Wolne Głosy: Socjalny Kongres Kobiet

N° 02/2018

Socjalny Kongres Kobiet “O wyższe płace i niższe czynsze” odbył się 3 marca 2018 w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu.

 

Społeczny Kongres Kobiet w odpowiedzi na antykobiecą politykę władz miasta

3 marca w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu odbył się Socjalny Kongres Kobiet. Zainicjowały go poznańskie pracownice żłobków, instytucji kultury i lokatorki, które od lat zmagają się z antykobiecą polityką władz Poznania i innych miast (Warszawy, Łodzi, Wrocławia). Zorganizowanie Kongresu wynikało z konieczności rozszerzenia walki o wyższe płace i niższe czynsze, którą toczymy na gruncie związków zawodowych i stowarzyszeń lokatorskich. Wspólnie opracowałyśmy listę postulatów programowych. Ponadto podjęłyśmy zobowiązanie zorganizowania kolejnego spotkania Socjalnego Kongresu Kobiet na jesień br.

Wzięcie udziału w Kongresie dla części z nas nie było łatwe. Ponieważ nasze płace są tak niskie, że nie wystarczają na utrzymanie, to zwykle musimy dorabiać pracą w weekendy. W takich okolicznościach już samo sobotnie spotkanie, podczas którego mogłyśmy swobodnie ze sobą dyskutować, jest pewnego rodzaju sukcesem. Dla części uczestniczek było to nowe doświadczanie. Zwykle nie ma bowiem okazji bądź możliwości, widzieć w jednym miejscu kobiet pracujących w różnych branżach lub walczących o powszechny dostęp do mieszkań. Jeżeli w ogóle do takich spotkań dochodzi, to polegają one na konfrontacji z władzami miast np. w urzędzie miejskim. Wówczas wspólnie, np. jako pracownice samorządowe, musimy użerać się z politykami, dla których jesteśmy co najwyżej elektoratem, do którego można puścić oczko przed wyborami.

W ramach artykułu o względnie ograniczonej długości nie sposób opisać złożoności tematów dyskutowanych podczas dwóch sesji plenarnych Kongresu. Stąd skupimy się jedynie na relacji z dyskusji dotyczącej pracownic miejskich żłobków oraz trudnościach ze zmianami w polityce spoleczno-mieszkaniowej, aby w dalszej kolejności wysunąć ogólne wnioski na temat położenia kobiet w Poznaniu.

W 2011 r., wskutek zmian legislacyjnych, rząd wydłużył czas pracy opiekunek w żłobkach publicznych o 25 min. dziennie. Władze miasta jednak nie podniosły ich płac. Stało się to zarzewiem konfliktu pomiędzy opiekunkami zrzeszonymi w związku zawodowym Inicjatywa Pracownicza a ekipą ówczesnego prezydenta Ryszarda Grobelnego. Pracownice żądały podniesienia płac, skrócenia czasu pracy, niższych opłat dla rodziców i zwiększenia ilości miejsc w żłobkach. W tym samym okresie władze wyłożyły na przebudowę stadionu piłkarskiego na Bułgarskiej 750 mln zł. Problem nie sprowadzał się więc do braku środków finansowych lecz do sposobu ich podziału. Euro 2012 wyraźnie ukazało, że cięcia wydatków publicznych nie wynikają z ograniczeń ekonomicznych lecz są wynikiem decyzji o charakterze politycznym. Transfer bogactwa w ręce biznesu odbył się kosztem kobiet, które wykonując darmową bądź nisko płatną pracę, wypełniają braki w dostępie do środków utrzymania spowodowane cięciami zabezpieczeń socjalnych.

Kolejne wybory na prezydenta Poznania wygrał, na fali haseł o końcu „ery grobelizmu”, Jacek Jaśkowiak. Wyborcze obietnice i społeczna presja zmusiły go do podjęcia rozmów z pracownicami opieki, które od kilku lat pozostawały w sporze zbiorowym z władzami miasta. Zgodnie z nieformalnym porozumieniem ze związkami zawodowymi wszystkie osoby zatrudnione w zakładach i instytucjach miejskich miały otrzymać 700 zł brutto podwyżki do podstawy do końca kadencji prezydenta. W sumie otrzymały 400 zł brutto średnio do wynagrodzenia. Prezydent zatem złamał obietnicę i w ostatnim 2018 r. przekazał nam niecałe 100 zł brutto, co oburzyło pracujące kobiety. Swój ruch tłumaczył koniecznością podniesienia płac nauczycielkom. W ten sposób próbował zrzucić odpowiedzialność za swoje polityczne decyzje na inną nisko opłacaną i sfeminizowaną grupę zawodową.

