia była uroczystość bierzmowania, która odbyła się w kaplicy św. Józefa przy ulicy Ogrodowej. „Rekolekcje i bierzmowanie odbyło się staraniem p. Anastazji Warnka. Niejednemu się ścisnęło serce na myśl, że po raz ostatni obchodzimy takie chwile w dotychczasowych warunkach szkolnych naszej młodzieży żeńskiej”[38] Każda z uczennic otrzymała pamiątkę z pensyi, pod obrazkiem Matki Boskiej z Dzieciątkiem wydrukowano cztery wersy:

„W tej życia chwili, wśród pracy i trudu,

Z ufnością patrzaj w przyszłość twą i świat

A Matka Boża i Królowa Polska

Da Ci doczekać pomyślniejszych lat.”

Uczennice ofiarowały swojej przełożonej księgę pamiątkową:. „Ty, O Pani, pod której okiem i troskliwa opieka wychowało się kilka pokoleń byłaś nam zawsze wzorem wszystkich zalet i cnót, jakie zdobić powinny każda obywatelkę polkę i aureolą świętości zdobią jej czoło. Czuwając z troskliwością prawdziwej matki nad naszem wychowaniem wskazywałaś nam zawsze jako główne zalety żywota: dobroć i szlachetność charakteru oparte na fundamencie wiary, miłości Boga i bliźniego” Uczennice obiecywały, że będą iść drogą wskazaną przez przełożoną :”żyć cnotliwie, modlić się żarliwie, wszystko co polskie kochać żarliwie”. W księdze pamiątkowej znalazły się autografy wszystkich nauczycieli i uczennic – pięknie wykaligrafowane imiona i nazwiska wychowanek kończących szkołę i niewprawne jeszcze podpisy najmłodszych, dziewięcioklasistek. Szkoła została zamknięta, Anastazja Warnka wyprowadziła się z placu św. Piotra, jej miejsce zajęła Niemka-katoliczka z Wrocławia, Gertruda Linke. Jej liceum istniało do roku 1919. Charakterystyczne, że „szkoła pod kierownictwem Gertrudy Linke nie zmieniła programu nauki, był on przecież niemiecki, natomiast przełożona i nauczycielki Niemki wykonywały bardzo gorliwie nakazy władz szkolnych i starały się usilnie germanizować powierzone sobie dziewczęta polskie.”[39] 1 kwietnia 1919 roku Aleksandra Słomińska (była nauczycielka u Warnkówny) wraz z Lucyną Sokolnicką objęły szkołę po Gertrudzie Linke i utworzyły Liceum prywatne im. Królowej Jadwigi. „I oto, w tych samych murach, wśród których tyle lat pracowała Anastazja Warnka, odżyła znów mowa i duch ojczysty.”

Uczennice Warnkówny. Ile ich pojawiło się w szkolnych murach ? Wcale nie łatwo to ustalić. Lucyna Sokolnicka podaje liczbę 4 000 uczennic, natomiast Marian Swinarski, autor prasowego artykułu o szkole wymienia liczbę aż 10 000 wychowanek. Aleksandra Słomińska zamieszczając krótką historię w swoim sprawozdaniu też mówi o 10 000 uczennic, a jak wspomina „szczegóły historji szkoły ś.p. A. Warnkówny zawdzięcza dyrekcja uprzejmości jej siostrzenicy p. Anieli Swinarskiej.” Jednak te liczby wydają się nieprawdopodobne, przecież w latach 1871 do 1888 w szkole uczyło się nie więcej niż 70 uczennic. W czasach gdy szkoła była jedyna polską szkołą dla dziewcząt przyjęła ogromna liczbę 300-400 uczennic. Dla porównania można podać liczbę wychowanek pensji panien Danysz w latach 1871-1909, spis uczennic zawiera 1942 nazwiska. Myślę, że liczba 2 000 uczennic jest bardzo prawdopodobna.

