Wolne Głosy: Fundacja Mamy Głos

N° 09/2018

KAMILA GOŁDYKA
współzałożycielka i członkini zarządu Fundacji MamyGłos. Zakochana w kulturze brytyjskiej, zna każdą piosenkę Beatlesów na pamięć.

Kiedy miałam 15 lat, zaczęłam liceum w klasie humanistycznej. Pierwsza klasa  jest ogólna – dopiero w drugiej zaczyna się naukę przedmiotów rozszerzonych, więc można powiedzieć, że na tym etapie profil klasy nie był specjalnie istotny. Marzyłam o pójściu na politechnikę i bardzo lubiłam fizykę – w związku z tym musiałam zmienić profil na matematyczno-fizyczny, żeby móc zrealizować plany. Niestety, ze strony grona pedagogicznego zamiast wsparcia spotkałam się z absurdalnymi komentarzami typu: „Dziewczyna na politechnikę? I co, będziesz w kasku chodzić?” albo „Nie wolisz zamiast fizyki wybrać sobie historii sztuki? To taki łatwy i przyjemny przedmiot”.

Codziennie przychodziłam do biura dyrektorki, aby udowodnić, że jestem kompetentna. Zdawałam testy sprawdzające moją wiedzę z matematyki, fizyki i chemii. Wszystkie poszły mi dobrze, bardzo dobrze. Jednak to wciąż było niewystarczające. Musiałam też poddać się testom psychologicznym, żeby stwierdzono, czy moja osobowość na pewno pasuje do profilu ścisłego. Proces zmiany klasy zajął mi kilka miesięcy. Mojemu koledze z o wiele gorszymi wynikami – dwa tygodnie. Nie musiał nikomu nic udowadniać, ani odpowiadać na absurdalne pytania czy testy. Byłam strasznie sfrustrowana, ale moją złość postanowiłam przeistoczyć w coś konstruktywnego.

Porozmawiałam o tym z dwiema koleżankami. Okazało się, że mają bardzo podobne doświadczenia – mimo, że ich ścieżki były nieco inne, to wciąż spotykały się z podcinaniem skrzydeł tylko dlatego, że są dziewczynami. Wtedy wspólnie zaaplikowałyśmy o nasz pierwszy grant. Na początku miał być to trzymiesięczny projekt, ale inicjatywa spotkała się z tak dobrym i ciepłym odbiorem, że rozwinęłyśmy ją i założyłyśmy Fundację MamyGłos, która dodaje nastoletnim dziewczynom mocy i siostrzanego wsparcia.

N° 09/2018

BASIA BARTOSZ
21-latka kochająca sztukę, podróże i grafikę komputerową. Fanka Van Gogh’a. Aktywistka w – jak sama mówi – „najlepszej girlpowerowej fundacji, czyli MamyGłos”.

Od zawsze miałam obawy przed wystąpieniami publicznymi. Od zawsze też pomoc innym była dla mnie czymś ważnym i znajdowałam na nią miejsce w moim życiu. Już gdy byłam mała oddawałam kuzynowi batonik, bo ten chciał taki sam, a zjadł już swój. Umiałam podzielić się ulubionymi kanapkami z Nutellą z całą klasą na wycieczce w podstawówce. Wszystko to było dla mnie czymś normalnym, naturalnym.

Kończąc liceum postanowiłam, że wyjadę. Bardzo tego pragnęłam – poznania czegoś nowego. W ostanim czasie czytałam blog MamyGłos, prowadzony przez nastolatki, które stworzyły fundację. Zamarzyłam, by być kiedyś częścią czegoś tak pięknego, jak właśnie fundacja Mamy Głos. Przez kolejne miesiące czytałam bloga i śledziłam go w social mediach. Aż w końcu nadszedł dzień, w którym dziewczyny ogłosiły wydarzenie pt. Niedziela na Zamku. Wybrałam się tam, zagadałam i tak zaczęła się moja nowa życiowa ścieżka.
Po tej niedzieli stwierdziłam, że bardzo chcę zacząć działać. Panowała wtedy tak bardzo magiczna atmosfera. I tak bardzo „powerowa”. Dziewczyny pozwoliły mi współprowadzić warsztaty na Kongresie Kobiet. To chyba było najbardziej przełomowe. W końcu znalazłam miejsce, w którym mogę działać, wo którym odnalazłam drogę. Potem były kolejne warsztaty, a w końcu wyjazd na Festiwal Opener, który jeszcze bardziej uświadomił mi, że robię dobrze dla tego świata, dla nastolatek.

