Wolne Głosy: Edyta Niewińska

N° 06/2018

EDYTA NIEWIŃSKA 
Powieściopisarka, autorka recenzji i wywiadów, mentorka literacka. Jej debiutancka powieść „Kosowo” (Mademesis, 2012) została entuzjastycznie przyjęta przez czytelników i krytykę, zyskując miano portretu własnego współczesnych trzydziestolatków. Opowiadanie „One night stand” opublikowane w tomie „Bookopen. Bo po trzydziestce wiele się zmienia” (Nowy Świat, 2013) ugruntowało jej pozycję jako autorki psychologicznych opowieści pełnych prostych, tnących głęboko jak skalpel zdań. Kolejna książka „Levante” (BookFlow, 2015) przyniosła pisarce popularność jako specjalistce od trudnych tematów. Związki międzyludzkie, seksualność, trudne wybory życiowe, lęki trzydziestolatków, poszukiwanie siebie, własnej tożsamości i utraconego czasu – wyzwania pokolenia po transformacji Niewińska opisuje z odwagą i bezkompromisowo. W październiku 2018 roku odbędzie się premiera jej trzeciej już powieści.
Dla portalu Zupełnie Inna Opowieść prowadzi cykl wywiadów z polskimi pisarkami. Dla polskich magazynów z pasją opisuje swoje podróże. Uczy pisania książek, prowadzi literacki mentoring, jest ekspertką kreatywnego pisania. Z wykształcenia socjolog sztuki, z zamiłowania trenerka międzynarodowych organizacji pozarządowych. Na stałe mieszka w Andaluzji, choć przez większość czasu prowadzi nomadyczny tryb życia. Nie lubi słów „muszę”, „to się nie uda” i „niemożliwe”, lubi za to wyzwania i eksperymenty. Wielbicielka kultury flamenco, andaluzyjskiego sherry, pieszych wycieczek i jogi.

www.edytaniewinska.com

 

O tym jak Poznań wychował mnie na pisarkę 

Pisałam odkąd pamiętam. Świadome pisanie zaczęło się w liceum, kiedy zrozumiałam, że moje teksty i opowiadania są nie tylko mi, ale także innym potrzebne. Pisałam więc, nie zastanawiając się, czy ma to sens, czy trzeba to publikować, czy będą mnie w przyszłości wydawać. Całkowicie zanurzyłam się, po opuszki palców, w radości pisania.

A później poszłam na studia. Wybrałam socjologię na UAM w Poznaniu. Ja, dziewczyna z małego miasteczka na Podlasiu, byłam tu egzotyczna. Nie, to nie była tylko metafora – usłyszałam to od poznaniaków kilkakrotnie w ciągu pierwszego roku studiów. Do tej pory wydawało mi się, że egzotyczne są banany, ananasy czy wycieczka do Chorwacji. Nagle, ku mojemu zdumieniu, sama znalazłam się w tej kategorii. Oswajałam swoją egzotyczność w mieście, w którym wszystko było konkretne, rzetelne i rzeczowe. Uczyłam się, jak znaleźć moje własne proporcje pomiędzy szaleństwem, sztuką i odpowiedzialnością. To była wymagająca droga, popełniłam wiele błędów. Żadnego nie żałuję. Śpiewałam w chórze muzyki cerkiewnej, sprzedawałam kołdry, pracowałam sprzedając kołdry, polewałam doktorantom socjologii drinki za barem. Byłam też menadżerką znakomitego zespołu jazzowego i organizowałam pokazy mody. Nauczyłam się, że sztuka wymaga autopromocji i dobrej oprawy. I że pomimo wszystko trzeba pielęgnować i karmić artystkę w sobie, w każdy możliwy sposób.

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że Poznań „wychował” mnie na pisarkę. To tutaj stawiałam swoje pierwsze, prawdziwe pisarskie kroki. W Poznaniu poznałam pierwszych w moim życiu pisarzy, którzy mieli świadomość tego, co robią i po co. Nigdy nie zapomnę godzin spędzonych na rozmowach z Edwardem Pasewiczem. Mimo, że był już wówczas docenionym poetą, nie traktował mnie jak dzierlatkę-marzycielkę. Zawsze miał dla mnie życzliwość i wspierające słowa. Moje pisarskie dylematy traktował poważnie, kibicował moim staraniom o jak najlepszą formę mojego debiutanckiego dzieła. Inspirował, zachwycał i nie „wydzielał” swojej obecności na mniej lub bardziej zasłużone raty. Tematyka mojej pierwszej powieści, mocno przesycona kobiecością – emocjami, dylematami i rozterkami moralnymi bohaterek – była mu obca, co ani trochę nie wpłynęło na jakość jego uwag. I tak to się właśnie zaczęło, moja wielka przygoda z kobiecymi bohaterkami w literaturze. Pozostaję im wierna do dzisiaj.