Kim były uczennice Warnkówny, jak szkoła przygotowała je do nieprzewidywalnych wyzwań, z którymi musiały się zmierzyć, jak ułożyły się ich losy? Próbowałam znaleźć odpowiedź na te pytania, spotykałam się z ich córkami, synami i wnukami. Zostało po naszych babkach i prababkach parę sztambuchów w pięknych , secesyjnych oprawach, świetnie zachowane fotografie, książka kucharska, komplet wyhaftowanych bladozielonych serwetek, olejny obraz. I coraz bardziej ulotna pamięć. Pamięta się ich mężów, których biogramy znajdziemy w Wielkopolskim Słowniku Biograficznym. Profesorowie uniwersyteccy, lekarze, prawnicy, ziemianie, kupcy, politycy, społecznicy. Mężczyźni ze spiżu. O ich żonach, poza najbliższą rodziną, nikt nie pamięta. Kobiety z pluszu, atlasu i jedwabiu. Gdy przeglądam panieńskie sztambuchy – „Pamiątka z bajecznej biby pensjonarskiej 17 marca 1909 roku” cieszę się, że miały w swoim życiu czas beztroski, radosny i pełen nadziei. Wrzesień 1939 roku uciął ten czas, jak ostrym nożem. Prawie wszystkie wywiezione z Poznania, mężowie ginęli w Katyniu, synowie w powstaniu warszawskim. Harcerki po wojnie więzione i dręczone przez UB. Pani, od której pożyczałam fotografie znała wszystkie koleżanki swojej mamy, uczennicy Warnkówny.
Patrzyłyśmy razem na fotografię z 1909 roku, opowiadała mi o ich losach późniejszych. Rozpłakała się. Czas po II wojnie był dla nich również niełatwa próbą. Zmuszone do podjęcia pracy zawodowej pracowały jako urzędniczki, księgowe. Często pomagały w wychowywaniu swoich wnuków. Przekazały nam zasady postępowania, których nauczyły się w rodzinnych domach i na pensji Warnkówny. Szanuj starszych, mów prawdę, wykonuj swoją pracę sumiennie i dokładnie, (nawet jeśli to będzie gotowanie zupy), dbaj o innych, i nie garb się…

Znałam kilka uczennic Warnkówny, pełniących role pań domu, stojących na ogół na drugim planie, wspierających swych mężów, często niezwykle zasłużonych obywateli miasta. Ale były i uczennice, które zyskały własne miejsce w pamięci Poznaniaków.

Najsławniejsze uczennice Warnkówny? Mieczysława Trapszo (1879-1972, na pensji 1889-1897), słynna Ćwiklińska, utalentowana aktorka komediowa, obecna na scenie do lat 70tych, Maria Wicherkiewiczowa (1875-1962, na pensji 1885-1893), malarka i literatka, autorka książki „Rynek poznański i jego patrycjat”, Maria Trąmpczyńska , nauczycielka śpiewu, Gabriela Torner (późniejsza żona rzeźbiarza i malarza Szymanowskiego), malarki Emilia Parczewska i Aniela Lewandowska- Kiedrowska. „Najpiękniejszą na pensji była Maria Radziejowska, z którą Henryk Sienkiewicz prowadził korespondencję. Złoto-kasztanowate włosy, rysy jak z kości słoniowej wyrzeźbione.” Największą śmieszką, zawsze skorą do dowcipów była Fela Magowska, córka dyrektora banku. Utalentowana plastycznie, kończyła kursy malarstwa. Zmarła mając lat 30, po urodzeniu syna. Jej córka, mieszkająca w Gdańsku przechowuje dwa sztambuchy należące kiedyś do mamy. „Słodycz i wytrwałość to broń, którą kobieta walczy w życiu i – zwycięża! Drogiej Feli wpisała na pamiątkę Władysława Buszkiewicz Poznań, d.6.II 06. Helenka Nowakowska (1878-1956, na pensji 1891-1895) przyjechała na pensję pani Warnka z Inowrocławia, była w jednej klasie z Miecią Trapszo, szczęśliwie przetrwał zawieruchy wojenne jej pamiętnik, z pięknie kaligrafowanymi wpisami. Helenka Nowakowska po ukończeniu pensji jesienią powróciła do Poznania – „wyjechałam znowu do internatu panny Warnke, aby przejść pięciomiesięczny kurs kroju i szycia wraz z kilkoma koleżankami z Kujaw, które tez wróciły w tym celu do internatu. W godzinach popołudniowych brałam lekcje muzyki i śpiewu i dużo czasu poświęcałam na dokształcającą mnie lekturę, a kilka razy w tygodniu uczęszczałam do teatru i na koncerty.[40]” W rok po skonczeniu szkoły wyszła za mąż za lekarza Walentego Panieńskiego. Niepokorną, buntownicza naturą była Maria Graffstein (1893-1973). Po II wojnie ciężko pracowała jako księgowa w PGR-ze, opiekując się sparaliżowanym mężem. Jej wnuk zapamiętał ją jako babcię fu-fu, gdyż w kłębach białego dymu, siedziała w fotelu i paliła fajkę! Wśród uczennic Warnkówny były pierwsze wielkopolskie skautki. Wala Krysiewiczówna (1893-1974) była współzałożycielką Pierwszej (jeszcze tajnej) Drużyny Harcerskiej im. Emilii Plater, działała w Organizacji Oświatowej przy tej drużynie. W 1920 roku wyszła za mąż za Tadeusza Walkowskiego, lekarza i malarza. Urodziła dwie córki. Szybko odprawiła nianię, a swoje dzieci wychowywała w duchu harcerskim. Gdy letnią porą mąż ze sztalugami wojażował po świecie, Wala z dziećmi odwiedzała zaprzyjaźnione domy na wsi. Jasnowłosa Basia i ciemnooka Ania z laseczkami w rękach wędrowały z mamą śpiewając harcerskie piosenki. Walentyna Prowadziła chór służących, przychodziły na próby z Chwaliszewa, z zapałem śpiewały pieśni patriotyczne i kościelne. Okoliczne dzieci uczyła historii, gdy po latach jej wnuki nie znały odpowiedzi na pytanie babci, z oburzeniem mówiła: ”moje dzieci z ulicy wymieniały królów polskich na wyrywki, a Wy?” Po wojnie pracowała w ubezpieczalni, do śmierci mieszkała w „Krysiewiczówce”, kamienicy łączącej św. Marcin z ul. Ratajczaka. W harcerskich działaniach wspierała Walę jej młodsza siostra Zosia (1901-1987). Na starych fotografiach często z akordeonem, roześmiana od ucha do ucha. Wyszła za mąż za Rocha Knapowskiego, profesora prawa i ekonomii.