Z perspektywy pracownic „grobelizm”, którego istotnym elementem jest marginalizacja pracy kobiet, panuje w Poznaniu niezależnie od tego, kto dzierży ster władzy. Do dzisiaj żadna z sił politycznych zasiadających w radzie miasta, żaden lokalny polityk bądź polityczka nie podjęły żadnych istotnych działań prowadzących do zmiany warunków pracy i płacy pracownic jednostek budżetowych. Władze miasta nie biorą pod uwagę naszych potrzeb, dopóki nasze działania nie pogorszą ich wizerunku lub nie zagrożą sprawnemu funkcjonowaniu miejskich instytucji.

Równocześnie kilka tygodni przed ogłoszeniem decyzji o złamaniu obiecywanego harmonogramu podwyżek prezydent wspierając organizowany w Poznaniu Kongres Kobiet, stwierdził, że to „największa w Polsce inicjatywa na rzecz wzmocnienia pozycji kobiet”. Skupił się przy tym jedynie na przedsiębiorczości, podkreślając, że „pozycja i rola kobiet w tej sferze ciągle wzrasta, co gwarantuje sukces ekonomiczny”. Jaśkowiak obecnie próbuje wzmocnić swoją władzę, odwołując się do postulatów ruchu kobiecego, lecz do kategorii „kobiety” zalicza jedynie te z nas, które odnoszą sukcesy na wolnym rynku jako bizneswomen bądź jako polityczki. Pracownice samorządowe zarabiające grosze są ciągle wykluczone z „prokobieciej” polityki miejskiej. Ich rolą ma być zaspokajanie potrzeb władz miasta i biznesu, związanych z nieograniczonym dostępem do taniej i posłusznej siły roboczej.

Inny problem dotyczy polityki mieszkaniowej. Choć w kwestii tej w ostatnich kilkunastu miesiącach wiele zrobiono, to jednak pierwsze lata kadencji zostały przez Jacka Jaśkowiaka zmarnowane. Nie dotrzymał on powyborczej umowy z Tomaszem Lewandowskim, który opowiadał się za głębokimi zmianami w polityce społeczno-mieszkaniowej. Paradoksalnie powołanie kobiety, Agnieszki Pachciarz, jako zastępczyni prezydenta odpowiedzialnej za tę sferę, skutecznie opóźniło konieczne zmiany o 1,5 do 2 lat. Pachciarz wprost deklarowała politykę kontynuacji „gobelizmu” w odniesieniu do polityki mieszkaniowej. Opowiadała się np. za istnieniem osiedla kontenerowego i przeciwko powołaniu biura interwencji lokatorskiej. Ostatecznie w pierwszym roku kadencji prezydenta Jaśkowiaka nie wybudowano żadnego mieszkania komunalnego i wyeksmitowano z mieszkaniowego zasobu miasta tyle samo rodzin, co rok wcześniej – za czasów Grobelnego. Zmiany przyszły dopiero wraz z osunięciem od władzy Pachciarz i mianowania w to miejsce Lewandowskiego.

28 lat demokracji dla liberalno-konserwatywnych elit w Polsce zebrało swoje żniwo w postaci niewydolnych instytucji opiekuńczych, edukacyjnych i kulturalnych. Sfeminizowane zawody są opłacane najgorzej, brakuje mieszkań komunalnych, żłobków, stołówek i zajęć poza lekcyjnych. Wolny wybór kończy się, kiedy stajemy przed problemem własnego utrzymania. Na tym polu nie mamy wyboru i jesteśmy zmuszone pracować dla naszych szefów bądź szefowych. Na domiar złego niedorozwój instytucji społecznych zmusza nas do darmowej pracy w gospodarstwach domowych. Niezależnie czy rządzą nami mężczyźni bądź kobiety obecna forma demokracji, nie broni nas przed pracą, która zmienia nasze życie w koszmar i przed drożyzną, która zmusza nas do jeszcze cięższej pracy. Nie chcemy odnajdywać się na wolnym rynku, nie chcemy być bizneswomen, ani posłankami. Chcemy realizować samodzielnie określone potrzeby a nie potrzeby biznesu niezależnie od tego czy zarządzają nim mężczyźni bądź kobiety. Jeżeli za prawem kobiet do głosowania w wyborach parlamentarnych czy samorządowych nie idzie rozwój zabezpieczeń socjalnych i ograniczenie zamordyzmu w miejscach pracy to ciężko nam bronić takiej „demokracji”. Jeżeli demokracja służy rozwojowi indywidualnych karier nielicznych kobiet i nie zaspokaja potrzeb ich ogółu, to nie jest nasza demokracja.

Grupa inicjatywna Socjalnego Kongresu Kobiet