Było wiele osób, których wsparcie i życzliwość były dla mnie kluczowe. Takich jak Benek, którego ciepło, wiara w to, że warto tworzyć i dzielić się tym ze światem, życzliwe udzielanie przestrzeni na wydarzenia związane z książką, umacniały moje poczucie sensu. Nie zliczę osób, które ciepłym słowem, towarzystwem, wysłuchaniem moich dylematów, dały mi pewność, że warto pisać. Na mojej pisarskiej drodze każde spotkanie miało znaczenie. Każde zachowuję w pamięci.

Akcję mojej drugiej powieści „Levante” umieściłam w Poznaniu. Opisałam w niej losy kobiety targanej wątpliwościami, stającej w obliczu trudnych życiowych wyborów. Bardzo chciałam w jakiejś formie oddać hołd miastu, które towarzyszyło mojemu dorastaniu i przeobrażaniu się w pisarkę. To tutaj zostały wydane moje obie powieści. Poznańscy wydawcy dali szansę zaistnienia debiutantce. I choć sami debiutowali i niewiele wiedzieli o rynku wydawniczym, wspieraliśmy się, jak umieliśmy. Jestem im za to wdzięczna. To tutaj artyści nauczyli mnie, że sztuka to nie tylko koncept i myślenie, ale przede wszystkim działanie. Że sztuka powstaje, kiedy się tworzy, spędza godziny, dni, tygodnie na szlifowaniu tego, co przyszło na świat z potrzeby serca. To tutaj zrozumiałam, że artysta nie jest sam. Pomiędzy artystą i publicznością są też ludzie, którym zależy na tym, żeby trafiła ona do grona odbiorców. Szczególną estymą darzę kuratorów, którzy umieją mocno stanąć na ziemi, kiedy trzeba. Ale także wydawców, impresariów, menadżerów, agentów, a także wolontariuszy, które zwyczajnie, często nieodpłatnie i z potrzeby serca, działają w sektorze artystycznym. Poznań nauczył mnie niezłomności. Wiary w siebie i w to, że każda sztuka ma swoje miejsce, swój czas. Obdarował mnie przy tym gronem wspaniałych przyjaciół, których wsparcie zawsze było bezcenne. Dlatego z sentymentem opisywałam w mojej powieści losy Alicji, dla której Poznań stał się spokojną przystanią przed wypłynięciem w niespodziewaną podróż. Bo tak też się stało w moim przypadku.

Po szesnastu latach mieszkania w Poznaniu przeprowadziłam się. Mieszkam w Andaluzji, niebawem wydaję trzecią powieść. Widzę Polskę i jej dylematy z dużego dystansu. Ale nadal, kiedy ktoś pyta o „moje miasto”, bez sekundy namysłu powiem „Poznań”. Moje serce zostało w Poznaniu, jego cząstka już zawsze tam będzie. I choć akcja mojej trzeciej powieści dzieje się w całości w Hiszpanii, czuję tę niewidzialną nić połączenia z moim miastem.

Nie zmieniło się tylko jedno – od samego początku daję w swoich powieściach głos kobietom. Pozwalam im krzyczeć, szlochać, szeptać, przeklinać. Pokazuję świat z perspektywy ich emocji. Zanurzam się w poszukiwanie tożsamości, zadawanie trudnych pytań i unikanie odpowiedzi. Pozwalam kobietom powiedzieć na głos to, o czym często w sferze publicznej się nie mówi. Pozwalam im popełniać błędy, mylić się, nie wiedzieć. Pozwalam im być bierną i niezaangażowaną. Zagubioną i przerażoną, bo takie też jesteśmy. Nie ślizgam się po powierzchni uczuć. Nie piszę barwnej, łatwej do czytania literatury środka. Opisuję życie. Takie, jakim jest, bez upiększeń. Tego też nauczył mnie Poznań – patrzenia na świat z kobiecej perspektywy i szacunku do kobiecości, ale też różnorodności. Nauczył mnie nie ubarwiania życia, bo ono samo w sobie jest zadziwiająco piękne. Pokazał mi szacunek dla inności i trudnych wyborów, za którymi zawsze kryje się skomplikowana ludzka historia. To wszystko zostało we mnie, bez względu na to, gdzie jestem.

Jest początek wakacji, a ja z radością myślę o tym, że w październiku znów zawitam do Poznania. Wszystko dlatego, że zbliża się premiera mojej trzeciej powieści. Przede mną wyzwanie zorganizowania spotkań autorskich. Nie planuję wielkiej trasy, pewnie nie będę miała na to ani sił ani czasu. Ale jedno wiem na pewno – spotkamy się w Poznaniu. Porozmawiamy o życiu bez upiększeń i o dobrej literaturze, pełnej prostych, tnących jak skalpel zdań.

Pobierz pierwszych 10 stron nowej powieści http://newsletter.edytaniewinska.com/
Zobacz, co Cię czeka http://powiesci.edytaniewinska.com
Nie przegap / PREMIERA ONLINE https://www.facebook.com/events/2109284159285794/
Bądź we czwartki o 19.15 https://www.facebook.com/EdytaNiewinska.pisarka/