Halina Tezlaff (1893-1971) wysoka, szczupła, ogromnie urocza osoba, prawdziwa dama. Była żoną Metodego Stelmachowskiego, starosty w Rawiczu. Wcześnie owdowiała, straciła jedyną córkę Ilę. Od 1939 roku mieszkała w Warszawie, w czasie powstania warszawskiego była telefonistką, ciężko ranna, straciła oko. Po wojnie mieszkała w Lesznie, pracowała jako urzędniczka, przed śmiercią spaliła wszystkie dokumenty.

 

 

I wreszcie Irena Wilhelmi, moja babcia, która nieświadomie wywołała moje zainteresowanie dla pani Anastazji Warnka, jej szkoły i uczennic. Córka dzierżawcy z Kłodziska, mieszkając na stancji w Poznaniu opiekowała się młodszym rodzeństwem. Harcerka z drużyny „Emilek”. Wyszła za mąż za Stanisława Szulca, właściciela firmy jubilersko-złotniczej. Pamiętam babcię jako osobę bardzo opanowaną, spokojną, pomocną i życzliwą innym ale bez ostentacyjnej serdeczności. Podobno „zgasła” po śmierci swego jedynego syna, w 1941 roku w Warszawie. Oddana rodzinie, była świetną organizatorką domowego życia (mówiła:„jeśli uważasz, że to taka głupia praca spróbuj robić to bezmyślnie”). Lubiła literaturę skandynawską, zawsze ją widziałam z książką lub robótką w ręce. To właśnie w aksamitnym pudełku, należącym kiedyś do mojej babci znalazłam zdjęcie Anastazji Warnka z podpisem „Kochająca Cię opiekunka.”

 


 

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w odtwarzaniu historii szkoły Anastazji Warnka i losów jej uczennic: bibliotekarzom, archiwistom i tym, którzy z zaufaniem powierzali mi cenne rodzinne pamiątki.

 

Fotografie i dokumenty pochodzą ze zbiorów Biblioteki Raczyńskich, Biblioteki PTPN, oraz zbiorów prywatnych: Stefana Gutsche z Poznania, Anny Kaźmierskiej z Gdyni, Magdaleny Knapowskiej-Niziołek z Poznania, Jarosława Maszewskiego z Frankfurtu n/Menem, Katarzyny Męczyńskiej z Poznania i Haliny Reiterowej z Gdańska.

[1] Archiwum Państwowe w Poznaniu, zespół akt: Gimnazja w woj. Poznańskim 1866-1949, sygn. 809

[2] Szkołą Urszulanek kierowała młoda i energiczna Maria Bernarda Morawska. By otrzymać godność przełożonej musiała uzyskać specjalną dyspensę, gdyż miała zaledwie 27 lat, a reguła wymagała dla przełożonej ukończenia 40 lat. Po dwóch latach istnienia w szkole uczyło się 350 uczennic, prawie dwa razy więcej niż w szkole Ludwiki.