Każde z działań i warsztatów, które prowadziłam wiele mnie nauczyło – odwagi i zmniejszenia tremy. Dowiedziałam się jak pomagać dziewczynom i nastolatkom, jak je wspierać. Ale uczę się także samej siebie, tego, że warto być w tym miejscu, być częścią Mamy Głos. Cieszę się, że tu trafiłam, bo mogę kształtować swoje poglądy i się w nich odnajdywać. Fajnie jest móc też pomagać innym dziewczynom, wierzyć w siebie i swoje idee. To miejsce, w którym tworzymy coś pięknego i niezapomnianego.

N° 09/2018

RIENNY KASPEROWICZ
24 lata, studentka polonistyki i wielka fanka Haliny Poświatowskiej. Aktywistka Fundacji MamyGłos. Introwertyczka.

Przez ostatni rok bardzo zaangażowałam się w walkę z patriarchatem. Nie wierzę, że dopiero teraz zaczynam zauważać jak bardzo jest on szkodliwy. Nie tylko dla kobiet, ale i dla mężczyzn, wymykających się ze ściśle ustalonego wzorca jaskiniowca bez uczuć i sentymentów, który zawsze musi dawać świadectwo swojej siły.

Rebecca Solnit w swojej książce “Mężczyźni objaśniają mi świat” brutalnie prawdziwie opisała zjawisko mansplainingu, ale i ja chciałabym dodać coś od siebie. Ośmielę się na stwierdzenie, że będzie to równie szokujące.

Jakiś czas temu zaangażowałam się w facebookową dyskusję na temat molestowania i gwałtów. Dyskutowałam z osobą, która dotkliwie zraniła mnie kilka lat temu. Zabrała mi moją niewinność; sprawiła, że bałam się pójść do szkoły i wrzuciła w zimną toń wyrzutów. Ja miałam jedynie 14 lat, maksymalnie 15 – on 18. Dotykał mnie tam, gdzie nie powinien, chciał zmusić do rozebrania się. Zostałam pobita – zarówno mówiąc dosłownie, jak i w przenośni – odwołując się do stanu psychicznego. Przez wiele lat się obwiniałam, szczególnie w momentach, w których – niczym klatki filmu – wracałam do danej sytuacji, próbując zasnąć i wybudzając się z koszmarów. Aktorzy: ja, chłopak, który wówczas mi się podobał, agresor i kilka dziewczyn, które pobiły mnie za to, że nie chciałam się przed nimi rozebrać.

Zabrały mi moje rzeczy, szantażując, że albo ściągnę bluzkę i biustonosz, albo nie odzyskam swojego dobytku. Nikt wtedy nie mówił o molestowaniu. Nikt mi nie pomógł. Byłam w tym całkiem sama, obwiniana, zbrukana. Bałam się wychodzić z domu, zamknęłam się w sobie. Zostałam odarta z prawa do cierpienia. Ta sama osoba, prawie dziesięć lat później, pisze mi o tym, że to mężczyźni są dyskryminowani, że kobiety są zbyt dumne – dla nich zgwałcenie mężczyzny byłoby poniżej godności, więc kuszą i prowokują. Doprowadzają do nadużyć seksualnych ze strony mężczyzn. To w całości ich wina. To one są prowodyrkami, one ranią, one manipulują i same są sobie winne.

Ten sam mężczyzna, który zabrał mi dziecięcą naiwność i dotykał tego, co nie jego, potem mi napisał, że to ja jestem zagrożeniem, bo głośno krzyczę, otwarcie wyrażam swój sprzeciw.….i to już nie pierwszy raz. Nie pierwszy raz każą mi milczeć, dusić cały strach w sobie, być grzeczną. Przecież jestem kobietą, kobiecie w końcu nie wypada. Mamy siedzieć uśmiechnięte, traktować seks jak przykry obowiązek, oddawać się każdemu, kto tylko tego zapragnie. Bo taka jest nasza rola i zadanie.A guzik! Ja krzyczę, ty krzyczysz, ona i on krzyczy. My krzyczmy, wy krzyczcie, niech oni i one krzyczą.Walczmy. Bo jest o co. Ja jestem wojowniczką, dumną z własnych porażek i osiągnięć. Wojowniczką jest każda z kobiet, bo nawet nieświadomie, nawet nie do końca tego chcąc, na co dzień walczy z toksycznym patriarchatem.