[3] Katarzyna Poplińska w 1855 r przejęła szkołę z rąk swej matki Tekli Herwigowej. Kierownictwo naukowe sprawował Jan Motty, a od jego śmierci w 1856 jego syn Marceli Motty.

[4] Kazimierz Szuman ( 1826-1894) był młodszym bratem Teodozji Szuman, matki Anastazji Warnkówny. Prawnik, działacz społeczny, brał udział w walkach powstańczych 1848 roku. Pracował jako sędzia , adwokat i notariusz w Rogoźnie, Wrześni i Szamotułach. Współzałożyciel Banku Włościańskiego w Poznaniu, prezes Towarzystwa Pomocy Naukowej , członek PTPN . Był żonaty z Izabelą Thiel (1826- 1880).

[5] List Walerii Warnka do Anastazji Warnka   Lwówek 27.I. 1871 Rkps 1970 inw. 1269 Bibl. Raczyń .

[6]Anastazja i Anna Danysz przejęły szkołę i pensjonat prowadzone przez Katarzynę z Herwigów Poplińską w 1871 roku. W tym samym roku przeniosły oba zakłady z ulicy Wodnej do kamienicy mieszczącej się na narożniku Pl. Wiedeńskiego ( zwanego później placem Piotra) i ulicy Strzeleckiej.

Od 1878 roku przy tym samym placu, po jego zachodniej stronie będzie mieściła się szkoła A.Warnka.

[7] Jan Działyński interesował się sprawami oświaty, dużo uwagi poświęcał Szkole Wyższej Polskiej na Montparnasse, pracował w Radzie Szkoły, finansował wydawanie podręczników szkolnych, wydaje się zupełnie prawdopodobne by wspomógł założenie poznańskiej szkoły A.Warnkówny. Niestety nie znalazłam na to dowodu wśród rachunków i kwitów kasowych z roku 1871, przechowywanych w Bibliotece Kórnickiej.

[8] Była wówczas nauczycielką Instytutu Panien Polskich, szkoły dla dziewcząt polskich , córek emigrantów. Szkoła przygotowywała dobrze wykształcone guwernantki, mieściła się w Hotelu Lambert. Założycielką pensji była księżna Anna Adamowa Czartoryska. Szkoła była subwencjonowana przez rząd francuski. Po śmierci założycielki, w 1864 roku, prowadzenie szkoły przejęła jej córka, Izabela Działyńska, żona Jana. Szkoła nieraz zatrudniała poznańskie nauczycielki, w Instytucie Panien Polskich pracowały Antonina Machczyńska i Waleria Puffke ( w latach 1878-1881).

[9] W latach 70-tych XIX wieku, w okresie boomu budowlanego wznoszono w Poznaniu liczne monumentalne i reprezentacyjne (i dochodowe) kamienice. Zofia Ostrowska-Kębłowska nazywa je „pałacami czynszowymi” Architektura i budownictwo w Poznaniu w latach 1790-1880, Warszawa 1982, s. 323

[10] Ibidem, s.332

[11] Budynek przy pl.Piotra 4 nie istnieje, został zniszczony w 1945 roku, do niedawna na jego miejscu stał samotny kiosk „Ruchu”, teraz do towarzystwa ma parę paskudnych budek .

 

[12] Opiekun Anastazji Warnka, doktor Matecki był stał na czele komitetu budowy pomnika Mickiewicza w Poznaniu. Uroczyste odsłonięcie nastąpiło 7 maja 1859 roku, wśród zgromadzonych tłumnie Poznaniaków na pewno nie zabrakło Anastazji Warnka.

[13] Stanisław w 1874 roku ożenił się z bardzo ładną córką Emilii Hofmanowej, również Emilią, wzmacniając w ten sposób więzy łączące obie założycielki szkoły.

[14] Stanisław Karwowski w „Historii WKP” Poznań 1919 t. II s. 361 podaje datę i miejsce urodzenia: 15 listopada 1845 roku Łabiszyn, późniejszą o dwa lata – 1847 rok umieścił Witold Molik w biogramie St. Warnki w przypisach do „Przechadzek po mieście” Marcellego Mottego, Poznań 1999

[15] M.Motty t.2 str.232

[16] Pisywał rozprawy naukowe do „Ateneum” i „Przewodnika Naukowego” , wydał „Lelewela zasługi na polu geografii”

[17] Wspomnienie o Stanisławie Warnka zamieścił Stanisław Karwowski w „Historii Wielkiego Księstwa Poznańskiego” t.2 s.361

[18] „Myśli nad grobem matki, który otacza czworo osieroconych dzieci” – taki temat pracy pisemnej proponował Józef Moliński w Gimnazjum Trzemeszeńskim w roku szkolnym 1852/1853. Wersja dla gimnazjalistów była jeszcze dramatyczniejsza – pojawiła czwórka sierot. ( Lech Słowiński „… Nie damy pogrześć mowy” Poznań 1982, s. 190)

[19] Akta m. Poznania, Wydział Szkolny 3016 Ho:here Privat –To:chterschule des Frl. A. Warnka zu Posen 1871-1898 poszyt

[20] Numeracja klas była w tych czasach odwrotna niż współcześnie, najmłodsze uczennice chodziły do klasy IV, najstarsze do I.

[21] Program wyższej szkoły żeńskiej w Poznaniu pozostającej pod zarządem P.Anastazyi Warnka i P. Emilii z Borzęckich Hofmanowej Poznań 1873, w wiadomościach szkolnych, umieszczonych w drugiej części tej książeczki podano 75 nazwisk uczennic (w roku szkolnym 1872/3). Są to w większości córki ziemiańskie, uczennicą I klasy jest Emilia Hofman , córka współzałożycielki szkoły.

[22] W tym samym roku nauka w szkole Antoniny Estkowskiej rozpoczęła się 14 października, a u panien Danysz – 15 października.

[23] W 1881 roku w szkole uczyło się 72 dziewcząt, w I i II klasie było po 12 uczennic, w III i IV po 18, a w najmłodszej V klasie 12 uczennic.

[24] Np. w 1876 roku uczyło się w szkole 78 uczennic, 40 z Poznania, 18 z prowincji i 10 z Polski.

[25] Taką liczbę podaje Stefan Truchim w ”Historii szkolnictwa i oświaty polskiej w Wielkim Księstwie Poznańskim t.II 1862-1915”, s.107

[26] Sprawozdanie dyrekcji prywatnego Gimnazjum Żeńskiego pod wezw. Najświętszego Serca Jezusa w Poznaniu za lata 1919-1929 poprzedzone historją szkoły” Poznań 1930

[27] Archiwum PAN w Poznaniu, materiały związane z Wiesławą Knapowską

[28] Pisze o tym Paulina Cegielska w „Przechadzkach po mieście” Poznań 1997. Wprawdzie była ona uczennicą panien Danysz, ale profesorowie których wymienia uczyli również w wyższej szkole żeńskiej Anastazji Warnka, myślę że te samy zasady obowiązywały w obu szkołach.

[29] Alicja Okońska, Andrzej Grabowski „Rozmowy z panią Miecią” Warszawa 1976, s.38

[30] Radca prowincjonalnego Kolegium Szkolnego zażądał przy pewnej rewizji przyrzeczenia ze strony przełożonej, że dzieci w lokalu szkolnym nie usłyszą języka polskiego, inaczej szkoła będzie zamknięta .

[31] Komisja, której przewodniczył burmistrz Kohleis zaleciła podwyższyć liczbę godzin języka niemieckiego do 8 tygodniowo (14.II. 1879).

[32] Wpomnienia Marii Wicherkiewiczowej, Muzeum Literatury , Poznań

[33] „Zarys i historia pensji Anastazji Warnkówny, Bibl. Racz. Rkps 1535

[34] Akta miasta Poznania sygn. 3016 k.174

[35] Najdroższa była nauka w klasie I – 30 mk, w II – 27 mk, w III – 27 mk, w IV – 18 mk (dane z 1878 roku)

[36] Alicja Okońska „Rozmowy z panią Miecią” Warszawa 1976, s.36

[37] Stanisław Karwowski   „Historia Wielkiego Księstwa Poznańskiego” t.III s. 293

[38] Dziennik Poznański nr 58, 12.III. 1912

[39] Sprawozdanie Dyrekcji Pryw. Gimnazjum Żeńskiego pod wezw. Najświętszego Serca Jezusa w Poznaniu za lata 1919-1929, s.11

[40] Pamiętnik rodzinny z Nowakowskich Heleny Panieńskiej, Poznań 1954, maszynopis, własność Stefana Gutsche